Gość (37.30.*.*)
Choć oba te słowa brzmią podobnie i wywodzą się z tego samego łacińskiego rdzenia liber (wolny), w dzisiejszym świecie polityki i filozofii oznaczają zupełnie inne podejścia do życia społecznego. Często zdarza się, że ludzie używają ich zamiennie, co prowadzi do sporych nieporozumień. Jeśli zastanawiasz się, czy bliżej Ci do liberała, czy libertarianina, warto przyjrzeć się fundamentom, na których opierają się te dwa nurty.
Liberalizm to pojęcie bardzo szerokie, które ewoluowało przez wieki. W Europie najczęściej kojarzymy go z tzw. liberalizmem klasycznym, który kładzie nacisk na wolność gospodarczą i swobody obywatelskie. Jednak we współczesnym dyskursie (szczególnie w USA) „liberalizm” często oznacza nurt socjalliberalny.
Współcześni liberałowie wierzą, że wolność jednostki jest kluczowa, ale państwo powinno pełnić rolę arbitra i opiekuna. Według nich, aby człowiek był naprawdę wolny, musi mieć zapewnione pewne podstawy, takie jak edukacja, opieka zdrowotna czy bezpieczeństwo socjalne. Liberałowie akceptują podatki i regulacje rynkowe, o ile służą one wyrównywaniu szans i ochronie słabszych. Państwo w ich oczach jest narzędziem, które ma pomagać obywatelom w realizacji ich potencjału.
Libertarianizm idzie o wiele kroków dalej. Dla libertarianina najwyższą wartością jest samoposiadanie – zasada, że każdy człowiek jest wyłącznym właścicielem swojego ciała i owoców swojej pracy. Głównym filarem tej filozofii jest Zasada Nieagresji (NAP – Non-Aggression Principle), która mówi, że nikt nie ma prawa inicjować siły przeciwko drugiej osobie.
Z perspektywy libertarianizmu państwo jest często postrzegane jako największy agresor, ponieważ finansuje się z przymusowych podatków (które libertarianie nierzadko nazywają kradzieżą) i narzuca regulacje ograniczające wolną wymianę między ludźmi. Libertarianie dzielą się na dwa główne nurty:
Aby lepiej zrozumieć przepaść między tymi ideologiami, warto zestawić je w kilku kluczowych obszarach:
Dla liberała podatki są ceną za życie w cywilizowanym społeczeństwie. Akceptuje on interwencjonizm państwowy, jeśli ma on zapobiegać monopolom lub kryzysom. Libertarianin natomiast marzy o całkowicie wolnym rynku bez żadnych dotacji, ceł czy państwowych licencji. Każda ingerencja rządu w gospodarkę jest dla niego naruszeniem prawa własności.
Tutaj oba nurty są sobie najbliższe, ale diabeł tkwi w szczegółach. Zarówno liberałowie, jak i libertarianie popierają wolność słowa, wyznania czy prawo do prywatności. Jednak w kwestiach takich jak np. posiadanie broni, libertarianie są zazwyczaj bezkompromisowi (każdy ma prawo się bronić), podczas gdy liberałowie często opowiadają się za pewnymi regulacjami w imię bezpieczeństwa publicznego.
Liberał chętnie widzi państwowe szkoły i szpitale, bo uważa, że dostęp do nich to prawo człowieka. Libertarianin odpowie, że nie ma czegoś takiego jak „prawo do usługi”, która wymaga pracy kogoś innego – wszystko powinno być dobrowolną transakcją na rynku.
Warto wiedzieć, że termin „libertarianizm” został zaadaptowany przez zwolenników wolnego rynku dopiero w połowie XX wieku. Wcześniej, w XIX-wiecznej Europie, słowo to było używane głównie przez... anarchistycznych komunistów! Zmienili oni nazwę, aby odciąć się od autorytarnego socjalizmu. Dopiero później myśliciele tacy jak Murray Rothbard „przejęli” ten termin, by odróżnić swoje radykalnie wolnorynkowe poglądy od ówczesnego liberalizmu, który stawał się coraz bardziej pro-państwowy.
Jeśli popierasz niskie podatki, ale uważasz, że państwo powinno budować drogi i pomagać najuboższym – prawdopodobnie bliżej Ci do klasycznego liberalizmu. Jeśli jednak uważasz, że każda forma przymusu ze strony rządu jest niemoralna, a rynek poradziłby sobie lepiej z każdą usługą (nawet z budową dróg czy bezpieczeństwem) – Twoje serce bije po stronie libertarianizmu.
Zrozumienie tych różnic pozwala lepiej odnaleźć się w dzisiejszych debatach politycznych, gdzie walka o definicję „wolności” trwa w najlepsze. Choć oba nurty chcą dla jednostki jak najlepiej, ich wizje drogi do tego celu są od siebie odległe o lata świetlne.