Gość (83.4.*.*)
Temat Brexitu, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, to jedna z najbardziej polaryzujących debat w nowożytnej historii Europy. Choć od oficjalnego opuszczenia wspólnoty minęło już kilka lat, historycy, politolodzy i sami obywatele wciąż zadają sobie pytanie: czy ten scenariusz był nieunikniony? Zwolennicy tezy, że proces ten można było zatrzymać, wskazują na konkretne błędy polityczne, podczas gdy ich oponenci twierdzą, że brytyjski opór wobec Brukseli narastał od dekad i musiał znaleźć swoje ujście.
Wielu ekspertów uważa, że Brexit nie był wynikiem dziejowej konieczności, lecz splotem niefortunnych decyzji i błędów w komunikacji. Gdyby pewne elementy układanki potoczyły się inaczej, Wielka Brytania prawdopodobnie nadal byłaby członkiem UE.
Najczęściej przywoływanym argumentem jest sama decyzja ówczesnego premiera, Davida Camerona, o rozpisaniu referendum. Uważa się, że Cameron wykorzystał kwestię członkostwa w UE jako narzędzie wewnątrzpartyjnej walki, chcąc uciszyć eurosceptyczne skrzydło Partii Konserwatywnej oraz powstrzymać wzrost popularności partii UKIP. Krytycy twierdzą, że gdyby nie ta polityczna zagrywka, temat wyjścia z Unii nigdy nie trafiłby pod powszechne głosowanie, a status quo zostałoby zachowane.
Kampania na rzecz pozostania w Unii Europejskiej, znana jako „Stronger In”, skupiła się głównie na straszeniu negatywnymi konsekwencjami ekonomicznymi (co złośliwie nazwano „Projektem Strach”). Zabrakło w niej pozytywnego przekazu o korzyściach płynących z integracji, kulturze i wspólnych wartościach. Gdyby zwolennicy Unii potrafili wzbudzić w Brytyjczykach entuzjazm, zamiast tylko lęku przed droższymi wakacjami, wynik mógłby być inny – zwłaszcza że różnica głosów była minimalna (51,9% do 48,1%).
Część analityków wskazuje, że Unia Europejska mogła pójść na większe ustępstwa podczas negocjacji z Cameronem przed referendum. Gdyby Londyn otrzymał wyraźniejsze gwarancje dotyczące ograniczenia swobody przepływu osób lub większą autonomię w kwestiach socjalnych, premier miałby w ręku silniejsze argumenty, by przekonać niezdecydowanych wyborców.
Z drugiej strony barykady stoją ci, którzy uważają, że Wielka Brytania od zawsze była „trudnym dzieckiem” Europy. Według nich referendum było tylko katalizatorem procesów, które trwały od lat 70. XX wieku.
Wielka Brytania nigdy w pełni nie zintegrowała się z europejskim projektem politycznym. Nie przyjęła waluty euro, nie przystąpiła do strefy Schengen i zawsze podkreślała swoją odrębność. Dla wielu Brytyjczyków Unia była przede wszystkim projektem gospodarczym, a nie politycznym. Narastające poczucie utraty suwerenności na rzecz „niepotrzebnych urzędników z Brukseli” budowało fundament pod Brexit przez dziesięciolecia.
Moment przeprowadzenia referendum (czerwiec 2016) zbiegł się w czasie z ogromnym kryzysem migracyjnym w Europie. Obrazy tysięcy ludzi przekraczających granice UE stały się paliwem dla kampanii „Leave”. Argument o „odzyskaniu kontroli nad granicami” trafił na niezwykle podatny grunt, a lęk przed niekontrolowaną imigracją stał się kluczowym czynnikiem, którego prawdopodobnie nie udałoby się zneutralizować żadnymi argumentami ekonomicznymi.
Brexit był często interpretowany jako bunt przeciwko elitom z Londynu. Mieszkańcy mniejszych miast i regionów dotkniętych deindustrializacją czuli, że globalizacja i członkostwo w UE im nie służą. Dla nich głos za wyjściem był formą protestu przeciwko systemowi, który ich zdaniem ich ignorował. To głębokie pęknięcie społeczne sprawiało, że jakakolwiek próba zatrzymania Brexitu mogłaby doprowadzić do jeszcze większych niepokojów społecznych.
Po ogłoszeniu wyników w 2016 roku, przez kilka lat trwała batalia o tzw. „People’s Vote”, czyli drugie referendum. Argumentowano, że skoro obywatele wiedzą już, jak skomplikowany i kosztowny jest proces wychodzenia, powinni mieć prawo do zmiany zdania.
Zwolennicy tej tezy uważają, że gdyby Theresa May lub brytyjski parlament zdecydowali się na ponowne głosowanie w 2018 lub 2019 roku, wynik prawdopodobnie byłby odwrotny. Przeciwnicy twierdzą jednak, że zignorowanie wyników pierwszego głosowania byłoby „zbrodnią na demokracji” i mogłoby doprowadzić do zamieszek oraz całkowitego upadku zaufania do państwa.
W kontekście zapobiegania Brexitowi często pojawia się wątek nowoczesnych technologii. Do dziś trwają spory o to, jak duży wpływ na wynik miały precyzyjnie targetowane reklamy w mediach społecznościowych, oparte na danych pozyskanych przez firmę Cambridge Analytica. Niektórzy twierdzą, że gdyby przepisy o ochronie danych były wówczas bardziej rygorystyczne, manipulacja nastrojami społecznymi na taką skalę nie byłaby możliwa, co mogłoby uratować członkostwo Wielkiej Brytanii w UE.
Ostatecznie Brexit stał się faktem 31 stycznia 2020 roku. Czy można było mu zapobiec? Historia sugeruje, że przy innym przywództwie i lepszej komunikacji było to możliwe, ale jednocześnie głębokie przyczyny społeczne i historyczne sprawiały, że Wielka Brytania od dawna dryfowała z dala od kontynentu. Wyjście z Unii nie było więc tylko błędem jednej nocy, ale wynikiem wieloletniego procesu, który w 2016 roku znalazł swój punkt kulminacyjny.