Gość (83.4.*.*)
Decyzja Salwadoru o uznaniu bitcoina za pełnoprawny środek płatniczy we wrześniu 2021 roku była wydarzeniem bez precedensu w historii światowych finansów. To małe państwo w Ameryce Środkowej, pod wodzą prezydenta Nayiba Bukele, stało się pierwszym krajem na świecie, który postawił kryptowalutę na równi z tradycyjnym pieniądzem (w tym przypadku dolarem amerykańskim). Choć ruch ten wywołał falę entuzjazmu wśród fanów technologii blockchain, spotkał się również z ogromnym sceptycyzmem międzynarodowych instytucji finansowych.
Przyczyny podjęcia tak ryzykownego kroku były wielowarstwowe i wynikały zarówno z problemów strukturalnych gospodarki, jak i ambicji politycznych. Rząd Salwadoru argumentował, że wprowadzenie bitcoina rozwiąże kilka kluczowych problemów:
Jednym z głównych argumentów była chęć włączenia do systemu finansowego osób, które nie posiadają konta w banku. W 2021 roku szacowano, że około 70% mieszkańców Salwadoru nie miało dostępu do tradycyjnych usług bankowych. Bitcoin, do którego obsługi wystarczy smartfon z dostępem do internetu, miał stać się cyfrowym portfelem dla milionów "wykluczonych" obywateli.
Gospodarka Salwadoru w ogromnym stopniu opiera się na tzw. remitencjach, czyli pieniądzach przesyłanych do kraju przez emigrantów (głównie z USA). Przelewy te stanowią około 20-25% PKB kraju. Tradycyjne firmy pośredniczące, takie jak Western Union, pobierają wysokie prowizje, które mogą sięgać nawet 10-20% kwoty. Użycie sieci Lightning Network w systemie bitcoina miało sprawić, że transfery te staną się niemal darmowe i natychmiastowe.
Prezydent Bukele chciał wykreować wizerunek Salwadoru jako nowoczesnego hubu technologicznego. Uznanie bitcoina miało przyciągnąć zagranicznych inwestorów, programistów oraz firmy z branży krypto, co w teorii powinno przełożyć się na nowe miejsca pracy i wzrost gospodarczy.
Wprowadzenie ustawy o bitcoinie (Ley Bitcoin) przyniosło mieszane rezultaty. Z jednej strony kraj uniknął zapowiadanej przez krytyków katastrofy finansowej, z drugiej zaś — masowa adopcja wśród obywateli nie nastąpiła tak szybko, jak planowano.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) oraz Bank Światowy wielokrotnie ostrzegały Salwador przed ryzykiem związanym z dużą zmiennością kursu bitcoina. Instytucje te wskazywały na zagrożenia dla stabilności makroekonomicznej oraz ryzyko prania brudnych pieniędzy. W efekcie relacje Salwadoru z globalnymi pożyczkodawcami stały się napięte, co utrudniło krajowi pozyskiwanie tanich kredytów.
Rząd uruchomił oficjalną aplikację portfela cyfrowego o nazwie "Chivo", a każdy obywatel, który ją zainstalował, otrzymywał bonus w wysokości 30 dolarów w bitcoinach. Choć na początku miliony osób pobrały aplikację, wiele z nich zrobiło to tylko po to, by wydać darmowe środki. Badania przeprowadzone rok po wprowadzeniu ustawy pokazały, że większość Salwadorczyków wciąż preferuje gotówkę (dolary), a bitcoin jest używany głównie w turystycznych enklawach, takich jak El Zonte (znane jako "Bitcoin Beach").
Niezaprzeczalnym sukcesem okazał się wpływ bitcoina na turystykę. Salwador stał się "ziemią obiecaną" dla entuzjastów kryptowalut z całego świata. Liczba turystów odwiedzających kraj znacząco wzrosła, co pomogło w odbudowie gospodarki po pandemii. Ludzie przyjeżdżają nie tylko dla surfingu, ale także po to, by zobaczyć na własne oczy, jak działa pierwszy "kryptokraj".
Jednym z najbardziej medialnych projektów związanych z adopcją kryptowalut w Salwadorze jest "Volcano Energy". Rząd postanowił wykorzystać bogate zasoby geotermalne kraju do zasilania koparek bitcoina. Dzięki energii pochodzącej z wnętrza ziemi (z wulkanów), wydobycie kryptowalut staje się bardziej ekologiczne. To innowacyjne podejście ma na celu nie tylko generowanie zysków dla państwa, ale także pokazanie, że krypto-górnictwo nie musi niszczyć środowiska.
Mimo dużych wahań kursu bitcoina, Salwador kontynuuje swoją strategię. Prezydent Bukele ogłosił nawet program regularnego kupowania 1 BTC dziennie przez skarb państwa. Choć dla wielu ekonomistów jest to niebezpieczny eksperyment, dla innych Salwador stał się żywym laboratorium finansowym, które testuje, czy cyfrowe aktywa mogą realnie zastąpić lub uzupełnić tradycyjny system bankowy. Na ostateczną ocenę tego ruchu przyjdzie nam pewnie poczekać jeszcze kilka lat, gdy rynek kryptowalut bardziej dojrzeje.