Gość (188.146.*.*)
Rynek pracy przechodzi obecnie jedną z największych rewolucji w historii, a wszystko za sprawą wchodzących na niego przedstawicieli pokolenia Z oraz dorastającego pokolenia Alfa. Teorie na temat tego, jak nimi zarządzać, wyrastają jak grzyby po deszczu. Stwierdzenie, że te dwa pokolenia najlepiej odnajdują się w miksie partnerstwa, dyscypliny wojskowej i pracy zadaniowej, brzmi intrygująco, ale czy jest w nim ziarno prawdy? Przyjrzyjmy się temu bliżej, bo rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona, niż sugerują internetowe memy.
W tym punkcie krążąca w sieci opinia trafia w dziesiątkę. Dla pokolenia Z (urodzeni po 1995 r.) oraz Alfy (urodzeni po 2010 r.) hierarchia oparta wyłącznie na stażu pracy czy tytule przed nazwiskiem praktycznie nie istnieje. Oni nie szukają „pana dyrektora”, ale lidera i mentora.
Pełne partnerstwo oznacza dla nich:
Dla tych ludzi praca to relacja dwustronna. Jeśli pracodawca traktuje ich z góry, po prostu odchodzą. W tym sensie „pełne partnerstwo” nie jest tylko wyborem, ale koniecznością, by zatrzymać młody talent w firmie.
To najbardziej kontrowersyjny element wspomnianej tezy. Czy pokolenie, które kojarzymy z walką o dobrostan psychiczny i elastyczność, naprawdę chce „wojskowej dyscypliny”? Odpowiedź brzmi: tak, ale pod warunkiem, że zdefiniujemy ją jako jasność zasad, a nie autorytaryzm.
Młodzi ludzie dorastali w świecie przeładowanym informacjami i chaosem. W pracy paradoksalnie szukają więc bardzo konkretnych ram. „Dyscyplina wojskowa” w ich wydaniu to:
Nie chodzi więc o maszerowanie w równym szyku, ale o eliminację domysłów i „czytania między wierszami”, czego Zetki i Alfy szczerze nienawidzą.
Stwierdzenie, że te pokolenia najlepiej pracują na umowach zlecenie z określonym jedynie terminem i efektem, jest prawdą tylko połowiczną. Tutaj wchodzimy w obszar tzw. Gig Economy.
Z jednej strony, młodzi ludzie kochają autonomię. Model „nie obchodzi mnie, czy robisz to w nocy z kawiarni, czy rano z łóżka, byle projekt był gotowy na piątek” jest dla nich niezwykle atrakcyjny. Pozwala to na łączenie pracy z pasjami, podróżami (workation) i nauką.
Z drugiej strony, rzeczywistość ekonomiczna weryfikuje to podejście. Choć „umowa zlecenie” daje swobodę, to przy obecnych cenach mieszkań i trudnościach z uzyskaniem kredytu, wielu przedstawicieli pokolenia Z zaczyna doceniać stabilizację, jaką daje umowa o pracę.
Praca oparta wyłącznie na efekcie końcowym świetnie sprawdza się w:
Trudno jednak wyobrazić sobie taki model w medycynie, logistyce czy produkcji, gdzie obecność w określonym czasie jest kluczowa. Dlatego teza o „najlepszym modelu pracy” jest prawdziwa głównie w sektorze usług nowoczesnych.
Warto dodać, że o ile o pokoleniu Z wiemy już sporo, o tyle pokolenie Alfa to wciąż wielka niewiadoma na rynku pracy. Są to osoby, dla których sztuczna inteligencja (AI) jest tak naturalna jak prąd w gniazdku. Przewiduje się, że dla nich granica między pracą a technologią całkowicie się zatrze. Mogą oni jeszcze bardziej radykalnie podchodzić do kwestii „efektu końcowego”, delegując lwią część powtarzalnych zadań algorytmom i skupiając się wyłącznie na strategii i kreatywności.
Podsumowując, stwierdzenie krążące w sieci zawiera w sobie sporo prawdy socjologicznej, ale jest nieco przerysowane.
Zarządzanie najmłodszymi pokoleniami wymaga więc balansu: dawania im wolności w sposobie działania, przy jednoczesnym zapewnieniu bardzo stabilnych i jasnych fundamentów współpracy. To nie jest pokolenie „trudne” – to pokolenie, które mówi „sprawdzam” starym, często nieefektywnym metodom zarządzania.