Gość (188.146.*.*)
Wyobraźmy sobie scenariusz rodem z powieści science-fiction: ludzki organizm ewoluuje, by czerpać energię z substancji, które obecnie uznajemy za suplementy diety lub fitochemikalia, a nasz układ krwionośny wzbogaca się o zupełnie nowy rodzaj komórek. Choć brzmi to jak przepis na superbohatera, rzeczywistość biologiczna jest znacznie bardziej skomplikowana. Przyjrzyjmy się punkt po punkcie, co oznaczałaby taka zmiana dla przeciętnego człowieka.
Wprowadzenie do diety DHEA, androstendionu czy pyłku sosnowego jako źródeł energii (kalorii) to rewolucja w metabolizmie. Obecnie związki te są traktowane przez nasz organizm jako cząsteczki sygnałowe (hormony) lub związki aktywne, a nie jako paliwo.
Zgodnie z Twoim założeniem, uzyskiwalibyśmy z nich 0,05 kcal na gram. Aby zrozumieć, jak mała jest to wartość, zestawmy ją z podstawowymi makroskładnikami:
Oznacza to, że aby dostarczyć organizmowi tyle energii, ile daje jeden gram cukru, musiałbyś zjeść aż 80 gramów czystego DHEA lub pyłku sosnowego. Z punktu widzenia przetrwania, jest to źródło skrajnie nieefektywne. Co więcej, trawienie hormonów takich jak androstendion mogłoby całkowicie zrujnować naszą gospodarkę hormonalną. Zamiast budować mięśnie czy regulować nastrój, organizm traktowałby te cenne cząsteczki jak marną porcję energii, co prawdopodobnie doprowadziłoby do bezpłodności, wahań nastroju i zaniku cech płciowych.
Spowolnienie procesu trawienia o połowę ma swoje wady i zalety. Z jednej strony, pokarm przebywający dłużej w układzie pokarmowym mógłby być dokładniej wyjałowiony z mikroelementów. Z drugiej strony, konsekwencje dla codziennego życia byłyby uciążliwe.
Najbardziej intrygującym elementem tej wizji są dodatkowe krwinki (2,5% całkowitej liczby krwinek czerwonych) zawierające miedź, siarkę i nadmanganian potasu (~$KMnO_4~#$). Tutaj wchodzimy w obszar ekstremalnej chemii biologicznej.
Miedź i siarka występują w naturze w barwnikach oddechowych niektórych zwierząt (np. hemocyjanina u stawonogów zawiera miedź i nadaje krwi niebieski kolor). Jednak obecność nadmanganianu potasu wewnątrz żywej komórki jest biologicznie niemożliwa w znanym nam świecie.
Nadmanganian potasu to potężny utleniacz. W kontakcie z materią organiczną (z której zbudowana jest krwinka) natychmiast dochodzi do gwałtownej reakcji utleniania, co zniszczyłoby komórkę od środka. Gdybyśmy jednak założyli, że jakaś nieznana nam struktura białkowa stabilizuje ~$KMnO_4~#$:
Przyjmijmy standardowe dane dla dorosłego człowieka:
Jeśli nowe krwinki stanowią 2,5% tej liczby:
~$25\,000\,000\,000\,000 \times 0,025 = 625\,000\,000\,000~#$
Mielibyśmy zatem 625 miliardów żółtopurpurowych krwinek. Choć to duża liczba, stanowi ona zaledwie ułamek całkowitej masy krwi, więc ich wpływ musiałby być niezwykle silny, by zmienić ogólną wydolność organizmu.
Podsumowując wszystkie aspekty, odpowiedź brzmi: nie, taka zmiana byłaby dla człowieka skrajnie niekorzystna.
Czy wiesz, że istnieją organizmy, które naturalnie używają miedzi do transportu tlenu? Skrzypłocze (często nazywane "żywymi skamielinami") mają błękitną krew właśnie dzięki hemocyjaninie opartej na miedzi. Ich krew jest tak cenna dla medycyny (wykorzystuje się ją do testowania czystości leków), że litr tego płynu kosztuje nawet 15 tysięcy dolarów! Twoje żółtopurpurowe krwinki mogłyby być równie fascynujące dla nauki, choć dla Twojego zdrowia byłyby sporym wyzwaniem.