Gość (83.4.*.*)
Zjawisko, w którym intensywna krytyka toksycznej męskości przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, jest jednym z najciekawszych i jednocześnie najbardziej niepokojących procesów socjologicznych ostatnich lat. Choć intencją badaczy i aktywistów jest walka ze szkodliwymi wzorcami zachowań, sposób, w jaki ten przekaz dociera do odbiorców, często staje się paliwem dla ugrupowań radykalnych i szowinistycznych. Dlaczego tak się dzieje? Problem leży nie tylko w samej definicji, ale przede wszystkim w komunikacji i braku pozytywnej alternatywy.
Jednym z głównych powodów, dla których krytyka toksycznej męskości zawodzi, jest sam termin. Dla wielu mężczyzn, zwłaszcza tych, którzy nie śledzą na bieżąco dyskursu akademickiego, fraza „toksyczna męskość” brzmi jak atak na ich tożsamość. Zamiast słyszeć: „pewne zachowania przypisywane mężczyznom są szkodliwe”, słyszą: „twoja męskość jest toksyczna”.
To prowadzi do mechanizmu obronnego. Psychologia społeczna jasno wskazuje, że gdy grupa czuje się atakowana lub stygmatyzowana, jej członkowie mają tendencję do zwierania szeregów i radykalizacji poglądów. W takim stanie emocjonalnym mężczyźni stają się podatni na retorykę partii szowinistycznych, które jako jedyne oferują im walidację i mówią: „z wami wszystko jest w porządku, to świat zwariował”.
Krytyka toksycznej męskości świetnie radzi sobie z wyliczaniem tego, co jest złe: tłumienie emocji, agresja, dominacja czy przedmiotowe traktowanie kobiet. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy mężczyzna pyta: „skoro to jest złe, to jaki mam być?”.
Współczesny dyskurs progresywny często skupia się na dekonstrukcji, ale rzadko oferuje atrakcyjną, budującą wizję nowoczesnej męskości. Młodzi mężczyźni czują się zagubieni w świecie, w którym stare zasady przestały obowiązywać, a nowe są niejasne lub wydają się polegać wyłącznie na wycofaniu się i przepraszaniu za swoją obecność. Partie szowinistyczne wypełniają tę próżnię, oferując proste (choć często anachroniczne) wzorce siły, sprawstwa i braterstwa, które dają poczucie celu i przynależności.
Badania wykazują tzw. nordycki paradoks równości płci. W krajach o najwyższym poziomie równouprawnienia, takich jak Norwegia czy Szwecja, różnice w wyborach zawodowych między kobietami a mężczyznami są często większe niż w krajach mniej rozwiniętych. Sugeruje to, że gdy presja ekonomiczna znika, ludzie chętniej wracają do pewnych biologicznych lub tradycyjnych preferencji, co bywa wykorzystywane przez partie prawicowe jako argument za „naturalnym porządkiem”.
Wiele kampanii społecznych skupia się na wspieraniu kobiet i mniejszości, co jest w pełni uzasadnione historycznymi zapóźnieniami. Jednak w oczach wielu młodych mężczyzn, zwłaszcza tych z mniejszych ośrodków lub gorzej wykształconych, tworzy to obraz świata, w którym o nich nikt nie dba.
Statystyki są tu bezlitosne:
Gdy w odpowiedzi na te realne problemy mężczyźni słyszą o swoim „przywileju”, rodzi się w nich frustracja. Partie szowinistyczne jako jedyne kierują swój przekaz bezpośrednio do nich, nazywając ich „solą ziemi” i obiecując przywrócenie dawnego statusu społecznego.
Krytyka toksycznej męskości często posługuje się językiem hermetycznym, wywodzącym się z socjologii i teorii krytycznej. Dla przeciętnego mężczyzny pojęcia takie jak „intersekcjonalność” czy „patriarchat” są obce i brzmią jak oskarżenie.
Z kolei partie szowinistyczne i radykalne używają języka emocji, dumy i wspólnoty. Grają na archetypach bohatera, obrońcy i żywiciela rodziny. Nawet jeśli te wizje są nieprzystające do dzisiejszej gospodarki, są one psychologicznie znacznie bardziej pociągające niż ciągła autokrytyka i analiza własnych błędów.
Aby krytyka szkodliwych zachowań nie napędzała poparcia dla radykałów, konieczna jest zmiana narracji. Zamiast walczyć „z męskością”, warto promować „zdrową męskość”. Kluczowe wydaje się:
Bez stworzenia atrakcyjnej wizji bycia mężczyzną w XXI wieku, która nie wymaga odrzucenia siły czy sprawstwa, próżnia ta nadal będzie wypełniana przez ugrupowania oferujące powrót do przeszłości. Radykalizacja nie jest wyborem z nienawiści, ale często ucieczką przed poczuciem bycia niepotrzebnym w nowoczesnym świecie.