Gość (37.30.*.*)
Poszukiwanie pracy to dla wielu osób prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Na początku towarzyszy nam entuzjazm i wiara we własne kompetencje, ale z każdym kolejnym miesiącem bez odpowiedzi od rekruterów te uczucia ustępują miejsca frustracji. Pytanie o to, czy po pewnym czasie jesteśmy w stanie przyjąć „cokolwiek”, dotyka bardzo realnego zjawiska psychologicznego i ekonomicznego. Nie jest to jedynie mit – mechanizm ten istnieje, choć jego przebieg jest kwestią indywidualną i zależy od wielu czynników zewnętrznych.
W ekonomii istnieje pojęcie „płacy rezerwacyjnej”. Jest to najniższa stawka wynagrodzenia, za którą dana osoba jest skłonna podjąć pracę. Badania nad rynkiem pracy pokazują, że wraz z wydłużaniem się okresu bezrobocia, nasza płaca rezerwacyjna systematycznie spada. To, co na początku wydawało nam się ofertą „poniżej godności” lub „niezgodną z kwalifikacjami”, po kilku miesiącach zaczyna wyglądać jak realna szansa na ratunek.
Zjawisko to nie wynika tylko z braku pieniędzy. Praca pełni w naszym życiu funkcję strukturalną – nadaje rytm dnia, buduje poczucie przynależności społecznej i definiuje naszą tożsamość. Długotrwała izolacja od rynku pracy uderza w samoocenę. Człowiek zaczyna wątpić w swoją wartość, co prowadzi do mechanizmu obronnego: „wezmę cokolwiek, byle tylko udowodnić sobie, że jeszcze ktoś mnie chce”.
Trudno wskazać jedną, sztywną datę, która byłaby wspólna dla każdego, ponieważ moment „poddania się” zależy od poduszki finansowej, wsparcia rodziny oraz odporności psychicznej. Możemy jednak wyróżnić pewne etapy, które są powtarzalne w procesie poszukiwania zatrudnienia:
Warto zauważyć, że po przekroczeniu 6-12 miesięcy bezrobocia pojawia się tzw. efekt blizny (ang. scarring effect). Kandydaci zaczynają odczuwać panikę, że każda kolejna luka w CV czyni ich „niezatrudnialnymi”, co popycha ich do brania jakiejkolwiek pracy bez czytania drobnego druku w umowie.
Choć instynkt przetrwania podpowiada, by brać co dają, eksperci rynku pracy ostrzegają przed zbytnią pochopnością. Przyjęcie oferty bez głębszej analizy warunków niesie ze sobą konkretne ryzyka:
Paradoksalnie, nawet jeśli jesteśmy gotowi przyjąć każdą ofertę, pracodawcy mogą nas odrzucić ze względu na... zbyt wysokie kompetencje (overqualification). Firmy boją się, że osoba z dużym doświadczeniem odejdzie, gdy tylko trafi się lepsza okazja, dlatego desperacja kandydata nie zawsze spotyka się z entuzjazmem rekrutera.
Zamiast akceptować ofertę bez analizy, warto zastosować strategię „mostu”. Jeśli sytuacja finansowa jest podbramkowa, można przyjąć pracę dorywczą lub na część etatu, która zapewni dochód, ale nie zamknie drogi do dalszego rozwoju.
Kluczem jest zachowanie zimnej krwi przy czytaniu umowy. Nawet w najtrudniejszym momencie warto sprawdzić:
Podsumowując, skłonność do brania „czegokolwiek” po długim czasie bezrobocia jest faktem psychologicznym, a nie mitem. Najczęściej moment ten następuje po około pół roku bezskutecznych poszukiwań. Jednak świadomość tego mechanizmu pozwala lepiej kontrolować swoje decyzje i uniknąć błędów, które mogłyby rzutować na całą dalszą ścieżkę zawodową.