Gość (37.30.*.*)
Wielu z nas dorastało w przekonaniu, że śpiew to dar, z którym trzeba się urodzić. Często słyszymy: „on ma talent” albo „ona ma słuch absolutny”, co sugeruje, że cała reszta populacji jest skazana na nucenie pod prysznicem w samotności. Prawda jest jednak znacznie bardziej optymistyczna, szczególnie gdy mowa o chórze bezsłownym (ang. wordless chorus). Odpowiedź na pytanie, czy niemal każdy może nauczyć się w nim śpiewać, brzmi: tak, to w dużej mierze fakt, a nie mit, choć z kilkoma istotnymi zastrzeżeniami.
Z punktu widzenia fizjologii, śpiewanie jest czynnością mięśniową, bardzo podobną do chodzenia czy pisania. Jeśli Twoje struny głosowe są zdrowe (brak problemów z mową) i Twój mózg potrafi przetwarzać dźwięki (brak problemów ze słuchem), posiadasz cały niezbędny „sprzęt” do nauki.
W chórze bezsłownym, gdzie wykonuje się wokalizy oparte na samogłoskach (np. „a”, „o”, „u”) lub onomatopejach, odpada jedna z trudniejszych barier: dykcja i artykulacja skomplikowanych tekstów. Pozwala to skupić się wyłącznie na intonacji, czyli trafianiu w dźwięki, oraz na barwie głosu. Dla osób początkujących jest to często znacznie łatwiejsza droga wejścia w świat muzyki zespołowej.
Warunek braku problemów ze słuchem i mową jest kluczowy, ponieważ śpiew opiera się na tzw. pętli słuchowo-głosowej. Mechanizm ten działa następująco:
Jeśli ten system działa sprawnie, nauka śpiewu jest kwestią treningu i koordynacji. Młode osoby mają tutaj dodatkową przewagę dzięki większej plastyczności mózgu i krtani, która nie jest jeszcze „usztywniona” wieloletnimi nawykami napięciowymi. Chór bezsłowny jest idealnym miejscem do szlifowania tej koordynacji, ponieważ grupa pomaga „nastroić” własny głos do reszty wykonawców.
Istnieje rzadkie zaburzenie zwane amuzją (dotyczy ok. 4% populacji), potocznie nazywane głuchotą tonową. Osoby z amuzją rzeczywiście mają problem z rozpoznaniem różnic w wysokości dźwięków, co sprawia, że nauka śpiewu jest dla nich ekstremalnie trudna lub wręcz niemożliwa. Jednak większość osób, które twierdzą, że „słoń nadepnął im na ucho”, w rzeczywistości ma po prostu niewyćwiczony słuch muzyczny, a nie amuzję.
Śpiewanie bez słów, często spotykane w muzyce filmowej, etnicznej czy współczesnej kompozycji chóralnej, kładzie nacisk na czystą emocję i teksturę dźwięku. Dla młodej osoby, która dopiero zaczyna swoją przygodę z muzyką, taka forma jest niezwykle rozwijająca z kilku powodów:
Warto tutaj postawić wyraźną granicę: nauka śpiewu w chórze a kariera solowa na światowym poziomie to dwie różne rzeczy. O ile niemal każdy (przy braku przeciwwskazań zdrowotnych) może nauczyć się czysto śpiewać w zespole i czerpać z tego ogromną satysfakcję, o tyle posiadanie wyjątkowej, „gwiazdorskiej” barwy głosu czy niesamowitej skali jest już kwestią indywidualnych uwarunkowań anatomicznych.
Niemniej jednak, w kontekście chóru bezsłownego, najważniejsza jest umiejętność dopasowania się (tzw. blending). W grupie głosy zlewają się w jedno, a drobne niedoskonałości poszczególnych osób stają się niesłyszalne, tworząc potężne, eteryczne brzmienie.
Jeśli jesteś młodą osobą i chcesz spróbować swoich sił, pamiętaj, że śpiew to w 90% praca, a w 10% predyspozycje. Pierwszym krokiem w chórze bezsłownym jest zazwyczaj nauka poprawnego oddychania i tzw. mruczanda (humming). To najbezpieczniejszy sposób na „rozgrzanie” mechanizmu głosowego.
Podsumowując, twierdzenie, że każda zdrowa osoba może nauczyć się śpiewać w chórze bezsłownym, jest prawdą. Wymaga to jedynie cierpliwości, dobrego prowadzącego i przełamania psychicznej bariery wstydu. Muzyka jest naturalnym językiem człowieka, a słowa wcale nie są potrzebne, by wyrazić w niej piękno.