Jakie masz pytanie?

lub

Jak odpowiedzieć na argument, że promowanie modelu „wszyscy są zwycięzcami” w ramach zajęć pozalekcyjnych nie uczy radzenia sobie ze stresem oraz porażką, przez co młodzi ludzie są rzucani na głęboką wodę bez odpowiednich narzędzi? Czy te dwa podejścia da się ze sobą pogodzić?

budowanie odporności psychicznej dzieci jak uczyć dzieci porażki wspieranie rozwoju dzieci poprzez sport
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Debata na temat modelu „wszyscy są zwycięzcami” (często kojarzonego z wręczaniem dyplomów za samo uczestnictwo) budzi ogromne emocje wśród rodziców, pedagogów i psychologów. Z jednej strony mamy obawę przed wychowaniem pokolenia „płatków śniegu”, które załamie się pod wpływem pierwszej krytyki w pracy, a z drugiej – chęć ochrony dziecięcej pewności siebie i zachęcanie do próbowania nowych rzeczy. Odpowiedź na ten argument nie jest czarno-biała, ponieważ kluczem nie jest wybór między „brutalną prawdą” a „słodkim kłamstwem”, lecz odpowiednie zdefiniowanie tego, czym właściwie jest sukces na etapie rozwoju.

Dlaczego argument o „rzucaniu na głęboką wodę” jest tak popularny?

Krytycy modelu bezstresowego wychowania mają jeden silny punkt: świat dorosłych jest oparty na wynikach. Na rynku pracy, w sporcie zawodowym czy nawet w relacjach społecznych, nie zawsze otrzymujemy nagrodę za same chęci. Argument, że chronienie dzieci przed porażką odbiera im szansę na wypracowanie mechanizmów obronnych, jest logiczny. Porażka, jeśli jest podana w kontrolowanych warunkach, uczy wyciągania wniosków, cierpliwości i pokory.

Jeśli dziecko zawsze słyszy, że jest najlepsze, niezależnie od włożonego wysiłku, może wykształcić w sobie tzw. stały schemat myślenia (fixed mindset). W takim modelu dziecko wierzy, że sukces zależy od wrodzonego talentu, a nie od pracy. Gdy w końcu napotka mur, którego nie da się przeskoczyć samym „byciem zwycięzcą”, może dojść do gwałtownego spadku samooceny i rezygnacji z dalszych prób.

Jak odpowiedzieć na ten argument w merytorycznej dyskusji?

Kiedy ktoś zarzuca, że promowanie uczestnictwa zamiast wyników jest szkodliwe, warto przesunąć środek ciężkości dyskusji z „wyniku” na „proces”. Oto kilka argumentów, które możesz wykorzystać:

  • Budowanie bazy do przyszłej rywalizacji: Zajęcia pozalekcyjne, zwłaszcza dla młodszych dzieci, mają na celu przede wszystkim budowanie kompetencji i pasji. Jeśli dziecko zrazi się na starcie, bo poczuje się „gorsze”, nigdy nie dotrwa do etapu, w którym mogłoby realnie rywalizować. Model „wszyscy wygrywają” na wczesnym etapie to nie oszustwo, to inwestycja w to, by dziecko w ogóle chciało zostać w grze.
  • Definicja zwycięstwa: Można odpowiedzieć, że zwycięstwem w ramach zajęć nie jest pokonanie kolegi, ale pokonanie własnego lenistwa, strachu przed wystąpieniem czy trudności z opanowaniem nowej techniki. W tym sensie każdy, kto wytrwał do końca kursu, faktycznie odniósł zwycięstwo nad sobą.
  • Bezpieczne środowisko do nauki: Dom i zajęcia dodatkowe to miejsca, gdzie dziecko powinno czuć się bezpiecznie. Stres związany z rywalizacją i tak pojawi się w szkole czy w kontaktach rówieśniczych. Zajęcia pozalekcyjne mogą być „bezpieczną przystanią”, która ładuje akumulatory dziecka, dając mu siłę do radzenia sobie z trudnościami gdzie indziej.

Ciekawostka: Efekt „nagrody za uczestnictwo” w badaniach

Badania psychologiczne (m.in. prowadzone przez Carol Dweck ze Stanford University) sugerują, że to nie same nagrody są problemem, ale to, za co je przyznajemy. Dzieci chwalone za „bycie mądrym” radzą sobie gorzej z porażką niż dzieci chwalone za „ciężką pracę i strategię”. Oznacza to, że model „wszyscy wygrywają” działa dobrze tylko wtedy, gdy podkreślamy, że wygraną jest włożony wysiłek, a nie sam fakt pojawienia się na zajęciach.

Czy te dwa podejścia da się ze sobą pogodzić?

Absolutnie tak. Rozwiązaniem nie jest skrajność, lecz model hybrydowy, który łączy wsparcie emocjonalne z nauką realizmu. Można to osiągnąć poprzez kilka prostych strategii, które godzą „docenianie każdego” z „nauką o porażce”.

1. Docenianie wysiłku zamiast rezultatu

Zamiast mówić „Wszyscy jesteście mistrzami świata”, instruktor może powiedzieć: „Każdy z was zrobił dziś ogromny postęp. Widziałem, jak Kasia walczyła z tym ćwiczeniem, a Tomek pomógł koledze”. W ten sposób nagradzamy konkretne postawy, które są przydatne w dorosłym życiu, nie zakłamując rzeczywistości, że każdy wykonał zadanie perfekcyjnie.

2. Stopniowanie trudności i rywalizacji

W edukacji istnieje pojęcie „rusztowania” (scaffolding). Na początku drogi (np. w grupie początkującej) nacisk kładziemy na zabawę i integrację, by zbudować pewność siebie. W miarę postępów wprowadzamy elementy zdrowej rywalizacji, gdzie punkty są liczone, a miejsca przyznawane. Dzięki temu dziecko nie zostaje rzucone na głęboką wodę, ale powoli uczy się pływać w coraz trudniejszych warunkach.

3. Nauka „dobrego przegrywania”

Można promować model, w którym każdy dostaje dyplom za udział, ale jednocześnie otwarcie rozmawiać o tym, kto i dlaczego zajął pierwsze miejsce. To świetna okazja, by pokazać dzieciom: „Zobaczcie, on trenował dodatkowo trzy razy w tygodniu, dlatego dziś był najszybszy. Jeśli chcecie taki wynik, wiecie, co trzeba zrobić”. To uczy, że sukces ma swoją cenę, ale nie odbiera wartości tym, którzy są na innym etapie drogi.

Kluczem jest narracja, a nie sam dyplom

Problem z modelem „wszyscy są zwycięzcami” pojawia się tylko wtedy, gdy staje się on pustym gestem, za którym nie idzie żadna lekcja. Jeśli dyplom za uczestnictwo jest traktowany jako „podziękowanie za zaangażowanie”, a nie „potwierdzenie bycia najlepszym”, to nie ma on niszczycielskiego wpływu na psychikę młodego człowieka.

Warto uświadomić krytykom, że radzenie sobie ze stresem nie polega na ciągłym wystawianiu dziecka na stres, ale na budowaniu w nim zasobów (pewności siebie, poczucia sprawstwa), które pozwolą mu ten stres udźwignąć, gdy nadejdzie czas prawdziwych wyzwań. Porażka boli najbardziej wtedy, gdy uderza w kogoś, kto nie ma fundamentów. Zajęcia pozalekcyjne oparte na wsparciu budują właśnie te fundamenty.

Podziel się z innymi: