Gość (37.30.*.*)
Zastanawiając się nad tym, dlaczego po zjedzeniu garści orzechów czujemy się syci dłużej niż po zjedzeniu jabłka, dotykamy fundamentów biochemii. Różnica w „mocy” energetycznej tłuszczów i cukrów wynika bezpośrednio z ich budowy cząsteczkowej, a konkretnie ze stopnia utlenienia atomów węgla. Gdybyśmy jednak zmienili zasady biologii i drastycznie zwiększyli wydajność pozyskiwania energii z tych makroskładników, ludzkie ciało musiałoby przejść totalną rewolucję.
Aby zrozumieć, dlaczego tłuszcze są bardziej kaloryczne, musimy spojrzeć na nie jak na paliwo chemiczne. Energia w organizmie pochodzi z procesu utleniania, czyli „spalania” cząsteczek pokarmu.
Wynik: Standardowo 1 gram tłuszczu dostarcza około 9 kcal, podczas gdy 1 gram cukru to tylko 4 kcal. Tłuszcz jest więc ponad dwukrotnie gęstszy energetycznie.
Gdybyśmy nagle zaczęli pozyskiwać 18 kcal z grama tłuszczu (2x więcej) i aż 40 kcal z grama cukru (10x więcej), nasza dieta musiałaby ulec drastycznej zmianie. Cukier stałby się „paliwem rakietowym”.
Przy takim wzroście wydajności, przeciętny pączek (ok. 300 kcal w obecnych warunkach) mógłby dostarczać energii wystarczającej na kilka dni intensywnego funkcjonowania. Skutkiem ubocznym byłoby ogromne ryzyko metaboliczne. Nasza trzustka i system gospodarki insulinowej prawdopodobnie nie wytrzymałyby tak gwałtownych skoków energii. Ludzie musieliby jeść mikroskopijne porcje posiłków, a problem otyłości przybrałby niewyobrażalną skalę – każda nadprogramowa kostka czekolady odkładałaby się jako potężna warstwa tkanki tłuszczowej.
Dwukrotnie wolniejsze trawienie surowych roślin strączkowych (takich jak fasola czy bób) miałoby ciekawe konsekwencje dla układu pokarmowego. Surowe strączki zawierają lektyny i inhibitory enzymów, które w nadmiarze są toksyczne.
Spowolnienie procesu trawienia mogłoby oznaczać, że pokarm zalegałby w jelitach znacznie dłużej, co prawdopodobnie doprowadziłoby do ekstremalnych procesów fermentacyjnych. Z drugiej strony, mogłoby to sprzyjać rozwojowi specyficznej flory bakteryjnej, która miałaby więcej czasu na rozkład skomplikowanych polisacharydów. Człowiek czułby się syty przez bardzo długi czas, ale kosztem ciągłego dyskomfortu w jamie brzusznej.
Scenariusz, w którym rany i mięśnie goją się 3,5 raza szybciej, brzmi jak marzenie sportowca. Zerwane więzadła czy głębokie rozcięcia regenerowałyby się w kilka dni zamiast tygodni. Taka hiper-regeneracja wymagałaby jednak ogromnych nakładów energii (co przy wspomnianej wcześniej wydajności cukrów byłoby możliwe do pokrycia).
Cena za ten „tryb Wolverine’a” byłaby jednak bardzo wysoka: 3,5-krotnie wolniejsze zrastanie się kości. W praktyce oznaczałoby to, że:
Trzykrotnie wydajniejszy system chłodzenia organizmu to prawdziwy „game changer”. Ludzkie ciało jest ograniczone przez zdolność do odprowadzania ciepła – to dlatego maratończycy zwalniają w upale.
Dzięki takiemu usprawnieniu:
Wieloryby i inne ssaki morskie wykorzystują tłuszcz nie tylko jako magazyn energii (który jest kluczowy podczas długich migracji bez jedzenia), ale także jako warstwę izolacyjną. Ponieważ woda przewodzi ciepło 25 razy szybciej niż powietrze, bez grubej warstwy tłuszczu (tran), zwierzęta te wychłodziłyby się w mgnieniu oka. W ich przypadku tłuszcz pełni więc rolę „skoncentrowanego paliwa” i „termosu” jednocześnie.