Gość (83.4.*.*)
Brazylijskie fawele, te gęsto zabudowane, kolorowe, a zarazem mroczne labirynty na wzgórzach Rio de Janeiro czy São Paulo, od dekad stanowią poligon doświadczalny dla różnych strategii państwowych. Przez lata rządy próbowały tam wszystkiego: od brutalnych rajdów elitarnych jednostek policji, przez wojskowe okupacje, aż po próby „miękkiego” zjednywania sobie mieszkańców projektami społecznymi. Efekt? Fawele stały się podręcznikowym dowodem na to, że ani twarda siła (hard power), ani powierzchowna miękka siła (soft power) nie są w stanie trwale rozwiązać problemu, jeśli ignoruje się fundamenty, na których wyrósł kryzys.
Przez dziesięciolecia dominującym podejściem brazylijskich władz była tzw. polityka konfrontacji. Hard power w fawelach to przede wszystkim działalność BOPE (specjalnej jednostki policji wojskowej) oraz głośny program Jednostek Policji Pacyfikującej (UPP). Założenie było proste: wejść zbrojnie, wyprzeć gangi narkotykowe i utrzymać teren.
Początkowo, zwłaszcza przed Mistrzostwami Świata w 2014 roku i Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 roku, wydawało się, że to działa. Statystyki zabójstw w „spacyfikowanych” fawelach spadły. Szybko jednak okazało się, że to tylko iluzja. Twarda siła uderzała w objawy, a nie w źródła:
W skrócie: twarda siła potrafiła na chwilę „zamrozić” konflikt, ale nie potrafiła go zakończyć. Gdy tylko finansowanie programu UPP zaczęło wysychać, a uwaga świata odwróciła się od Brazylii po igrzyskach, gangi wróciły do fawel z jeszcze większą siłą.
Równolegle do działań zbrojnych próbowano stosować soft power, czyli miękką siłę. W kontekście fawel objawiało się to programami takimi jak UPP Social. Państwo chciało pokazać swoją „ludzką twarz” poprzez budowę boisk, organizowanie kursów zawodowych czy festiwali kultury.
Dlaczego to nie wystarczyło? Ponieważ te działania były często postrzegane jako powierzchowne i tymczasowe. Mieszkańcy fawel, nauczeni dekadami zaniedbań, podchodzili do nich z ogromną nieufnością. Soft power zawiodła, bo:
Miękka siła w fawelach okazała się jedynie plastrem naklejonym na głęboką ranę. Bez systemowych zmian była traktowana jako propaganda, a nie realna chęć poprawy losu obywateli.
Prawdziwa lekcja, jaką płynie z historii brazylijskich faweli, brzmi: przestępczość nie jest przyczyną problemów tych dzielnic, lecz ich skutkiem. Fawele nie powstały z chaosu, ale z systemowego wykluczenia, które ciągnie się od czasu zniesienia niewolnictwa w 1888 roku. Wyzwoleni ludzie nie otrzymali ziemi ani pracy, co zmusiło ich do budowania domów na „dziko”.
Zamiast inwestować w helikoptery bojowe, znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem okazałoby się uderzenie w fundamenty kryzysu:
Badania przeprowadzone w faweli Maré wykazały, że koszt jednej operacji wojskowej trwającej kilkanaście miesięcy był kilkukrotnie wyższy niż roczny budżet miasta na projekty społeczne w tym samym rejonie. To pokazuje absurdalną dysproporcję w wydatkowaniu środków publicznych.
Skoro wiemy, że walka z przyczynami jest lepsza, to dlaczego Brazylia wciąż wraca do metod siłowych? Odpowiedź kryje się w polityce. Twarda siła daje natychmiastowe, widowiskowe efekty w mediach – obrazki z aresztowań i przejętej broni dobrze sprzedają się w kampaniach wyborczych. Rozwiązywanie problemów strukturalnych, takich jak reforma edukacji czy budowa kanalizacji, to proces na pokolenia, który nie przynosi szybkich punktów w sondażach.
Fawele pokazały światu, że bezpieczeństwo nie jest stanem, który można narzucić siłą. Jest ono produktem ubocznym sprawiedliwości społecznej, dostępu do usług i poczucia bycia pełnoprawnym obywatelem. Dopóki mieszkaniec faweli będzie traktowany przez państwo jak intruz lub potencjalny przestępca, żadna ilość „twardej” ani „miękkiej” siły nie zmieni rzeczywistości na wzgórzach Rio.