Gość (83.4.*.*)
Tworzenie filmów wojennych to jedno z największych wyzwań logistycznych i prawnych w świecie kina. Kiedy oglądamy na ekranie spektakularne wybuchy, świst kul i ryczące czołgi, rzadko zastanawiamy się nad tym, że za każdą sekundą takiego widowiska stoi armia specjalistów z bardzo konkretnymi uprawnieniami. Realizacja scen batalistycznych to nie tylko kwestia wizji reżysera, ale przede wszystkim rygorystycznych przepisów bezpieczeństwa, pozwoleń i certyfikatów, bez których żadna profesjonalna produkcja nie mogłaby ruszyć z miejsca.
Najbardziej widowiskowym elementem kina wojennego są eksplozje. Osoba odpowiedzialna za ich przygotowanie to nie „pan z zapalniczką”, ale wykwalifikowany pirotechnik filmowy. W Polsce, aby legalnie zajmować się takimi efektami, niezbędne jest posiadanie uprawnień do pracy z materiałami wybuchowymi przeznaczonymi do użytku cywilnego.
Pirotechnik musi legitymować się zaświadczeniem o przeszkoleniu wydanym przez odpowiedni organ (np. Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia lub inną uprawnioną jednostkę). Taka osoba musi znać zasady przechowywania, transportu i użycia materiałów wybuchowych oraz pirotechnicznych. Co więcej, każda większa eksplozja na planie wymaga wcześniejszego zgłoszenia i uzyskania zgody od odpowiednich służb, takich jak straż pożarna czy policja, a czasem nawet władze lokalne, jeśli plan znajduje się blisko terenów zamieszkanych.
Na planie filmu wojennego broń palna jest niemal wszędzie. Jednak zgodnie z polskim prawem (i większością regulacji zagranicznych), aktorzy nie mogą po prostu przynieść własnego pistoletu. Kluczową postacią jest zbrojmistrz (często pracujący w ramach firmy posiadającej koncesję MSWiA na obrót bronią i amunicją).
Zbrojmistrz musi posiadać pozwolenie na broń do celów rekonstrukcji historycznych lub prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie wynajmu broni. To on odpowiada za:
Warto wiedzieć, że aktorzy występujący w scenach z bronią nie muszą mieć indywidualnych pozwoleń, o ile działają pod bezpośrednim nadzorem zbrojmistrza na zamkniętym planie filmowym.
Sceny batalistyczne to ogromny chaos kontrolowany. Nad bezpieczeństwem aktorów i statystów czuwają kaskaderzy oraz koordynatorzy kaskaderscy. Choć w Polsce zawód kaskadera uległ deregulacji i nie ma już państwowych egzaminów, w branży liczą się certyfikaty uznanych szkół kaskaderskich oraz bogate portfolio.
Koordynator kaskaderów musi posiadać ogromną wiedzę z zakresu BHP. To on ocenia ryzyko przy upadkach, skokach czy scenach, w których statyści biegną obok wybuchów. W przypadku scen z udziałem koni (częstych w filmach historyczno-wojennych), niezbędni są instruktorzy jazdy konnej i opiekunowie zwierząt, którzy posiadają uprawnienia do pracy ze zwierzętami na planie, dbając o ich dobrostan i bezpieczeństwo ludzi.
Czołgi, transportery opancerzone czy zabytkowe samoloty to nieodłączne elementy wielkich bitew. Osoby obsługujące taki sprzęt muszą posiadać specyficzne uprawnienia:
Choć statyści nie potrzebują formalnych licencji państwowych, w przypadku dużych produkcji wojennych przechodzą oni tzw. „boot campy”. Są to intensywne szkolenia prowadzone przez konsultantów wojskowych (często emerytowanych żołnierzy sił specjalnych).
Podczas takich szkoleń uczestnicy uczą się:
Konsultant wojskowy na planie to często osoba z ogromnym doświadczeniem bojowym, która dba o to, by mundury były poprawnie skompletowane, a taktyka oddziałów odpowiadała realiom historycznym lub współczesnym.
Przy realizacji scen batalistycznych standardowe szkolenie BHP to za mało. Na planie często obecni są wyspecjalizowani ratownicy medyczni, a czasem nawet zespoły ratownictwa technicznego. Producent filmu musi zapewnić obecność osób z uprawnieniami do udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy.
Dodatkowo, jeśli zdjęcia odbywają się w trudnym terenie (góry, woda, lasy), ekipa wspomagająca musi posiadać uprawnienia wysokościowe lub nurkowe (np. certyfikaty PADI/CMAS dla operatorów kamer podwodnych). Każdy element tej skomplikowanej układanki musi być potwierdzony dokumentami, aby w razie wypadku ubezpieczyciel nie zakwestionował legalności działań na planie.
Wiele historycznych czołgów używanych w filmach to tak naprawdę "wydmuszki" zbudowane na podwoziach zwykłych ciężarówek lub ciągników rolniczych. Dzięki temu ich prowadzenie nie wymaga tak rygorystycznych uprawnień jak w przypadku prawdziwego, 40-tonowego czołgu, a jednocześnie są one znacznie tańsze w transporcie i eksploatacji. Jednak nawet taka makieta, jeśli porusza się po drodze publicznej (np. dojeżdżając na plan), musi spełniać określone wymogi techniczne i być prowadzona przez osobę z odpowiednią kategorią prawa jazdy.