Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego zabawa „Cisza na morzu, cisza na lądzie” budzi kontrowersje i dlaczego część osób uważa, że nie uczy ona niczego dobrego?

wpływ uciszania dzieci kontrowersje wokół zabawy negatywne skutki etykietowania
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Większość z nas doskonale pamięta tę rymowankę z dzieciństwa: „Cisza na morzu, cisza na lądzie, kto pierwszy się odezwie, ten zgniłym jajem będzie”. Wydawać by się mogło, że to niewinna zabawa, która od pokoleń pomagała rodzicom i nauczycielom opanować rozbrykaną grupę dzieci. Jednak w ostatnich latach podejście do tej metody drastycznie się zmieniło. Współcześni psycholodzy, pedagodzy oraz świadomi rodzice coraz głośniej mówią o tym, że ta popularna „gra” niesie ze sobą przekaz, który może być szkodliwy dla rozwoju emocjonalnego dziecka.

Dlaczego „cisza na morzu” budzi emocje u dorosłych?

Głównym powodem kontrowersji jest fakt, że zabawa ta rzadko służy samej rozrywce, a znacznie częściej jest narzędziem kontroli. W tradycyjnym modelu wychowawczym, w którym głos dziecka był mniej istotny niż spokój dorosłego, „cisza na morzu” stanowiła idealny sposób na natychmiastowe uciszenie grupy. Problem polega na tym, że nie uczy ona dziecka, jak radzić sobie z własnymi emocjami czy jak wyciszyć się wewnętrznie, a jedynie narzuca zewnętrzny rygor pod groźbą ośmieszenia.

Krytycy tej metody zauważają, że uciszanie dzieci w ten sposób jest formą ucieczki dorosłych od rozwiązania źródła problemu. Jeśli dzieci są głośne, zazwyczaj wynika to z ich potrzeb – nadmiaru energii, ekscytacji lub nudy. Nakazanie im milczenia „bo tak” przerywa komunikację, zamiast ją budować.

Problem z „zgniłym jajem”, czyli siła etykietowania

Jednym z najbardziej problematycznych elementów rymowanki jest jej zakończenie. Osoba, która odezwie się jako pierwsza, zostaje nazwana „zgniłym jajem”. Choć dla dorosłego to tylko niewinne powiedzonko, dla dziecka może to być forma zawstydzania.

Psychologia rozwojowa podkreśla, że zabawy oparte na negatywnym etykietowaniu uczą dzieci, iż błąd (w tym przypadku naturalna potrzeba odezwania się) wiąże się z upokorzeniem przed grupą. W ten sposób buduje się lęk przed ekspresją i przekonanie, że milczenie jest bezpieczniejsze niż zabranie głosu. Niektórzy terapeuci idą o krok dalej, twierdząc, że takie mechanizmy mogą w przyszłości przekładać się na trudności z asertywnością i wyrażaniem własnego zdania w dorosłym życiu.

Czego (nie) uczy ta zabawa?

Wiele osób uważa, że „cisza na morzu” nie uczy niczego wartościowego, ponieważ opiera się na pasywności. Oto główne argumenty przeciwników tej metody:

  • Brak nauki samoregulacji: Dziecko nie uczy się, jak się uspokoić, a jedynie jak „zamrozić” swoje zachowanie, by uniknąć kary lub wyśmiania.
  • Tłumienie potrzeb: Zabawa promuje przekonanie, że cisza jest wartością nadrzędną nad komunikacją.
  • Mechanizm władzy: Uczy, że osoba silniejsza (dorosły) może w dowolnym momencie odebrać dziecku prawo do głosu, używając do tego formy zabawy.

Warto dodać, że w wielu przedszkolach i szkołach o profilu demokratycznym czy montessoriańskim, odchodzi się od takich metod na rzecz „lekcji ciszy”. Różnica jest zasadnicza: w lekcjach ciszy dziecko jest zapraszane do wsłuchania się w siebie i otoczenie, co jest procesem uważności (mindfulness), a nie przymusem milczenia narzuconym z góry.

Ciekawostka: Cisza w różnych kulturach

Warto wiedzieć, że gry polegające na zachowaniu ciszy istnieją w wielu kulturach, ale ich kontekst bywa różny. Na przykład w tradycjach rdzennych Amerykanów cisza była formą szacunku i nauki słuchania starszych oraz natury. Różnica polega jednak na tym, że tam cisza była elementem głębokiej duchowości i wspólnoty, a nie sposobem na szybkie „uspokojenie” dzieci przez zmęczonego opiekuna.

Czy to oznacza, że zabawa powinna zostać zakazana?

W świecie pedagogiki rzadko spotyka się skrajne zakazy, ale coraz częściej mówi się o modyfikacji. Jeśli chcemy bawić się w ciszę, warto zmienić zasady tak, aby nie zawierały elementów upokarzających. Zamiast „zgniłego jaja”, można wprowadzić nagrodę dla wszystkich za wspólną chwilę skupienia lub zamienić to w zabawę w „poszukiwaczy dźwięków”, gdzie dzieci mają za zadanie usłyszeć jak najwięcej odgłosów z otoczenia.

Kluczem jest intencja. Jeśli „cisza na morzu” służy nam tylko do tego, by „mieć święty spokój”, warto zastanowić się nad innymi metodami pracy z grupą, które budują relację, a nie mur milczenia. Współczesne podejście do wychowania stawia na dialog, a każda forma uciszania, nawet ubrana w szaty zabawy, jest dziś poddawana wnikliwej analizie pod kątem dobrostanu psychicznego najmłodszych.

Podziel się z innymi: