Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że po długim i męczącym dniu, zamiast opaść na miękki materac, podchodzisz do ściany i przypinasz się do niej pasami w pozycji stojącej. Brzmi to bardziej jak scena z filmu science-fiction o przeludnionej planecie niż jak zasłużony odpoczynek. Choć w teorii moglibyśmy próbować spać w pionie, biologia naszego organizmu oraz bezlitosne prawa fizyki sprawiają, że poziome łóżko jest jednym z najważniejszych wynalazków w historii ludzkości. Dlaczego więc pionowe łóżka nie mają racji bytu w naszej codzienności?
Głównym powodem, dla którego śpimy na leżąco, jest sposób, w jaki nasze serce pompuje krew. Kiedy stoimy, serce musi wykonać ogromną pracę, aby wpompować krew do góry, wprost do mózgu, pokonując przy tym siłę grawitacji. Jednocześnie krew w żyłach nóg ma trudniejszą drogę powrotną.
Gdy kładziemy się poziomo, serce może "odetchnąć". Ciśnienie hydrostatyczne wyrównuje się w całym ciele, co pozwala pompie, jaką jest nasze serce, pracować przy znacznie mniejszym obciążeniu. Sen w pionie prowadziłby do gromadzenia się płynów w dolnych partiach ciała (obrzęki nóg) oraz niedokrwienia mózgu, co w dłuższej perspektywie byłoby skrajnie niebezpieczne dla zdrowia.
Kolejnym kluczowym aspektem jest faza snu zwana REM (Rapid Eye Movement). To właśnie wtedy mamy najbardziej realistyczne sny. Abyśmy nie zaczęli ich "odgrywać" w rzeczywistości (np. biegając po pokoju, gdy śni nam się maraton), nasz mózg wprowadza ciało w stan tzw. atonii mięśniowej. Jest to rodzaj tymczasowego paraliżu, w którym napięcie mięśni szkieletowych niemal całkowicie zanika.
Gdybyśmy spali w pionie, w momencie wejścia w fazę REM nasze kolana po prostu by się ugięły, a my osunęlibyśmy się na ziemię. Nawet jeśli bylibyśmy przypięci pasami do pionowej konstrukcji, brak napięcia mięśniowego spowodowałby, że głowa bezwładnie opadłaby na klatkę piersiową, co mogłoby utrudnić oddychanie i prowadzić do bolesnych przykurczów.
Nasz kręgosłup składa się z kręgów oddzielonych krążkami międzykręgowymi, potocznie zwanymi dyskami. Przez cały dzień, gdy chodzimy lub siedzimy, grawitacja uciska te krążki, powodując ich lekkie spłaszczenie (dlatego wieczorem jesteśmy o około 1-2 centymetry niżsi niż rano!).
Pozioma pozycja podczas snu to jedyny moment w ciągu doby, kiedy kręgosłup jest całkowicie odciążony. Dyski mogą wtedy "napić się" wody i zregenerować swoją strukturę. Spanie w pionie pozbawiłoby nas tej regeneracji, co błyskawicznie doprowadziłoby do przewlekłych bólów pleców i poważnych zwyrodnień.
W warunkach mikrograwitacji, czyli na przykład na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), pojęcie "pionowo" i "poziomo" traci sens. Astronauci śpią w specjalnych śpiworach przyczepionych do ścian, aby nie dryfować po stacji i nie uderzać w czułe instrumenty. Z ich perspektywy mogą spać "pionowo", ale ponieważ nie działa na nich siła ciężkości, ich serca i kręgosłupy odpoczywają tak samo, jak nasze w ziemskich łóżkach.
Warto wspomnieć o koniach czy słoniach, które potrafią spać na stojąco. Mają one jednak specjalny mechanizm blokujący stawy (tzw. aparat ustalający), który pozwala im utrzymać ciężar ciała bez wysiłku mięśniowego. Co ciekawe, nawet konie muszą się położyć, aby wejść w fazę snu głębokiego (REM) – nie potrafią śnić na stojąco!
W historii pojawiały się próby stworzenia "pionowych kabin sypialnych", głównie w Japonii, jako rozwiązanie dla ekstremalnie zatłoczonych biur, gdzie pracownicy mogliby uciąć sobie krótką drzemkę (tzw. inemuri). Nie są to jednak łóżka do nocnego wypoczynku, a raczej budki z odpowiednio wyprofilowanymi podpórkami pod czoło, kolana i pośladki, które mają zapobiec upadkowi.
Podsumowując, ewolucja wyraźnie wskazała nam poziom jako jedyną słuszną drogę do regeneracji. Choć pionowe łóżka mogłyby zaoszczędzić mnóstwo miejsca w małych mieszkaniach, cena, jaką zapłaciłoby za to nasze zdrowie, byłaby zdecydowanie zbyt wysoka. Nasza fizjologia jest nierozerwalnie związana z grawitacją, a poziomy odpoczynek to fundament sprawnego funkcjonowania organizmu.