Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego unijne przepisy, które zobowiązują duże spółki giełdowe do zapewnienia kobietom co najmniej 40% stanowisk dyrektorów niewykonawczych lub 33% wszystkich stanowisk dyrektorskich do czerwca 2026 roku, nie przewidują analogicznych wymogów dla mężczyzn i z jakiego powodu podobne parytety nie są wprowadzane na stanowiskach mniej prestiżowych?

parytety w zarządach spółek dyrektywa women on boards równość płci w biznesie
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wprowadzenie unijnej dyrektywy znanej jako „Women on Boards” wywołało w całej Europie lawinę dyskusji. Przepisy te nakładają na duże spółki giełdowe obowiązek osiągnięcia konkretnych progów: 40% stanowisk dla dyrektorów niewykonawczych lub 33% wszystkich stanowisk dyrektorskich dla płci niedostatecznie reprezentowanej do połowy 2026 roku. Choć w debacie publicznej najczęściej mówi się o „parytetach dla kobiet”, warto przyjrzeć się bliżej konstrukcji tych przepisów oraz przyczynom, dla których koncentrują się one na szczytach korporacyjnych drabin, a nie na każdym szczeblu zatrudnienia.

Dlaczego przepisy nie wspominają o mężczyznach?

Z formalnego punktu widzenia unijna dyrektywa 2022/2381 posługuje się terminem „płeć niedostatecznie reprezentowana” (under-represented sex). Oznacza to, że teoretycznie, gdyby w jakiejś ogromnej spółce giełdowej zarząd składał się w 90% z kobiet, przepisy te chroniłyby mężczyzn, dążąc do wyrównania ich udziału. Jednak w obecnej rzeczywistości gospodarczej to kobiety stanowią mniejszość w organach decyzyjnych. Według danych Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn (EIGE), mimo postępów, kobiety wciąż zajmują znacznie mniej niż połowę miejsc w zarządach największych firm.

Brak „analogicznych wymogów dla mężczyzn” w powszechnym odbiorze wynika więc z faktu, że to mężczyźni obecnie dominują na tych stanowiskach. Prawo unijne opiera się tutaj na zasadzie „wyrównywania szans”, a nie na tworzeniu sztywnych przywilejów. Mechanizm ten jest formą tzw. akcji afirmatywnej (dyskryminacji pozytywnej), która ma na celu usunięcie historycznych i strukturalnych barier, które uniemożliwiały jednej grupie dostęp do określonych dóbr lub stanowisk.

Szklany sufit a prestiż stanowisk

Pytanie o to, dlaczego parytety nie dotyczą mniej prestiżowych zawodów, dotyka samej istoty unijnej strategii. Unia Europejska skupia się na stanowiskach dyrektorskich z kilku kluczowych powodów:

  • Wpływ na gospodarkę: Osoby zasiadające w zarządach podejmują decyzje o kierunkach rozwoju firm, inwestycjach i polityce kadrowej. Zwiększenie różnorodności na tym poziomie ma, według autorów dyrektywy, prowadzić do lepszego zarządzania, innowacyjności i stabilności finansowej spółek.
  • Efekt „ściekania” (trickle-down effect): Zakłada się, że większa reprezentacja kobiet na szczycie naturalnie pociągnie za sobą zmiany w całej kulturze organizacyjnej firmy. Kobiety na stanowiskach decyzyjnych mogą skuteczniej walczyć z luką płacową czy uprzedzeniami przy rekrutacji na niższe szczeble.
  • Widoczność i wzorce: Wysokie stanowiska w spółkach giełdowych są najbardziej eksponowane. Przełamanie „szklanego sufitu” w tych miejscach ma wymiar symboliczny i pokazuje młodszemu pokoleniu, że płeć nie jest barierą w karierze.

Dlaczego nie ma parytetów na budowie lub w przedszkolu?

Wprowadzenie parytetów w zawodach mniej prestiżowych lub fizycznych jest znacznie trudniejsze z punktu widzenia legislacyjnego i społecznego. Po pierwsze, Unia Europejska musi przestrzegać zasady proporcjonalności i pomocniczości. Ingerencja w strukturę zatrudnienia milionów małych i średnich przedsiębiorstw byłaby uznana za zbyt daleko idącą i paraliżującą dla wolnego rynku.

Po drugie, w przypadku zawodów o niższym prestiżu często mamy do czynienia z tzw. segregacją poziomą rynku pracy. Mężczyźni dominują w budownictwie czy transporcie, a kobiety w edukacji i opiece. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone – od uwarunkowań kulturowych po różnice w wyborze ścieżek edukacyjnych. Wprowadzenie przymusowych parytetów np. na budowach mogłoby doprowadzić do braku rąk do pracy, ponieważ liczba kobiet kształcących się w tych kierunkach jest wciąż relatywnie mała.

Warto jednak wspomnieć o ciekawostce: w niektórych krajach istnieją programy zachęt (choć nie są to twarde parytety unijne), które mają przyciągać mężczyzn do zawodów sfeminizowanych, takich jak pielęgniarstwo czy praca w przedszkolach, aby walczyć ze stereotypami i wyrównywać strukturę społeczną.

Czy to tylko kwestia sprawiedliwości?

Dla Unii Europejskiej dyrektywa ta nie jest wyłącznie kwestią ideologiczną, ale ekonomiczną. Komisja Europejska wielokrotnie podkreślała, że marnowanie potencjału wykształconych kobiet (które statystycznie częściej kończą studia wyższe niż mężczyźni) jest nieefektywne dla gospodarki.

Wprowadzenie wymogów dla dużych spółek giełdowych jest więc traktowane jako „pilotaż” i najsilniejszy impuls do zmian, który ma być łatwiejszy do monitorowania i egzekwowania. Spółki giełdowe i tak podlegają rygorystycznym wymogom raportowania, więc dodanie kwestii różnorodności płciowej do ich sprawozdań jest technicznie prostsze niż kontrolowanie struktury zatrudnienia w każdym warsztacie samochodowym czy salonie fryzjerskim.

Co warto wiedzieć o nowych przepisach?

  1. Kogo dotyczą? Wyłącznie dużych spółek giełdowych (zatrudniających powyżej 250 pracowników). Małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) są wyłączone z tego obowiązku.
  2. Kiedy wchodzą w życie? Państwa członkowskie muszą dostosować swoje prawo tak, aby spółki osiągnęły cele do 30 czerwca 2026 roku.
  3. Co z kompetencjami? Dyrektywa wyraźnie zaznacza, że w procesie rekrutacji pierwszeństwo powinna mieć osoba o wyższych kwalifikacjach. Parytet ma zastosowanie tylko wtedy, gdy kandydaci (kobieta i mężczyzna) mają identyczne kompetencje.
  4. Sankcje: Państwa muszą przewidzieć kary za nieprzestrzeganie procedur doboru kandydatów, co może obejmować grzywny lub nawet unieważnienie wyboru dyrektorów dokonanego z naruszeniem przepisów.
Podziel się z innymi: