Gość (83.4.*.*)
Pytanie o to, czy Formoza, czyli Jednostka Wojskowa Formoza im. gen. broni Włodzimierza Potasińskiego, dubluje zadania innych formacji, pojawia się niezwykle często w dyskusjach o polskiej obronności. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że skoro mamy Marynarkę Wojenną i elitarny GROM, to kolejna jednostka o profilu morskim jest zbędna. Prawda jest jednak znacznie bardziej złożona i fascynująca. Formoza nie jest „kopią” żadnej z tych struktur – to precyzyjne narzędzie o unikalnej charakterystyce, które wypełnia luki, których ani regularna flota, ani GROM nie są w stanie zagospodarować w ten sam sposób.
Aby zrozumieć różnicę między Formozą a regularną Marynarką Wojenną (MW), warto posłużyć się analogią medyczną. Marynarka Wojenna to potężne narzędzie – okręty rakietowe, fregaty, niszczyciele min i lotnictwo morskie. Ich zadaniem jest obrona wybrzeża, utrzymanie panowania na morzu i ochrona szlaków komunikacyjnych. To działania prowadzone na dużą skalę, widoczne i mające charakter odstraszający.
Formoza natomiast to „morski skalpel”. Podczas gdy okręty MW operują na otwartym akwenie, komandosi Formozy działają tam, gdzie duża jednostka nie ma szans wpłynąć niezauważona. Ich domeną są operacje specjalne: dywersja podwodna, skryte rozpoznanie plaż przed desantem czy niszczenie infrastruktury portowej przeciwnika. MW i Formoza nie dublują się, lecz uzupełniają – komandosi mogą utorować drogę flocie, eliminując zagrożenia, których nie widać na radarach.
Najwięcej kontrowersji budzi porównanie Formozy z JW GROM, a konkretnie z jego „wodnym” komponentem (Zespołem Bojowym B). Czy skoro GROM ma świetnie wyszkolonych nurków bojowych, Formoza jest potrzebna? Odpowiedź brzmi: tak, ze względu na stopień specjalizacji.
GROM jest jednostką o charakterze uniwersalnym, z silnym naciskiem na kontrterroryzm i uwalnianie zakładników. Choć ich operatorzy wodni są światowej klasy specjalistami, Formoza od samego początku swojego istnienia (sięgającego lat 70. XX wieku) jest w 100% sprofilowana na środowisko morskie. Każdy element ich szkolenia, od logistyki po techniki infiltracji, jest podporządkowany wodzie. Formoza to eksperci od długotrwałego przebywania pod powierzchnią, operowania z małych łodzi szturmowych i skomplikowanych działań na platformach wiertniczych czy statkach w ruchu.
W polskim systemie Wojsk Specjalnych podział jest klarowny: GROM to „pięść” do zadań o najwyższym stopniu ryzyka politycznego i kontrterrorystycznego, natomiast Formoza to „oczy i uszy” w środowisku wodnym oraz mistrzowie morskiego sabotażu.
Formoza posiada zdolności, które są unikalne w skali całych Sił Zbrojnych RP. Do ich kluczowych zadań należą:
Nazwa jednostki nie jest oficjalnym terminem administracyjnym, lecz historycznym przydomkiem, który przylgnął do niej na stałe. Wywodzi się on od bazy jednostki w Gdyni-Oksywiu. Budynek, w którym stacjonowali nurkowie (dawna niemiecka torpedownia), znajdował się na wodzie, oddalony od brzegu. Przypominało to wyspę, a ponieważ w tamtym czasie (lata 50. i 60.) głośno było o konflikcie wokół wyspy Formoza (dzisiejszy Tajwan), polscy marynarze zaczęli tak nazywać swoją placówkę. Nazwa przetrwała dekady i stała się symbolem elitarności.
Współczesne pole walki wymaga współpracy, a nie konkurencji. Polskie Wojska Specjalne (DWS) są tak zorganizowane, aby poszczególne jednostki (GROM, Formoza, Komandosi z Lublińca, Agat czy Nil) tworzyły spójny ekosystem. Formoza często współpracuje z GROM-em podczas wielkich ćwiczeń, dzieląc się doświadczeniem w operowaniu na morzu.
Zamiast mówić o dublowaniu zadań, lepiej mówić o redundancji i wzajemnym wsparciu. W sytuacji kryzysowej na Bałtyku jedna jednostka mogłaby nie wystarczyć do zabezpieczenia wszystkich kluczowych punktów. Posiadanie dwóch formacji ze zdolnościami wodnymi (wyspecjalizowanej Formozy i uniwersalnego GROM-u) daje dowództwu elastyczność i pewność, że żadne zagrożenie z kierunku morskiego nie pozostanie bez odpowiedzi.
Operatorzy Formozy szkolą się w ekstremalnych warunkach, które obejmują nie tylko Bałtyk, ale i wody o zupełnie innej charakterystyce. Bałtyk jest morzem trudnym – mało przejrzystym, zimnym i o specyficznym zasoleniu, co sprawia, że nurek, który poradzi sobie tutaj, poradzi sobie niemal wszędzie na świecie. To sprawia, że polscy komandosi morscy są niezwykle cenionymi partnerami dla amerykańskich Navy SEALs czy brytyjskiego SBS.