Gość (83.4.*.*)
Termin „panika moralna” to pojęcie wywodzące się z socjologii, a nie bezpośrednio z języka prawniczego. Zostało ono spopularyzowane przez Stanleya Cohena w latach 70. XX wieku i opisuje sytuację, w której społeczeństwo lub jego znaczna część wpada w stan lęku przed zjawiskiem, grupą osób lub trendem, które zostają uznane za śmiertelne zagrożenie dla wartości i porządku publicznego. Choć w polskim Kodeksie karnym nie znajdziemy artykułu zatytułowanego „wywołanie paniki moralnej”, to działania, które do niej prowadzą, mogą być surowo karane na podstawie innych przepisów.
Wszystko zależy od tego, jakimi metodami dana panika jest wywoływana i jakie skutki przynosi. Prawo nie karze za same emocje, ale za konkretne czyny, takie jak rozpowszechnianie nieprawdy, nawoływanie do nienawiści czy zakłócanie porządku publicznego.
Jednym z najpoważniejszych paragrafów, który może mieć zastosowanie w kontekście wywoływania paniki, jest art. 224a Kodeksu karnego. Dotyczy on fałszywego zawiadomienia o zagrożeniu. Jeśli ktoś celowo rozpowszechnia informacje o zdarzeniu, które zagraża życiu, zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach (np. informacja o podłożonej bombie czy skażeniu biologicznym), wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
W dobie internetu wywołanie masowego strachu za pomocą fake newsów o rzekomych atakach czy katastrofach może zostać uznane za czyn o wysokiej szkodliwości społecznej. Sąd może również nakazać sprawcy pokrycie kosztów akcji ratunkowych, co często idzie w dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych.
Panika moralna bardzo często skupia się na konkretnej grupie ludzi – mniejszościach religijnych, etnicznych czy grupach subkulturowych. W takim przypadku wchodzimy na grunt przepisów dotyczących mowy nienawiści.
Jeśli wywoływanie paniki polega na budowaniu narracji, że dana grupa społeczna jest „źródłem zła” i należy ją zwalczać, sprawca naraża się na odpowiedzialność karną.
W lżejszych przypadkach, gdy działanie nie wyczerpuje znamion przestępstwa, może zostać zakwalifikowane jako wykroczenie. Art. 51 Kodeksu wykroczeń mówi o zakłócaniu spokoju, porządku publicznego lub spoczynku nocnego krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem.
Z kolei art. 66 KW przewiduje karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny dla osoby, która „chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia”. Jeśli więc ktoś „dla żartu” wywołuje panikę na osiedlu, informując o rzekomym zagrożeniu, musi liczyć się z interwencją policji i mandatem lub sprawą w sądzie.
Poza prawem karnym istnieje jeszcze ścieżka cywilna. Panika moralna często uderza w konkretne osoby, firmy lub organizacje, przypisując im cechy lub działania, których nie podjęły (np. oskarżanie konkretnej sieci sklepów o sprzedaż zatrutej żywności).
W takiej sytuacji ofiara paniki może wytoczyć proces o naruszenie dóbr osobistych (art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego). Można domagać się:
Stanley Cohen, badając panikę moralną, wprowadził termin „folk devils” (ludowe diabły). Są to grupy osób, które media i społeczeństwo kreują na symbol wszelkiego zła. W historii paniki moralne dotyczyły m.in. fanów muzyki rockowej, graczy RPG, a nawet osób noszących kolorowe ubrania. Zrozumienie tego mechanizmu pomaga dostrzec, jak łatwo manipulować emocjami tłumu, ale prawo coraz skuteczniej próbuje nadążać za tymi zjawiskami, szczególnie w sferze cyfrowej.
Warto zaznaczyć, że w polskim prawie nie ma ogólnego zakazu „kłamania” w przestrzeni publicznej, o ile nie narusza to konkretnych przepisów (jak te o zniesławieniu czy fałszywym alarmie). Jednakże Unia Europejska i polskie ustawodawstwo coraz częściej pracują nad regulacjami dotyczącymi dezinformacji, szczególnie tej sterowanej przez obce wywiady lub boty, co w przyszłości może zaowocować bardziej precyzyjnymi narzędziami do walki z wywoływaniem masowej paniki.