Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że stoisz na czymś, co wydaje się absolutnie nieruchome – na solidnej, twardej ziemi. W rzeczywistości jednak pod Twoimi stopami odbywa się gigantyczny, powolny taniec, który trwa od miliardów lat. Kontynenty, które znamy z map, nie zawsze znajdowały się w tym samym miejscu i, co ciekawsze, wciąż są w drodze. To zjawisko, znane jako dryf kontynentów, jest jednym z najbardziej fascynujących procesów w geologii, a nauka potrzebowała dziesięcioleci, aby w pełni zrozumieć jego mechanizm.
Wszystko zaczęło się od Alfreda Wegenera, niemieckiego meteorologa, który w 1912 roku zauważył coś, co dziś wydaje się oczywiste: linie brzegowe Afryki i Ameryki Południowej pasują do siebie jak elementy układanki. Wegener postawił śmiałą hipotezę, że kiedyś wszystkie lądy tworzyły jeden superkontynent, który nazwał Pangeą.
Choć miał rację, ówcześni naukowcy wyśmiali go, ponieważ nie potrafił wyjaśnić, jaka siła jest w stanie przesuwać całe masy lądowe przez oceany. Dopiero w latach 60. XX wieku, dzięki badaniom dna oceanicznego, narodziła się nowoczesna teoria tektoniki płyt, która dostarczyła brakujących dowodów i wyjaśniła "silnik" napędzający ten proces.
Naukowcy wyjaśniają ruch kontynentów poprzez procesy zachodzące głęboko pod powierzchnią Ziemi, w jej płaszczu. Nie jest to jeden prosty mechanizm, ale współdziałanie kilku potężnych sił fizycznych.
Wnętrze naszej planety jest niezwykle gorące. To ciepło, pochodzące częściowo z czasów formowania się Ziemi, a częściowo z rozpadu pierwiastków promieniotwórczych, wywołuje tzw. prądy konwekcyjne. Gorąca, plastyczna magma z głębi płaszcza unosi się ku górze, a gdy dotrze pod litosferę (sztywną zewnętrzną powłokę Ziemi), ochładza się, staje się gęstsza i opada z powrotem. Ten nieustanny obieg działa trochę jak taśmociąg, który przesuwa spoczywające na nim płyty tektoniczne.
W miejscach, gdzie płyty się od siebie oddalają (np. na środku Oceanu Atlantyckiego), magma wydostaje się na powierzchnię, tworząc nową skorupę oceaniczną. To nowo powstałe pasmo górskie jest gorące i wysokie. Pod wpływem grawitacji nowa, ciężka skała "ześlizguje się" na boki, odpychając starsze części płyty od centrum grzbietu.
Obecnie naukowcy uważają, że to najsilniejsza z sił. Gdy stara, zimna i gęsta płyta oceaniczna zderza się z inną płytą, zaczyna pod nią nurkować (proces ten nazywamy subdukcją). Ciężar tej opadającej w głąb płaszcza płyty dosłownie "wciąga" za sobą całą resztę ogromnego płata litosfery, podobnie jak ciężki koc zsuwający się z łóżka pociąga za sobą resztę pościeli.
Skąd mamy pewność, że to się naprawdę dzieje? Dowody są zapisane w samej strukturze naszej planety:
Może się wydawać, że to zawrotne tempo, ale w rzeczywistości kontynenty poruszają się mniej więcej tak szybko, jak rosną Twoje paznokcie. Choć z perspektywy ludzkiego życia jest to niezauważalne, w skali geologicznej miliony lat wystarczą, by całkowicie zmienić oblicze planety.
Naukowcy przewidują, że za około 250 milionów lat kontynenty ponownie połączą się w jeden superkontynent. Niektórzy badacze nazywają go Pangea Proxima lub Pangea Ultima. W tym scenariuszu Afryka zderzy się z Europą (zamykając Morze Śródziemne i tworząc potężne góry), a Ameryka Północna i Południowa ponownie połączą się z Afryką i Eurazją.
To, co dzieje się na stykach płyt, decyduje o krajobrazie, jaki widzimy:
Zrozumienie ruchu kontynentów to nie tylko czysta teoria. To wiedza, która pozwala nam przewidywać trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, a nawet lokalizować cenne złoża surowców mineralnych, które powstały miliony lat temu w wyniku tych potężnych procesów tektonicznych. Nasza planeta jest żywym, dynamicznym organizmem, który nieustannie się zmienia – a my mamy szczęście żyć w czasach, w których potrafimy ten proces zrozumieć i opisać.