Gość (37.30.*.*)
Często zastanawiamy się, co sprawia, że zwykli, porządni ludzie w pewnych okolicznościach zmieniają się w bezwzględnych oprawców. Czy zło drzemie w każdym z nas, czekając tylko na odpowiedni moment, by dojść do głosu? Psychologia od dekad próbuje odpowiedzieć na to pytanie, analizując mroczne zakamarki ludzkiej natury. Kluczowymi pojęciami, które pojawiają się w tym kontekście, są sadyzm oraz potocznie nazywany syndrom „małego Hitlera”. Oba te zjawiska rzucają przerażające światło na to, jak władza i sytuacja mogą deformować naszą empatię.
Sadyzm kojarzy nam się zazwyczaj z ekstremalnymi przypadkami kryminalnymi, jednak w psychologii pojęcie to jest znacznie szersze. W najprostszym ujęciu sadyzm to czerpanie satysfakcji lub przyjemności z zadawania bólu, poniżania lub zadawania cierpienia innym – zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
Współczesna psychologia wyróżnia tzw. sadyzm codzienny (ang. everyday sadism). Dotyczy on osób, które niekoniecznie łamią prawo, ale odczuwają dreszcz radości, gdy widzą czyjąś porażkę, upokorzenie lub gdy mogą kogoś „ustawić do pionu” w sposób nieuzasadniony. Sadyzm ten często idzie w parze z tzw. mroczną tetradą osobowości, do której zaliczamy także narcyzm, makiawelizm i psychopatię.
Nie da się mówić o psychologii władzy i okrucieństwa, nie wspominając o słynnym eksperymencie więziennym Philipa Zimbardo z 1971 roku. Choć po latach budzi on kontrowersje metodologiczne, jego wyniki do dziś szokują. Zimbardo podzielił grupę zdrowych psychicznie studentów na „strażników” i „więźniów” w symulowanym więzieniu w piwnicach Uniwersytetu Stanforda.
To, co miało być dwutygodniową obserwacją, przerwano już po sześciu dniach. Dlaczego? Ponieważ strażnicy, którzy wcześniej byli łagodnymi młodymi ludźmi, zaczęli przejawiać sadystyczne skłonności. Stosowali wymyślne kary, upokarzali więźniów, zmuszali ich do czyszczenia toalet gołymi rękami i pozbawiali snu.
Zimbardo ukuł termin „efekt Lucyfera”, aby opisać proces, w którym system i sytuacja (anonimowość, mundur, brak odpowiedzialności) sprawiają, że dobrzy ludzie zaczynają czynić zło. Eksperyment pokazał, że sadyzm nie musi być cechą wrodzoną – może zostać „aktywowany” przez poczucie absolutnej władzy nad drugim człowiekiem.
Termin syndrom „małego Hitlera” nie jest oficjalną jednostką chorobową w klasyfikacji ICD czy DSM, ale jest powszechnie używany w psychologii społecznej i socjologii pracy. Opisuje on osobę, która otrzymała niewielki zakres władzy (np. kierownik niskiego szczebla, strażnik, urzędnik) i wykorzystuje go w sposób despotyczny, by rekompensować sobie własne kompleksy lub brak znaczenia w innych sferach życia.
Osoba z tym syndromem:
W świetle eksperymentu stanfordzkiego syndrom ten jest niczym innym jak manifestacją sadyzmu sytuacyjnego. Gdy człowiek czuje, że „system” stoi za nim murem, a on sam jest tylko trybikiem wykonującym „ważne zadanie”, przestaje widzieć w drugim człowieku osobę, a zaczyna widzieć obiekt, nad którym ma kontrolę.
Warto wspomnieć o innym badaniu, które dopełnia obrazu sadyzmu i władzy – eksperymencie Stanleya Milgrama nad posłuchu wobec autorytetu. Uczestnicy byli instruowani przez naukowca w białym fartuchu, aby razić prądem „ucznia” (aktora) za każdą błędną odpowiedź.
Mimo że „uczeń” krzyczał z bólu i błagał o przerwanie, aż 65% badanych doszło do najwyższego napięcia (450V), które mogłoby być śmiertelne. Choć większość badanych odczuwała silny stres, wykonywali rozkazy. To badanie pokazuje, że sadyzm może być również „zdelegowany” – ludzie są zdolni do okrucieństwa, jeśli mogą zrzucić odpowiedzialność na kogoś wyżej w hierarchii.
Badania nad neurobiologią sadyzmu sugerują, że u osób o takich skłonnościach mózg reaguje inaczej na widok cudzego bólu. Podczas gdy u większości ludzi aktywują się obszary odpowiedzialne za empatię (np. przednia część zakrętu obręczy), u sadystów pobudzeniu ulega układ nagrody (jądro półleżące). Oznacza to, że widok cierpienia fizycznie sprawia im przyjemność, podobną do tej po zjedzeniu czegoś smacznego.
Psychologia podkreśla, że to nie tylko „zgniłe jabłka” (jednostki) psują otoczenie, ale często „zgniłe beczki” (systemy) psują jabłka. Istnieje kilka czynników, które sprzyjają pojawieniu się sadyzmu i syndromu „małego Hitlera”:
Zrozumienie tych mechanizmów jest kluczowe, aby zapobiegać nadużyciom w miejscach pracy, wojsku czy instytucjach publicznych. Wiedza o tym, jak łatwo możemy ulec iluzji władzy, jest najlepszą tarczą przed staniem się kolejnym „małym Hitlerem”.