Gość (188.146.*.*)
Ludzki umysł to fascynujące narzędzie, które pozwoliło nam zdominować planetę, budować katedry i latać w kosmos. Jednak ta sama potęga intelektualna niesie ze sobą mroczny pasażer: świadomość własnego istnienia i – co gorsza – świadomość jego nieuchronnego końca. Choć z perspektywy biologicznej dążymy do przetrwania, część myślicieli i naukowców z nurtu psychologii ewolucyjnej oraz filozofii pesymistycznej sugeruje, że nasza samoświadomość jest rodzajem ewolucyjnego "przerostu formy nad treścią".
Teoria, że świadomość jest błędem ewolucji, najmocniej wybrzmiewa w pracach norweskiego filozofa Petera Wessela Zapffego oraz współczesnych psychologów zajmujących się tzw. teorią opanowywania trwogi (Terror Management Theory). Zapffe w swoim eseju „Ostatni Mesjasz” porównał ludzką świadomość do poroża jelenia olbrzymiego, które stało się tak ciężkie i rozłożyste, że ostatecznie doprowadziło gatunek do wyginięcia, bo zwierzęta nie mogły normalnie funkcjonować.
Według tej koncepcji, ewolucja „przedobrzyła”. Wyposażyła nas w mózg zdolny do przewidywania przyszłości, co jest świetne, gdy trzeba zaplanować polowanie, ale tragiczne, gdy zaczynamy planować własną śmierć. Większość zwierząt żyje w „wiecznym teraz”. Człowiek natomiast jest jedyną istotą, która budzi się rano z pełną świadomością, że każdy jego krok przybliża go do nicości. To rodzi paraliżujący lęk, który – gdyby nie mechanizmy obronne – uniemożliwiłby nam jakąkolwiek aktywność.
Naukowcy wskazują, że stany depresyjne mogą być bezpośrednim skutkiem ubocznym wysokiej inteligencji i wglądu w naturę rzeczywistości. Istnieje nawet pojęcie „depresyjnego realizmu”. Sugeruje ono, że osoby z lekką depresją postrzegają świat w sposób bardziej obiektywny i trafny niż ludzie zdrowi, którzy posługują się tzw. „pozytywnym złudzeniem”.
Oto dlaczego świadomość bywa nazywana błędem:
Jeśli świadomość jest błędem prowadzącym do rozpaczy, to dlaczego jako gatunek jeszcze nie oszaleliśmy? Zapffe twierdził, że ludzkość wykształciła cztery główne mechanizmy obronne, które pozwalają nam przetrwać mimo posiadania „zbyt wielkiego mózgu”:
Z perspektywy biologicznej te mechanizmy są niezbędne. Gdybyśmy cały czas myśleli o kruchości życia, nie mielibyśmy energii, by dbać o potomstwo czy zdobywać zasoby.
To jedno z najtrudniejszych pytań w biologii. Choć wiele zwierząt (słonie, naczelne, delfiny) wykazuje zachowania przypominające żałobę po stracie bliskich, większość badaczy uważa, że nie posiadają one abstrakcyjnego pojęcia „śmierci jako nieuchronnego końca własnego Ja”. Ich lęk jest reakcją na bezpośrednie zagrożenie, a nie na myśl o tym, co stanie się za 40 lat.
Warto jednak spojrzeć na drugą stronę medalu. Choć świadomość przemijania może prowadzić do smutku, to właśnie ona jest fundamentem kultury i empatii. Wiedza o tym, że inni też cierpią i też przeminą, pozwala nam tworzyć głębokie więzi społeczne.
Wielu psychologów ewolucyjnych argumentuje, że stany depresyjne mogły mieć w przeszłości funkcję adaptacyjną – zmuszały jednostkę do wycofania się z ryzykownych działań, przemyślenia strategii życiowej lub sygnalizowały grupie, że dany osobnik potrzebuje wsparcia. Zatem to, co nazywamy „błędem”, może być po prostu bardzo wysoką ceną, jaką płacimy za zdolność do abstrakcyjnego myślenia, planowania i tworzenia cywilizacji.
Podsumowując, teza o świadomości jako błędzie ewolucji opiera się na założeniu, że nasz biologiczny "hardware" nie nadąża za "softwarem". Jesteśmy istotami zaprogramowanymi na przetrwanie, które nagle zyskały zdolność zrozumienia, że ostatecznie i tak przegrają. To napięcie między biologicznym instynktem a intelektualnym wglądem jest źródłem większości naszych lęków, ale też wszystkiego, co w ludzkości najbardziej niezwykłe.