Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że idziesz na tyły popularnego marketu, otwierasz kontener na odpady i znajdujesz w nim siatkę pełną dojrzałych bananów, kilka bochenków świeżego chleba i zapakowane hermetycznie sery z datą ważności kończącą się właśnie dzisiaj. Dla większości osób to obrazek budzący zdziwienie, ale dla frigan to codzienność i sposób na życie. Friganizm to nie tylko sposób na darmowe jedzenie, to przede wszystkim głośny manifest przeciwko marnotrawstwu, które w dzisiejszym świecie przybrało gigantyczne rozmiary.
Słowo „friganizm” (ang. freeganism) powstało z połączenia dwóch terminów: free (wolny, darmowy) oraz veganism (weganizm). Choć nazwa sugeruje powiązania z dietą roślinną, dzisiejsi frigane nie zawsze ograniczają się do warzyw i owoców. Ich główną zasadą jest odzyskiwanie żywności, która została wyrzucona przez sklepy, restauracje czy targowiska, mimo że wciąż nadaje się do spożycia.
Ruch ten narodził się w Stanach Zjednoczonych w latach 90. XX wieku jako odłam ruchów anarchistycznych i ekologicznych. Friganie sprzeciwiają się kapitalistycznemu systemowi produkcji, który promuje nadkonsumpcję. Uważają, że kupowanie nowych produktów napędza machinę niszczenia planety, podczas gdy tony dobrego jedzenia lądują na wysypiskach.
W środowisku frigan popularne jest określenie „skipowanie” (od angielskiego słowa skip, oznaczającego kontener). Motywacje osób zaglądających do śmietników są różne, ale zazwyczaj można je podzielić na trzy główne grupy:
To najsilniejszy argument. Według danych FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa), na świecie marnuje się około 1/3 wyprodukowanej żywności. Friganie chcą zminimalizować swój ślad węglowy, ratując produkty, których wytworzenie kosztowało tysiące litrów wody i energii, a które miałyby zgnić bezużytecznie.
Dla wielu frigan to kwestia ideologiczna. Bojkotują oni system, w którym zysk jest ważniejszy niż realne potrzeby ludzi. Odzyskując jedzenie, wycofują się z obiegu pieniężnego i pokazują, że można żyć poza tradycyjnym rynkiem.
Choć wielu frigan to osoby pracujące i dobrze zarabiające, dla części z nich jest to po prostu sposób na podreperowanie domowego budżetu. W dobie rosnącej inflacji i cen żywności, możliwość zdobycia pełnowartościowych produktów za darmo jest kuszącą perspektywą.
To pytanie, które budzi najwięcej kontrowersji. Z punktu widzenia polskiego prawa sytuacja jest niejednoznaczna. Śmieci w kontenerze teoretycznie należą do właściciela sklepu lub firmy wywozowej do momentu ich odebrania. Zabranie ich może być zinterpretowane jako kradzież, zwłaszcza jeśli kontener znajduje się na ogrodzonym terenie lub jest zamknięty na kłódkę.
W praktyce jednak policja rzadko interweniuje, jeśli frigane nie niszczą mienia (np. nie przecinają kłódek) i nie zostawiają po sobie bałaganu. Większość sklepów patrzy na to zjawisko z niechęcią, obawiając się odpowiedzialności za ewentualne zatrucia, choć w rzeczywistości friganie sami biorą na siebie ryzyko konsumpcji znalezionych produktów.
Friganizm to nie jest bezmyślne grzebanie w śmieciach. Doświadczeni „skierzy” trzymają się żelaznych zasad, które pozwalają im zachować zdrowie i dobre relacje z otoczeniem:
Warto rozróżnić dwa terminy, które często pojawiają się na opakowaniach:
Friganie doskonale wiedzą, że sklepy wyrzucają produkty z tej drugiej kategorii tylko dlatego, że prawo lub wewnętrzne procedury im tak nakazują, mimo że jedzenie jest w 100% pełnowartościowe.
Jeśli idea niemarnowania żywności do Ciebie przemawia, ale nie czujesz się komfortowo, zaglądając do kontenerów, istnieją inne sposoby:
Friganizm to lekcja pokory wobec zasobów naszej planety. Pokazuje, jak wiele posiadamy i jak łatwo przychodzi nam pozbywanie się rzeczy, które dla kogoś innego mogłyby być cennym posiłkiem.