Gość (37.30.*.*)
System wyborczy w Hongkongu to jeden z najbardziej skomplikowanych mechanizmów politycznych na świecie, który znacząco odbiega od zachodnich standardów demokracji bezpośredniej. Jego kluczowym elementem jest tak zwane głosowanie korporacyjne, które odbywa się w ramach okręgów funkcjonalnych (Functional Constituencies). Zamiast zasady „jeden człowiek, jeden głos”, w wielu przypadkach stosuje się tu zasadę, w której to firmy, instytucje lub organizacje branżowe decydują o tym, kto zasiądzie w parlamencie, znanym jako Rada Legislacyjna (LegCo).
Głosowanie korporacyjne to mechanizm, w którym prawo do oddania głosu nie przysługuje osobie fizycznej (obywatelowi), lecz osobie prawnej – czyli zarejestrowanemu przedsiębiorstwu, stowarzyszeniu lub instytucji działającej w konkretnym sektorze gospodarki. Hongkong jest podzielony na sektory, takie jak finanse, transport, turystyka, rolnictwo czy rybołówstwo.
W praktyce wygląda to tak, że zarząd danej firmy wyznacza osobę, która w imieniu całego przedsiębiorstwa oddaje głos na kandydata reprezentującego ich branżę. System ten ma w założeniu zapewniać, że kluczowe sektory gospodarki, które budują potęgę Hongkongu, mają realny wpływ na stanowione prawo. Krytycy zauważają jednak, że daje to ogromną władzę wąskiej grupie liderów biznesowych i ułatwia wpływ rządu centralnego w Pekinie na lokalną politykę.
Warto wiedzieć, że po reformie wyborczej z 2021 roku system ten został jeszcze bardziej uszczelniony. Wcześniej w niektórych sektorach (np. w edukacji czy prawie) głosować mogli indywidualni profesjonaliści (nauczyciele, prawnicy). Obecnie w większości okręgów funkcjonalnych prawo głosu zostało ograniczone wyłącznie do podmiotów korporacyjnych i instytucjonalnych.
Aby zrozumieć skalę wpływu głosowania korporacyjnego, musimy spojrzeć na strukturę Rady Legislacyjnej Hongkongu, która po reformie z 2021 roku liczy łącznie 90 członków. Mandaty te są podzielone na trzy główne grupy:
Podsumowując, bezpośrednio poprzez głosowanie korporacyjne wybieranych jest 30 mandatów w okręgach funkcjonalnych (z czego zdecydowana większość to czyste głosy firm i instytucji). Jednak pośrednio wpływy korporacyjne dominują również w 40 mandatach wybieranych przez Komitet Elekcyjny, co sprawia, że głos zwykłego obywatela ma realny wpływ na zaledwie 22% składu parlamentu.
Zasady są bardzo rygorystyczne. Aby firma mogła oddać głos w okręgu funkcjonalnym, musi zazwyczaj wykazać się co najmniej trzyletnim stażem działalności w danym sektorze. Ma to zapobiegać tworzeniu tzw. „firm-słupów” tuż przed wyborami, które miałyby na celu jedynie zwiększenie liczby głosów na konkretnego kandydata. Mimo to, system ten pozostaje unikalny na skalę światową i jest często podawany jako przykład modelu „demokracji sterowanej”, gdzie interesy ekonomiczne są stawiane na równi lub wyżej niż głos jednostki.
Głównym punktem sporu jest fakt, że jedna duża korporacja ma w tym systemie taką samą siłę głosu (lub nawet większą, biorąc pod uwagę jej wpływy), jak tysiące obywateli w głosowaniu powszechnym. Dodatkowo, wiele mandatów w okręgach funkcjonalnych jest obsadzanych bez walki – jeśli zgłosi się tylko jeden kandydat popierany przez główne izby gospodarcze, zostaje on wybrany automatycznie, bez konieczności przeprowadzania fizycznego głosowania.