Gość (37.30.*.*)
Rzeka Ukajali, płynąca przez serce peruwiańskiej Amazonii, od dekad rozpala wyobraźnię podróżników i czytelników. Wszystko za sprawą słynnej książki Arkadego Fiedlera, której tytuł sugeruje zjawisko niemal magiczne. Choć wizja ryb wyśpiewujących melodie może wydawać się literacką fikcją, rzeczywistość biologiczna jest równie fascynująca. Ryby w Ukajali rzeczywiście wydają dźwięki, które przy odrobinie szczęścia i ciszy można usłyszeć nawet nad powierzchnią wody.
Ryby nie posiadają strun głosowych, więc ich „śpiew” powstaje w zupełnie inny sposób niż u ssaków czy ptaków. Najważniejszym instrumentem w ich ciele jest pęcherz pławny. Jest to narząd wypełniony gazem, który zazwyczaj służy do regulacji wyporności, ale u wielu gatunków pełni też funkcję pudła rezonansowego.
Większość dźwięków powstaje dzięki pracy specjalnych mięśni bębnowych (sonic muscles), które kurczą się z ogromną prędkością, uderzając o ściany pęcherza pławnego. Powoduje to wibracje, które w wodzie niosą się na duże odległości. Innym sposobem jest stridulacja, czyli pocieranie o siebie twardych części ciała, na przykład promieni płetw lub zębów gardłowych. Efektem są odgłosy przypominające mruczenie, bębnienie, chrząkanie, a czasem nawet wysokie piski.
Ukajali to rzeka o ogromnej bioróżnorodności, a mętne wody Amazonii sprawiają, że wzrok nie jest najlepszym zmysłem do komunikacji. W świecie, gdzie widoczność ogranicza się do kilkunastu centymetrów, dźwięk staje się kluczowym narzędziem przetrwania.
Ryby w Ukajali „śpiewają” z kilku powodów:
Warto pamiętać, że woda przewodzi dźwięk około 4,5 raza szybciej niż powietrze i na znacznie większe odległości. To sprawia, że podwodny koncert w dorzeczu Amazonki jest niezwykle intensywny.
Nie każda ryba w Ukajali jest utalentowanym wokalistą. Za „śpiewy” odpowiadają konkretne rodziny ryb. Jednymi z najgłośniejszych są kulbinowate (Sciaenidae), które w języku angielskim nazywa się „croakers” lub „drums” właśnie ze względu na wydawane odgłosy przypominające bębnienie lub chrząkanie.
Również sumokształtne, których w Ukajali jest pod dostatkiem, potrafią generować niskie, wibrujące dźwięki. Nawet piranie nie pozostają dłużne – badania wykazały, że podczas konfrontacji z przeciwnikiem wydają one szczekające odgłosy, które mają odstraszyć rywala.
Arkady Fiedler w swojej książce „Ryby śpiewają w Ukajali” opisywał te dźwięki jako coś mistycznego i niezwykłego. Choć użył poetyckiego określenia „śpiew”, opierał się na realnych doświadczeniach. Podróżnicy nocujący w czółnach na rzece często wspominają o dziwnych, rytmicznych uderzeniach i mruczeniu dochodzącym spod dna łodzi. Drewniany kadłub czółna działa jak wzmacniacz, pozwalając usłyszeć podwodną orkiestrę bez użycia specjalistycznego sprzętu.
Aby zrozumieć, dlaczego te dźwięki są tak specyficzne, warto spojrzeć na liczby. Prędkość dźwięku w powietrzu to około 343 m/s, natomiast w wodzie rzecznej wynosi ona około 1450-1500 m/s. Dzięki większej gęstości wody fale dźwiękowe tracą mniej energii na dystansie niż w powietrzu.
Dla ryb żyjących w Ukajali dźwięk jest tym, czym dla nas jest światło – głównym nośnikiem informacji o otaczającym świecie. To, co my nazywamy „śpiewem”, dla nich jest skomplikowanym systemem nawigacji i dialogu, który pozwala im przetrwać w jednym z najbardziej wymagających ekosystemów świata.
Niektóre gatunki ryb potrafią wydawać dźwięki o natężeniu przekraczającym 150 decybeli (mierzone pod wodą). To poziom hałasu porównywalny z silnikiem odrzutowym startującym w bliskiej odległości! Oczywiście ze względu na różnicę gęstości ośrodków, dla ludzkiego ucha nad powierzchnią dźwięki te są znacznie cichsze i brzmią jak delikatne pukanie lub szmer.