Gość (37.30.*.*)
Temat idealnego klimatu dla człowieka powraca w mediach społecznościowych i na forach jak bumerang, często wywołując gorące dyskusje. Teza, że temperatury w okolicach zera są dla nas „najzdrowsze”, a letnie ciepło nam szkodzi, brzmi intrygująco, ale z punktu widzenia biologii, ewolucji i medycyny jest w dużej mierze mitem. Choć każdy z nas ma inne preferencje, nasze organizmy są zaprogramowane zupełnie inaczej, niż sugeruje to wspomniana teoria.
Zacznijmy od podstaw: człowiek jako gatunek wywodzi się z Afryki. Nasza fizjologia – od braku gęstego futra po niezwykle sprawny system pocenia się – jest ewolucyjnym przystosowaniem do odprowadzania ciepła, a nie do walki z mrozem.
Dla nieubranego człowieka tzw. strefa termoneutralna (czyli taka, w której organizm nie musi wydatkować dodatkowej energii na ogrzanie się lub schłodzenie) wynosi około 25–30°C. Gdy temperatura spada do zakresu -5°C do 5°C, nasze ciało wchodzi w stan permanentnego stresu metabolicznego. Musimy spalać więcej kalorii, by utrzymać stałą temperaturę narządów wewnętrznych, a naczynia krwionośne kurczą się, co podnosi ciśnienie tętnicze.
Teza o zbawiennym wpływie chłodu prawdopodobnie opiera się na błędnej interpretacji badań nad hartowaniem organizmu lub jakością snu (rzeczywiście lepiej śpimy w chłodniejszych pomieszczeniach). Jednak życie w takim klimacie na co dzień niesie ze sobą konkretne wyzwania:
Twierdzenie, że temperatury rzędu 20–30°C trwające dłużej niż 6 tygodni są dla nas najgorsze, jest trudne do obrony naukowej. W rzeczywistości to właśnie zakres 20–25°C jest uznawany przez większość organizacji zdrowia za optymalny dla aktywności życiowej człowieka.
Problem pojawia się nie przy 25°C, ale przy ekstremach. Długotrwałe fale upałów powyżej 30–35°C, zwłaszcza przy wysokiej wilgotności, rzeczywiście są zabójcze, ponieważ mechanizm parowania potu przestaje być wydajny. Jednak umiarkowane lato (20–28°C) sprzyja syntezie witaminy D, aktywności fizycznej na świeżym powietrzu i ogólnemu dobrostanowi psychicznemu.
Naukowcy z Uniwersytetu w Wageningen przeprowadzili badania nad tzw. „ludzką niszą klimatyczną”. Przeanalizowali oni, gdzie ludzie osiedlali się przez ostatnie 6000 lat. Okazało się, że większość populacji zawsze wybierała miejsca, gdzie średnia roczna temperatura wynosi od 11°C do 15°C. To sugeruje, że najlepiej czujemy się tam, gdzie zimy są łagodne, a lata ciepłe, ale nie upalne.
Można przypuszczać, że teza o korzyściach z temperatur bliskich zeru wynika z obserwacji pewnych procesów biologicznych:
Jeśli spojrzymy na globalne dane dotyczące śmiertelności związanej z pogodą, fakty są zaskakujące dla zwolenników teorii o „zdrowym chłodzie”. Badanie opublikowane w czasopiśmie The Lancet, obejmujące dane z kilkuset lokalizacji na świecie, wykazało, że zimno zabija znacznie więcej osób niż upał.
Większość zgonów przypisywanych temperaturze nie wynika z ekstremalnych mrozów czy rekordowych upałów, ale właśnie z umiarkowanie niskich temperatur, które utrzymują się przez dłuższy czas. Organizm poddawany ciągłemu chłodowi (nawet takiemu w okolicach 0–5°C) jest bardziej podatny na infekcje i powikłania krążeniowe.
Teza o wyższości klimatu z temperaturami -5°C do 5°C nad klimatem letnim (20–30°C) jest mitem.
Warto pamiętać, że nasza subiektywna opinia („lepiej czuję się, gdy jest rześko”) często wynika z indywidualnej tolerancji na ciepło lub stylu życia, a nie z uniwersalnych potrzeb biologicznych naszego gatunku.