Gość (37.30.*.*)
Przywilej koszycki z 1374 roku to jeden z najważniejszych momentów w historii Polski. Ludwik Węgierski, chcąc zapewnić sukcesję tronu jednej ze swoich córek, poszedł na ogromne ustępstwa wobec szlachty, redukując podatek poradlne z 12 groszy do zaledwie 2 groszy z łanu osiadłego. Propozycja modyfikacji tych zapisów o dodatkowe dziesiętne części grosza, opłaty od klasztorów, miast i rynków oraz specyficzne zapisy polityczne dotyczące Halicza brzmi jak próba „uszczelnienia” systemu. Czy jednak te zmiany faktycznie napełniłyby królewski skarbiec i wzmocniły władzę monarchy? Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Zacznijmy od najbardziej masowego źródła dochodu – podatku od łanu. W historycznym przywileju koszyckim stawkę ustalono na 2 grosze. Podniesienie jej do 2,1 grosza wydaje się kosmetyczną zmianą, ale w skali całego państwa liczby zaczynają wyglądać inaczej.
Załóżmy dla uproszczenia, że w ówczesnej Polsce było około 200 000 łanów uprawnych podlegających opodatkowaniu (liczba ta jest szacunkowa, gdyż dokładne dane katastralne z XIV wieku nie istnieją).
Zysk króla to dodatkowe 20 000 groszy praskich. Biorąc pod uwagę, że grosz praski zawierał wtedy około 3,7 grama srebra, mówimy o dodatkowych 74 kilogramach czystego kruszcu rocznie. To kwota niebagatelna, pozwalająca na opłacenie sporego oddziału najemników lub renowację zamku, ale czy „znacząco” poprawiłaby pozycję króla? Raczej nie – wciąż byłaby to kwota o wiele niższa niż 12 groszy pobierane przed 1374 rokiem.
Wprowadzenie stałych opłat od miast (100 lub 200 groszy) oraz klasztorów (6,5 grosza) to próba dywersyfikacji przychodów.
Zapis o tym, że wojewodą halickim może zostać wyłącznie osoba wyznania prawosławnego, to czysta gra polityczna, a nie ekonomiczna. Ruś Czerwona (z Haliczem na czele) została przyłączona do Polski stosunkowo niedawno przez Kazimierza Wielkiego.
Taki zapis w przywileju:
Warto pamiętać, że łan nie był jednostką stałą. W średniowiecznej Polsce wyróżniano m.in. łan frankoński (ok. 24 hektary) oraz mniejszy łan chełmiński (ok. 17 hektarów). To, ile król realnie zarabiał, zależało więc nie tylko od stawki groszowej, ale i od tego, jaką miarę stosowano w danym regionie!
Podsumowując, proponowane zmiany finansowe (dodatkowe ułamki grosza, opłaty miejskie i targowe) poprawiłyby stan skarbu, ale nie na tyle, by uniezależnić króla od woli szlachty. Prawdziwym problemem Ludwika Węgierskiego nie był brak kilku tysięcy groszy, lecz fakt, że musiał on „kupować” zgodę na sukcesję swoich córek, co trwale osłabiło pozycję monarchii w Polsce.
Wprowadzenie prawosławnego wojewody w Haliczu byłoby ruchem rewolucyjnym. Mogłoby to stworzyć fundament pod zupełnie inną strukturę państwa – bardziej wielokulturową i tolerancyjną już w XIV wieku, co być może zapobiegłoby wielu konfliktom na tle religijnym w przyszłości. Jednak z perspektywy XIV-wiecznego władcy, takie ustępstwo mogło być odebrane jako słabość, a nie dalekowzroczność.
Ostatecznie, choć król byłby nieco bogatszy, jego pozycja ustrojowa pozostałaby podobna – wciąż byłby zakładnikiem przywilejów, które sam nadał, by ratować dynastyczne interesy Anjou.