Gość (37.30.*.*)
Często słyszymy od naszych dziadków czy starszych mentorów, że życie jest zbyt krótkie, by zamykać się w bezpiecznej bańce znanych nam smaków, miejsc i zachowań. To podejście, choć czasem irytujące dla młodszych pokoleń, ma swoje głębokie uzasadnienie zarówno w psychologii, jak i w biologii. Seniorzy, patrząc wstecz na dekady swoich doświadczeń, widzą świat z perspektywy, której nam często brakuje – perspektywy czasu, który nieubłaganie ucieka. Czy jednak rzeczywiście mają rację, twierdząc, że empiryczne sprawdzenie wszystkiego na własnej skórze jest jedyną drogą do poznania siebie?
Z punktu widzenia psychologii poznawczej, nasze przekonania na temat tego, co lubimy, a czego nie, często opierają się na uprzedzeniach lub tzw. neofobii, czyli lęku przed nowością. Szczególnie w przypadku jedzenia czy nowych aktywności, nasz mózg ma tendencję do wybierania tego, co bezpieczne i znane. Jednak mechanizm ten bywa zawodny.
Istnieje zjawisko zwane efektem czystej ekspozycji (mere-exposure effect). Polega ono na tym, że zaczynamy coś lubić tylko dlatego, że staje się nam to bliskie i znajome. Seniorzy, mówiąc „spróbuj, zanim ocenisz”, intuicyjnie zachęcają nas do przełamania bariery pierwszego oporu. Często okazuje się, że nasze wyobrażenie o danej rzeczy było błędne, a bezpośrednie doświadczenie całkowicie zmienia nasz punkt widzenia.
Warto jednak zachować zdrowy rozsądek. Nie musimy skakać z dachu, by wiedzieć, że grawitacja nam nie sprzyja, ani próbować substancji toksycznych, by przekonać się o ich szkodliwości. Mądrość starszych pokoleń odnosi się zazwyczaj do sfery rozwoju osobistego, relacji i doznań zmysłowych, a nie do igrania z oczywistym niebezpieczeństwem.
Czy wiesz, że Twoje preferencje smakowe nie są stałe? Komórki receptorowe na języku regenerują się średnio co 10 do 14 dni, a wraz z wiekiem ich liczba i wrażliwość ulegają zmianie. To dlatego coś, co nienawidziłeś jako dziecko (np. brukselka czy oliwki), po latach może stać się Twoim ulubionym przysmakiem. Osoby po osiemdziesiątce doskonale o tym wiedzą – ich podniebienie przeszło przez dziesiątki takich transformacji.
To jedno z najstarszych pytań filozoficznych, na które nauka znalazła dość konkretną odpowiedź. Badania prowadzone przez psychologów, m.in. przez Thomasa Gilovicha, wykazują ciekawą zależność między czasem a rodzajem odczuwanego żalu.
W krótkiej perspektywie czasowej (dni, tygodnie) częściej żałujemy działań, które podjęliśmy i które zakończyły się porażką lub wstydem. Przykładowo: żałujemy, że wysłaliśmy emocjonalnego SMS-a do byłego partnera albo że kupiliśmy niepotrzebny, drogi gadżet. Jest to tzw. żal za działanie.
Jednak w perspektywie długoterminowej – kiedy patrzymy na swoje życie z dystansu lat – sytuacja drastycznie się zmienia. Ludzie u schyłku życia niemal zawsze bardziej żałują rzeczy, których nie zrobili. Żałują niewykorzystanych szans, nieodbytych podróży, niewypowiedzianych słów miłości czy ryzyka, którego bali się podjąć. To tzw. żal za zaniechanie.
Istnieje kilka powodów, dla których „niezrobione” boli po latach bardziej:
Mądrość osób po osiemdziesiątce wynika z faktu, że widzą oni życie jako całość, a nie jako zbiór pojedynczych dni. Ich zachęta do próbowania nowych rzeczy to w rzeczywistości lekcja odwagi i otwartości.
Warto jednak pamiętać o kontekście. Dzisiejszy świat oferuje znacznie więcej bodźców i zagrożeń niż świat sprzed pół wieku. Kluczem jest znalezienie złotego środka. Próbowanie nowej kuchni, nauka języka w wieku 40 lat czy zmiana ścieżki zawodowej to obszary, w których zasada „lepiej spróbować i żałować” sprawdza się znakomicie. Z kolei w sytuacjach, gdzie stawką jest zdrowie psychiczne lub fizyczne, warto polegać na analitycznym myśleniu, a nie tylko na chęci kolekcjonowania doświadczeń.
Ostatecznie, życie składa się z historii, które będziemy opowiadać na starość. Jak pokazują badania nad satysfakcją z życia, najciekawsze opowieści rzadko zaczynają się od słów: „Postanowiłem zostać w domu i nic nie zmieniać”.