Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego część psychologów twierdzi, że człowiek to w istocie jeden wielki kryzys i głęboki smutek psychiczny?

przyczyny ludzkiego cierpienia egzystencjalne źródła smutku kryzys jako rozwój
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Pogląd, że ludzka egzystencja jest nierozerwalnie związana z kryzysem i wewnętrznym smutkiem, może brzmieć pesymistycznie, ale w świecie psychologii ma on głębokie uzasadnienie teoretyczne. Nie chodzi tu o to, że każdy z nas jest klinicznie chory, lecz o samą konstrukcję ludzkiej psychiki i sposób, w jaki doświadczamy świata. Wielu wybitnych myślicieli, od ojców psychoanalizy po współczesnych egzystencjalistów, uważa, że to właśnie napięcie, brak i nieustanne zmaganie się z rzeczywistością definiują nas jako gatunek.

Fundamenty w psychoanalizie, czyli konflikt bez końca

Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy, nie miał złudzeń co do ludzkiej natury. W swojej słynnej pracy „Kultura jako źródło cierpień” postawił tezę, że człowiek z natury dąży do zaspokojenia pierwotnych popędów, które są jednak tłumione przez normy społeczne i kulturę. To rodzi permanentny stan napięcia i frustracji. Według Freuda, nasza psychika to pole bitwy między tym, czego chcemy (Id), a tym, co nam wolno (Superego).

W tym ujęciu „smutek” i „kryzys” nie są anomaliami, ale naturalnym efektem ubocznym bycia istotą cywilizowaną. Zawsze czegoś nam brakuje, zawsze musimy z czegoś rezygnować, a to rodzi egzystencjalny niedosyt. Współcześni kontynuatorzy myśli psychoanalitycznej, jak Jacques Lacan, dodają do tego koncepcję „braku” – człowiek rodzi się z poczuciem niekompletności i przez całe życie próbuje ją zapełnić, co z góry skazane jest na niepowodzenie.

Psychologia egzystencjalna i lęk przed nicością

Jeśli spojrzymy na nurt egzystencjalny, reprezentowany przez takie postacie jak Viktor Frankl czy Irvin Yalom, zobaczymy, że kryzys jest tu traktowany jako punkt wyjścia. Psychologowie ci twierdzą, że człowiek jest jedyną istotą świadomą swojej śmiertelności, co rodzi tzw. lęk podstawowy.

Według tej szkoły, życie to nieustanne konfrontowanie się z czterema „ostatecznymi troskami”:

  • śmiercią,
  • wolnością (i idącą za nią odpowiedzialnością),
  • izolacją egzystencjalną (fakt, że ostatecznie jesteśmy sami w swoich doświadczeniach),
  • brakiem oczywistego sensu życia.

Z tej perspektywy „głęboki smutek” to po prostu świadomość tych faktów. Jednak, co ciekawe, psychologia egzystencjalna nie zatrzymuje się na rozpaczy. Twierdzi ona, że dopiero zaakceptowanie tego „kryzysu” pozwala na autentyczne życie i odnalezienie własnego, indywidualnego sensu.

Kryzys jako motor napędowy rozwoju

Warto wspomnieć o Eriku Eriksonie, który zrewolucjonizował psychologię rozwojową. To on wprowadził pojęcie „kryzysu tożsamości”. Według jego teorii, całe ludzkie życie składa się z ośmiu etapów, a każdy z nich jest... kryzysem. Od niemowlęctwa po starość musimy rozwiązywać fundamentalne konflikty (np. zaufanie vs nieufność, intymność vs izolacja).

Dla Eriksona człowiek to istota „w kryzysie”, ponieważ rozwój bez konfliktu jest niemożliwy. Smutek czy lęk, które pojawiają się na tych etapach, są sygnałami, że stara struktura naszej osobowości już nie wystarcza i musimy zbudować coś nowego. W tym sensie kryzys nie jest końcem, ale warunkiem koniecznym wzrostu.

Ciekawostka: Ewolucyjne korzenie smutku

Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej, nasza skłonność do przeżywania negatywnych emocji ma sens adaptacyjny. Smutek spowalnia naszą aktywność, co w przeszłości pozwalało na „przetrawienie” strat i uniknięcie dalszych ryzykownych działań. Z kolei lęk i poczucie kryzysu utrzymywały naszych przodków w czujności. Nasz mózg nie ewoluował po to, byśmy byli szczęśliwi, ale po to, byśmy przetrwali.

Dlaczego ta perspektywa jest dziś tak popularna?

Współczesny świat często narzuca nam „dyktaturę szczęścia” – przymus bycia uśmiechniętym i spełnionym. Część psychologów stoi w opozycji do tego trendu, twierdząc, że ucieczka od smutku i kryzysu to ucieczka od prawdy o człowieku.

Uznanie, że „człowiek to kryzys”, pozwala na większą empatię wobec samego siebie. Zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak, że czuję smutek?”, możemy pomyśleć: „Czuję smutek, bo jestem człowiekiem i reaguję na trudną naturę istnienia”. To podejście zdejmuje ciężar winy za gorsze samopoczucie i pozwala spojrzeć na trudne emocje jako na integralną część ludzkiego doświadczenia, a nie błąd w systemie.

Choć wizja człowieka jako „jednego wielkiego kryzysu” może wydawać się mroczna, w rzeczywistości niesie ona pewien rodzaj ulgi. Sugeruje bowiem, że nasze wewnętrzne rozdarcia nie są naszą porażką, lecz dowodem na naszą głęboką, ludzką naturę.

Podziel się z innymi: