Gość (83.4.*.*)
Pamiętacie te czasy, gdy podczas gry w „państwa-miasta” litera „K” wywoływała lekką konsternację w kategorii państw? Przez dziesięciolecia polskie podwórka i szkolne ławki huczały od jednego z najbardziej klasycznych „sucharów”: „Jakie jest państwo w Europie na literę K? Kowalscy!”. Ten żart, choć prosty, opierał się na twardym fakcie geograficznym – w języku polskim po prostu nie istniało żadne europejskie państwo zaczynające się na tę literę. Wszystko zmieniło się jednak w lutym 2008 roku, kiedy to polityczna mapa Starego Kontynentu przeszła istotną transformację.
Aby zrozumieć fenomen żartu o Kowalskich, musimy cofnąć się do lekcji geografii sprzed 2008 roku. Kiedy szukaliśmy państw na „K”, nasze myśli krążyły wokół Kanady, Kenii, Kambodży czy Kolumbii. Wszystkie one leżały jednak daleko poza granicami Europy. W samej Europie mieliśmy co prawda miasta takie jak Kraków, Katowice czy Kijów, ale żadne suwerenne państwo nie pasowało do tego klucza.
Właśnie ta „dziura” w alfabetach geograficznych sprawiła, że odpowiedź „Kowalscy” stała się kultowa. Była to gra słów bazująca na najpopularniejszym polskim nazwisku, która wypełniała logiczną pustkę. Żart był tak zakorzeniony w popkulturze, że stał się niemal synonimem szkolnego sprytu.
Sytuacja zmieniła się diametralnie 17 lutego 2008 roku. To właśnie wtedy parlament w Prisztinie proklamował niepodległość Kosowa, odłączając się od Serbii. Choć proces ten był (i nadal jest) skomplikowany pod względem prawa międzynarodowego, dla przeciętnego gracza w „państwa-miasta” i twórcy żartów, rzeczywistość uległa zmianie.
Polska, jako jeden z wielu krajów, oficjalnie uznała niepodległość Republiki Kosowa już 26 lutego 2008 roku. W tym momencie w oficjalnym polskim nazewnictwie geograficznym pojawiło się państwo na literę „K” położone w Europie (dokładniej na Półwyspie Bałkańskim). Żart o Kowalskich stracił swoją rację bytu, ponieważ przestał opierać się na prawdzie – teraz poprawną, merytoryczną odpowiedzią stało się po prostu Kosowo.
Warto tutaj wspomnieć o pewnym geograficznym niuansie, który czasem pojawia się w dyskusjach. Chodzi o Kazachstan. Choć w większości leży on w Azji, około 12% jego terytorium znajduje się na zachód od rzeki Ural, czyli w Europie. Jednak w powszechnej świadomości i szkolnym nauczaniu Kazachstan zawsze był klasyfikowany jako państwo azjatyckie. Kosowo, leżące w samym sercu Bałkanów, nie pozostawiało już żadnych złudzeń – Europa zyskała swoje „K” bez żadnych gwiazdek i przypisów.
W świecie dyplomacji i geografii samo ogłoszenie niepodległości to często za mało. Aby dany byt pojawił się w atlasach i podręcznikach jako „państwo”, musi zostać uznany przez inne kraje. Gdyby Polska nie uznała Kosowa, w naszych szkołach nadal moglibyśmy twierdzić, że państwa na „K” w Europie nie ma.
Ponieważ jednak Polska uznała suwerenność Prisztiny, nazwa „Kosowo” weszła do oficjalnego wykazu nazw państw publikowanego przez Komisję Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej. Tym samym, użycie żartu o Kowalskich po 2008 roku stało się błędem merytorycznym, a sam żart przeszedł do lamusa jako relikt przeszłości.
Kosowo nie jest jedynym przypadkiem, który namieszał w grach towarzyskich. Podobne emocje budziły zawsze państwa na literę „C”. Przez lata jedynym wyborem był Cypr, co do którego lokalizacji (Europa czy Azja) geografowie i politycy spierają się do dziś (geograficznie Azja, politycznie i kulturowo Europa). Z kolei litera „Y” w języku polskim nadal pozostaje „pusta” w kategorii państw, co daje pole do popisu dla nowych pokoleń twórców sucharów.
Dziś, gdy ktoś pyta o państwo w Europie na „K”, odpowiedź „Kowalscy” wywołuje raczej nostalgiczny uśmiech niż salwy śmiechu. To fascynujący przykład na to, jak wielka polityka i zmiany na mapach świata potrafią w jednej chwili zdezaktualizować humor, który towarzyszył nam przez dekady.