Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że pewnego ranka w środku lipca budzisz się, wyglądasz przez okno i widzisz szron na trawie, a termometr wskazuje ledwie kilka stopni powyżej zera. Brzmi jak scenariusz filmu postapokaliptycznego? Dla mieszkańców Europy i Ameryki Północnej w 1816 roku była to brutalna rzeczywistość. Wydarzenie to, znane jako „rok bez lata”, zostało wywołane przez gigantyczną erupcję wulkanu Tambora w Indonezji rok wcześniej. Czy pokolenia millenialsów (urodzeni na początku lat 90.) oraz „alfy” (urodzeni w latach 20. XXI wieku) mają realne powody, by obawiać się powtórki z historii? Wulkanolodzy mają na ten temat dość konkretne dane.
Aby odpowiedzieć na pytanie o prawdopodobieństwo takiego zdarzenia w ciągu jednego ludzkiego życia, musimy zajrzeć do statystyk geologicznych. Erupcja Tambory z 1815 roku miała siłę 7 w skali VEI (Volcanic Explosivity Index). To zdarzenia o skali globalnej, które wyrzucają do atmosfery dziesiątki kilometrów sześciennych pyłów i aerozoli siarkowych.
Wulkanolodzy szacują, że erupcje o sile VEI 7 zdarzają się średnio raz na 500 do 1000 lat. Przyjmijmy dla naszych obliczeń uśrednioną wartość opartą na najnowszych badaniach statystycznych, która sugeruje, że takie zdarzenie występuje raz na około 625 lat.
Oto jak wyglądają obliczenia prawdopodobieństwa dla osoby, która przeżyje 90 lat:
Wynik: Szansa, że osoba urodzona w latach 90. XX wieku lub w latach 20. XXI wieku doświadczy „roku bez lata” w ciągu swojego 90-letniego życia, wynosi około 13,5%. Choć wydaje się to niewielką liczbą, w skali geologicznej jest to prawdopodobieństwo bardzo wysokie – to niemal 1 do 7.
Eksperci nie mają wątpliwości – oczy całego świata powinny być zwrócone na regiony o największej aktywności tektonicznej. Choć superwulkany, takie jak Yellowstone w USA, przyciągają uwagę mediów, to nie one są najbardziej prawdopodobnymi sprawcami zamieszania w najbliższym stuleciu.
Największe ryzyko erupcji o skali VEI 7 istnieje w:
W 1816 roku skutki były tragiczne, ale dzisiejszy, zglobalizowany świat zareagowałby zupełnie inaczej – co wcale nie oznacza, że lepiej.
Wybuch o sile Tambory wyrzuca do stratosfery ogromne ilości dwutlenku siarki, który tworzy mgłę kwasu siarkowego odbijającą światło słoneczne. Efekt? Spadek średniej globalnej temperatury o 1°C do 1,5°C na kilka lat. Choć brzmi to niewinnie, oznacza to przymrozki w lipcu i sierpniu na półkuli północnej. Ekosystemy doznałyby szoku – okresy wegetacyjne roślin zostałyby drastycznie skrócone, co mogłoby doprowadzić do masowego wymierania owadów zapylających i zaburzenia łańcuchów pokarmowych.
Największym wyzwaniem byłoby bezpieczeństwo żywnościowe. W 1816 roku ceny zboża wzrosły ośmiokrotnie, wywołując ostatni wielki głód w świecie zachodnim. Dzisiaj, przy populacji przekraczającej 8 miliardów, załamanie zbiorów w „spichlerzach świata” (USA, Ukraina, Rosja) doprowadziłoby do gigantycznej inflacji cen żywności i przerw w łańcuchach dostaw. Gospodarka oparta na systemie „just-in-time” mogłaby się załamać w ciągu kilku tygodni.
Historia uczy, że głód idzie w parze z niepokojami społecznymi. Eksperci przewidują, że taka erupcja mogłaby wywołać masowe migracje klimatyczne z regionów najbardziej dotkniętych brakiem żywności. Napięcia geopolityczne o zasoby (wodę i jedzenie) mogłyby prowadzić do konfliktów zbrojnych na skalę, jakiej nie widzieliśmy od dekad.
Ciekawostką jest fakt, że paradoksalnie globalne ocieplenie mogłoby nieco „zamortyzować” spadek temperatur wywołany przez wulkan, ale tylko w teorii. W praktyce nałożenie się gwałtownego ochłodzenia na już rozchwiany klimat mogłoby wywołać jeszcze bardziej nieprzewidywalne zjawiska pogodowe, takie jak ekstremalne powodzie czy huragany.
Współczesna technologia pozwala nam wykryć nadchodzącą erupcję z wyprzedzeniem tygodni lub miesięcy, ale jako ludzkość wciąż nie mamy globalnego planu awaryjnego na wypadek wieloletniego braku bezpieczeństwa żywnościowego. Dla osób urodzonych w latach 90. i 2020. świadomość tych 13,5% szans powinna być nie tyle powodem do paniki, co impulsem do refleksji nad tym, jak kruchy i zależny od natury jest nasz nowoczesny świat.