Gość (83.4.*.*)
Wyobraź sobie sytuację, w której przez przypadek wyrzucasz do śmieci przedmiot wart dziś blisko pół miliarda funtów. Brzmi jak najgorszy koszmar? Dla Jamesa Howellsa, programisty z Newport w Walii, to bolesna rzeczywistość, z którą zmaga się od ponad dekady. Jego walka o odzyskanie dysku twardego z 8000 bitcoinów właśnie weszła na nową drogę – drogę sądową, która elektryzuje nie tylko fanów kryptowalut, ale i prawników na całym świecie.
Wszystko zaczęło się w 2013 roku, kiedy Bitcoin był jeszcze technologiczną ciekawostką, a nie globalnym aktywem finansowym. James Howells posiadał dwa identyczne dyski twarde o rozmiarze 2,5 cala. Na jednym z nich znajdował się klucz prywatny do portfela zawierającego 8000 BTC, które „wykopał” we wczesnych dniach istnienia sieci.
Podczas porządków Howells omyłkowo wrzucił dysk z kryptowalutami do worka na śmieci, który następnie trafił na lokalne wysypisko w Newport (Docksway Landfill). Gdy zorientował się, co zrobił, było już za późno – dysk spoczął pod tysiącami ton odpadów. Od tamtej pory wartość zguby wzrosła z kilku tysięcy do setek milionów funtów, czyniąc z tego kawałka metalu jeden z najcenniejszych przedmiotów na planecie.
Przez ostatnie 10 lat James Howells wielokrotnie zwracał się do Rady Miasta Newport (Newport City Council) z prośbą o pozwolenie na przeszukanie wysypiska. Za każdym razem spotykał się z odmową. Władze miasta argumentowały swoją decyzję względami ekologicznymi, wysokimi kosztami operacji oraz brakiem gwarancji, że dysk w ogóle zostanie odnaleziony lub że będzie nadawał się do odczytu.
Zdesperowany programista postanowił wytoczyć ciężkie działa. We wrześniu 2024 roku Howells złożył pozew przeciwko Radzie Miasta Newport, domagając się odszkodowania w wysokości około 495 milionów funtów. Kwota ta odpowiada szczytowej wartości jego bitcoinów.
Głównym celem pozwu nie jest jednak samo uzyskanie pieniędzy od miasta (którego budżet prawdopodobnie by tego nie udźwignął), ale wywarcie presji prawnej. Howells liczy na to, że groźba gigantycznego odszkodowania zmusi Radę Miasta do ustępstwa i wydania zgody na rozpoczęcie prac wykopaliskowych.
Howells twierdzi, że dysk twardy jest jego własnością prywatną, a uniemożliwianie mu dostępu do niego jest bezprawne. W skład jego zespołu wchodzą teraz profesjonalni prawnicy oraz inwestorzy z funduszy hedgingowych, którzy sfinansują całą operację w zamian za udział w zyskach. Programista zapewnia, że:
Władze miasta pozostają nieugięte. Ich zdaniem przekopanie wysypiska wiąże się z ogromnym ryzykiem środowiskowym. Wysypiska to nie tylko sterty papieru, ale też toksyczne odpady, azbest i gazy składowiskowe. Naruszenie tej struktury mogłoby doprowadzić do skażenia okolicy. Ponadto rada twierdzi, że operacja jest logistycznie niemożliwa do przeprowadzenia w sposób bezpieczny, a szanse na znalezienie sprawnego dysku po dekadzie pod naciskiem ton śmieci są bliskie zeru.
Plan Howellsa zakłada wykorzystanie technologii, która brzmi jak z filmu science-fiction. Chce on użyć skanerów AI do sortowania śmieci oraz mechanicznych ramion, które miałyby wyłapywać przedmioty przypominające dyski twarde. Co więcej, w planach pojawiały się nawet robotyczne psy od Boston Dynamics, które miałyby patrolować teren i wspierać monitoring wizyjny podczas prac.
Sprawa sądowa ma zostać rozstrzygnięta w grudniu 2024 roku. Jeśli sąd przyzna rację Howellsowi, może to być precedens dotyczący prawa własności do przedmiotów zagubionych na terenach komunalnych. Jeśli jednak wygra miasto, historia 8000 bitcoinów prawdopodobnie zakończy się na zawsze pod warstwami walijskiej ziemi.
Warto zauważyć, że nawet jeśli dysk zostanie odnaleziony, jego stan techniczny będzie kluczowy. Talerze magnetyczne wewnątrz dysku są niezwykle delikatne. Jeśli obudowa została przerdzewiała lub zgnieciona, odzyskanie danych może okazać się niemożliwe, niezależnie od zaangażowanych funduszy.
Ta historia to nie tylko batalia prawna, to przede wszystkim bolesna lekcja o bezpieczeństwie cyfrowym i o tym, jak jedna chwila nieuwagi może zmienić życie na zawsze. James Howells nie zamierza się jednak poddawać, twierdząc, że będzie walczył o swoją własność do ostatniego tchu – lub do ostatniego wyroku sądu.