Gość (83.4.*.*)
Stany Zjednoczone od lat dzierżą palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o globalne wydatki na obronność. Kwoty, którymi operuje Pentagon, dla przeciętnego człowieka są wręcz niewyobrażalne i często przekraczają PKB wielu rozwiniętych krajów europejskich. Aby zrozumieć skalę tych inwestycji, musimy przyjrzeć się najnowszym danym budżetowym, które pokazują, że Ameryka nie zamierza zwalniać tempa w wyścigu zbrojeń.
W roku fiskalnym 2024 budżet na obronę narodową (National Defense Authorization Act – NDAA) został ustalony na poziomie 886 miliardów dolarów. Jednak apetyt i potrzeby największej armii świata stale rosną. Zgodnie z planami budżetowymi na rok fiskalny 2025, administracja USA wnioskowała o kwotę bliską 895 miliardów dolarów, a prognozy na rok 2026 wskazują, że granica 900 miliardów dolarów została już przekroczona, zbliżając się niebezpiecznie do magicznej bariery jednego biliona (trillion w skali amerykańskiej) dolarów rocznie.
Warto zaznaczyć, że te liczby obejmują nie tylko bezpośrednie wydatki Departamentu Obrony (DoD), ale także fundusze na programy broni jądrowej realizowane przez Departament Energii oraz inne działania związane z bezpieczeństwem narodowym.
Można by pomyśleć, że większość tych pieniędzy pochłania zakup nowych czołgów czy myśliwców. Choć modernizacja sprzętu jest kluczowa, struktura wydatków jest znacznie bardziej złożona:
Aby lepiej zrozumieć potęgę finansową amerykańskiej armii, warto zestawić ją z innymi graczami. Budżet obronny USA jest większy niż wydatki kolejnych dziewięciu krajów razem wziętych (w tym Chin, Rosji, Indii i Arabii Saudyjskiej).
Choć Chiny systematycznie zwiększają swoje nakłady na wojsko, wciąż wydają znacznie mniej niż Amerykanie (szacuje się, że jest to około 230-300 miliardów dolarów, choć dane te są trudne do precyzyjnej weryfikacji). Rosja, mimo prowadzenia działań wojennych, operuje na ułamku budżetu USA, choć jej gospodarka jest w dużej mierze przestawiona na tryb wojenny.
Część pieniędzy publicznych przeznaczanych na wojsko jest utajniona. Tak zwany "Black Budget" obejmuje wydatki na tajne operacje wywiadowcze, rozwój eksperymentalnych samolotów (jak niegdyś stealth) czy technologie satelitarne, o których opinia publiczna dowiaduje się często dopiero po dekadach. Szacuje się, że może on wynosić od 50 do nawet 80 miliardów dolarów rocznie.
Wzrost wydatków nie wynika jedynie z inflacji. Kluczowym czynnikiem jest zmiana doktryny obronnej. Po latach skupienia na walce z terroryzmem (tzw. Global War on Terror), USA powróciły do strategii "rywalizacji wielkich mocarstw" (Great Power Competition). Głównym punktem odniesienia stały się Chiny i region Indo-Pacyfiku, co wymaga gigantycznych nakładów na marynarkę wojenną i zaawansowane technologie rakietowe.
Dodatkowo, pomoc wojskowa dla sojuszników, w tym ogromne pakiety wsparcia dla Ukrainy czy Izraela, choć często finansowane z osobnych ustaw, realnie wpływają na obciążenie budżetu i konieczność uzupełniania własnych magazynów nowocześniejszym sprzętem.
Choć 900 miliardów dolarów brzmi astronomicznie, wydatki na obronność USA stanowią obecnie około 3,2% – 3,5% ich PKB. To znacznie mniej niż w czasach zimnej wojny, kiedy to na wojsko przeznaczano nawet 7-9% PKB, czy podczas II wojny światowej, gdy wskaźnik ten przekraczał 30%. Niemniej jednak, w liczbach bezwzględnych, amerykańska machina wojenna pozostaje najdroższym przedsięwzięciem organizacyjnym w historii ludzkości.