Gość (2a02:a31a::::::18a9)
Katastrofa smoleńska z 10 kwietnia 2010 roku to bez wątpienia jedno z najbardziej traumatycznych i dzielących Polaków wydarzeń w najnowszej historii kraju. Choć oficjalne raporty komisji badających wypadek (zarówno polskiej komisji Jerzego Millera, jak i rosyjskiego MAK-u) wskazały na błędy załogi, fatalne warunki atmosferyczne oraz uchybienia w przygotowaniu lotu, w przestrzeni publicznej od lat krążą alternatywne wersje wydarzeń. Emocje, polityka i niejasności wokół śledztwa sprawiły, że teorie spiskowe padły na podatny grunt. Przyjrzyjmy się tym najpopularniejszym, które przez lata rozpalały wyobraźnię opinii publicznej.
To obecnie najszerzej dyskutowana teoria, mocno promowana przez tzw. podkomisję smoleńską pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. Według tej wersji samolot Tu-154M nie rozbił się w wyniku zderzenia z brzozą, lecz został zniszczony w powietrzu przez eksplozje. Zwolennicy tej tezy argumentują, że rozrzut szczątków maszyny oraz charakterystyczne wywinięcia blach kadłuba na zewnątrz świadczą o gwałtownym wzroście ciśnienia wewnętrznego.
W ramach tej teorii pojawiały się doniesienia o odnalezieniu śladów materiałów wybuchowych, takich jak trotyl czy nitrogliceryna, na elementach wraku. Warto jednak zaznaczyć, że oficjalne analizy biegłych prokuratury wielokrotnie zaprzeczały obecności nowoczesnych materiałów wybuchowych, tłumacząc niektóre odczyty detektorów obecnością związków chemicznych pochodzących np. z pestycydów lub kosmetyków.
W pierwszych miesiącach po katastrofie jedną z najgłośniejszych teorii była ta o "sztucznej mgle". Według jej zwolenników, rosyjskie służby miały użyć specjalnych generatorów lub substancji chemicznych, aby nagle i drastycznie obniżyć widoczność nad lotniskiem w Smoleńsku. Celem miało być zmuszenie pilotów do podjęcia ryzykownej próby lądowania w ekstremalnych warunkach.
Teoria ta zyskała popularność ze względu na relacje świadków, którzy twierdzili, że mgła pojawiła się niezwykle szybko i była nienaturalnie gęsta. Eksperci meteorolodzy podkreślają jednak, że w warunkach panujących wówczas w Smoleńsku (duża wilgotność, specyficzne ukształtowanie terenu) nagłe wystąpienie gęstej mgły radiacyjnej jest zjawiskiem całkowicie naturalnym i przewidywalnym.
Kolejna popularna hipoteza dotyczy tzw. meaconingu, czyli celowego emitowania fałszywych sygnałów nawigacyjnych. Według tej teorii Rosjanie mieli "oszukać" przyrządy pokładowe polskiego tupolewa, podając pilotom błędne dane o wysokości i pozycji samolotu. W efekcie załoga mogła być przekonana, że znajduje się znacznie wyżej lub w innym miejscu, niż była w rzeczywistości.
Mimo że technicznie takie działania są możliwe (stosuje się je m.in. w działaniach wojennych), analiza czarnych skrzynek nie wykazała anomalii w działaniu systemów nawigacyjnych, które można by jednoznacznie przypisać zewnętrznej ingerencji tego typu.
To jedna z najbardziej mrocznych i kontrowersyjnych teorii, która swój początek wzięła z krótkiego, amatorskiego nagrania wideo nakręconego telefonem komórkowym tuż po katastrofie (tzw. film "Samolot płonie"). Na nagraniu słychać dźwięki przypominające strzały oraz głosy w języku rosyjskim.
Niektórzy internauci i komentatorzy wysnuli wniosek, że katastrofę przeżyły trzy osoby, które zostały następnie zamordowane przez rosyjskie służby na miejscu zdarzenia. Oficjalne śledztwa wykazały jednak, że dźwięki przypominające strzały to prawdopodobnie pękające pod wpływem ognia naboje z pistoletów funkcjonariuszy BOR, które znajdowały się na pokładzie, a analiza medyczna ofiar wykluczyła postrzały jako przyczynę śmierci którejkolwiek z osób.
Psycholodzy zauważają, że teorie spiskowe wokół Smoleńska pełnią ważną funkcję społeczną. Dla wielu osób wizja "zwykłego wypadku" wynikającego z serii ludzkich błędów jest trudna do zaakceptowania przy tak ogromnej skali tragedii. Śmierć prezydenta i elity państwowej wydaje się "zbyt wielkim" wydarzeniem, by mogło być dziełem przypadku.
Termin "pancerna brzoza" stał się symbolem sporu o Smoleńsk. Według oficjalnych raportów, samolot stracił końcówkę lewego skrzydła po uderzeniu w brzozę na wysokości około 5 metrów. Przeciwnicy tej wersji twierdzą, że skrzydło samolotu powinno przeciąć drzewo jak nóż masło, a nie ulec zniszczeniu. Inżynierowie lotnictwa wyjaśniają jednak, że przy prędkości około 270 km/h siły działające na konstrukcję skrzydła podczas zderzenia z taką przeszkodą są niszczycielskie, niezależnie od tego, jak "miękkie" wydaje się drewno.
Mimo upływu lat i setek ekspertyz, katastrofa smoleńska pozostaje tematem, w którym fakty często mieszają się z domysłami. Brak dostępu do wraku, który wciąż znajduje się na terenie Rosji, oraz przedłużające się śledztwa tylko podsycają nieufność i dają paliwo kolejnym teoriom.