Gość (37.30.*.*)
Polska szkoła przeszła w ciągu ostatnich czterech dekad gigantyczną metamorfozę. Zmiany nie ominęły przedmiotów, które wielu z nas wspomina z nutką nostalgii lub dreszczem emocji – wychowania fizycznego oraz zajęć technicznych (dawniej ZPT). Ewolucja ta dotyczyła nie tylko samej podstawy programowej, ale przede wszystkim podejścia do ucznia i sposobu oceniania jego postępów.
W latach 80. i na początku lat 90. lekcje WF-u przypominały często mały poligon doświadczalny. System oceniania był bezlitosny i opierał się głównie na twardych wynikach. Istniały ścisłe normy czasowe i odległościowe – jeśli nie przebiegłeś 60 metrów w określonym czasie lub nie skoczyłeś wystarczająco daleko w dal, po prostu nie mogłeś liczyć na piątkę (wtedy najwyższą ocenę). Nauczyciele korzystali z tzw. tabel sprawnościowych (np. testy Denisiuka czy Chromińskiego), które decydowały o stopniu.
Z czasem podejście to zaczęło ewoluować. Już pod koniec lat 90., a zwłaszcza po reformie z 1999 roku, akcent zaczął przesuwać się z „wyniku” na „wysiłek i zaangażowanie”. Obecnie przepisy oświatowe jasno wskazują, że przy ustalaniu oceny z wychowania fizycznego należy w pierwszej kolejności brać pod uwagę wysiłek wkładany przez ucznia w wywiązywanie się z obowiązków oraz systematyczność udziału w zajęciach, a nie tylko to, czy uczeń jest urodzonym lekkoatletą.
Zajęcia Praktyczno-Techniczne (ZPT) w latach 80. były szkołą życia. Chłopcy często spędzali czas w warsztatach, ucząc się obróbki drewna, metalu czy prostych napraw elektrycznych, podczas gdy dziewczęta (choć nie zawsze, bo zależało to od szkoły) uczyły się szycia, gotowania czy haftowania. Ocena zależała od jakości wykonanego przedmiotu – czy karmnik był prosty, a sałatka jarzynowa jadalna.
W latach 2000. przedmiot ten zmienił nazwę na „Technika”, a później na „Zajęcia techniczne”. Program stał się bardziej teoretyczny i nowoczesny. Pojawiły się zagadnienia związane z ruchem drogowym (karta rowerowa), ekologią, a nawet prostym projektowaniem. Dziś technika w szkołach podstawowych często łączy elementy rzemiosła z nowymi technologiami, a ocenie podlega proces planowania i bezpieczeństwo pracy, a nie tylko idealny efekt końcowy.
Otrzymanie oceny niedostatecznej na koniec pierwszego semestru (w dawnym systemie była to dwója, ponieważ jedynka jako ocena niedostateczna pojawiła się w polskim systemie dopiero na początku lat 90.) zawsze wiązało się z koniecznością „nadrobienia zaległości”.
Procedura zazwyczaj wyglądała tak:
Jeśli uczeń nie zaliczył pierwszego semestru w wyznaczonym terminie, a na koniec roku również otrzymał ocenę niedostateczną, musiał przystąpić do egzaminu poprawkowego w sierpniu.
Pytanie o przymusowe uczestnictwo w dodatkowych zajęciach sportowych w przypadku oceny niedostatecznej dotyka powszechnej praktyki pedagogicznej tamtych lat, choć nie zawsze wynikało to z ogólnokrajowych przepisów prawa oświatowego.
W latach 80. i 90. bardzo popularne były tzw. SKS-y (Szkolne Koła Sportowe) oraz zajęcia korekcyjno-kompensacyjne. W przypadku uczniów, którzy mieli problemy z zaliczeniem WF-u z powodu słabej sprawności fizycznej lub absencji, nauczyciele faktycznie często stosowali „propozycję nie do odrzucenia”. Aby uczeń mógł otrzymać ocenę dopuszczającą na koniec roku, musiał wykazać się poprawą sprawności, co w praktyce oznaczało konieczność przychodzenia na dodatkowe, pozalekcyjne zajęcia sportowe wskazane przez nauczyciela.
Nie był to „wyrok” administracyjny, ale raczej forma pomocy i warunek wystawienia pozytywnej oceny. Nauczyciel argumentował to tym, że skoro uczeń nie wyrabia normy w czasie lekcji, musi trenować więcej. W wielu szkołach do lat 2000. była to niepisana zasada – chcesz przejść do następnej klasy, musisz „wybiegać” swoje godziny na boisku po lekcjach.
Warto pamiętać, że do 1991 roku w polskich szkołach obowiązywała skala ocen 2–5.
Obecnie system jest znacznie bardziej sformalizowany. Jeśli uczeń otrzyma jedynkę na semestr, szkoła ma obowiązek umożliwić mu pomoc w nadrobieniu zaległości (np. poprzez zajęcia wyrównawcze), ale nie może go „zmusić” do treningów sportowych w formie kary. Wszystko odbywa się w ramach statutu szkoły, który precyzyjnie określa sposób i terminy poprawiania ocen. Współczesny WF stawia na zdrowie psychofizyczne, a technika na praktyczne umiejętności przydatne w codziennym życiu, co sprawia, że oceny niedostateczne z tych przedmiotów zdarzają się znacznie rzadziej niż 40 lat temu.