Gość (83.4.*.*)
Wiele osób, myśląc o europejskim wsparciu dla krajów afrykańskich, automatycznie kieruje wzrok w stronę Brukseli. Unia Europejska jest rzeczywiście największym darczyńcą na świecie, ale system pomocy rozwojowej jest znacznie bardziej złożony. Istnieją organizacje, które zrzeszają bogate kraje Europy i przekazują fundusze do Afryki, omijając struktury unijne. Choć nie jest to jedna, gigantyczna instytucja obejmująca cały kontynent, kilka podmiotów idealnie wpisuje się w ten model.
Najlepszym przykładem międzynarodowej organizacji rządowej, która działa w 100% poza strukturami UE, jest Nordic Development Fund (Nordycki Fundusz Rozwoju). Został on założony przez pięć państw: Danię, Finlandię, Islandię, Norwegię i Szwecję. Choć większość tych krajów należy do UE (z wyjątkiem Norwegii i Islandii), NDF jest całkowicie niezależną instytucją finansową z siedzibą w Helsinkach.
Fundusz ten koncentruje się przede wszystkim na krajach o niskich dochodach, ze szczególnym uwzględnieniem Afryki Subsaharyjskiej. Jego głównym celem jest walka ze zmianami klimatu oraz wspieranie zrównoważonego rozwoju. NDF finansuje projekty poprzez granty, pożyczki preferencyjne oraz inwestycje kapitałowe. Co istotne, pieniądze pochodzą bezpośrednio z budżetów państw nordyckich, a decyzje o ich przyznaniu zapadają wewnątrz organizacji, bez pośrednictwa Komisji Europejskiej.
Inną ważną instytucją jest Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ Unia Europejska oraz Europejski Bank Inwestycyjny są jego udziałowcami, ale sam EBRD jest odrębną organizacją międzynarodową powołaną na mocy traktatu.
EBRD, który pierwotnie miał pomagać krajom postkomunistycznym, od lat rozszerza swoją działalność na Afrykę Północną (region SEMED – Southern and Eastern Mediterranean). Obecnie finansuje ogromne projekty infrastrukturalne i energetyczne w takich krajach jak Egipt, Maroko czy Tunezja. Środki pochodzą od kilkudziesięciu państw-udziałowców, w tym tych najbogatszych z Europy, a bank operuje na zasadach komercyjnych i rozwojowych, zachowując autonomię decyzyjną wobec organów UE.
Można zadać sobie pytanie: po co tworzyć osobne organizacje, skoro istnieje potężna machina unijna? Powodów jest kilka:
Choć nie jest to organizacja finansująca w tradycyjnym sensie (nie wypłaca gotówki), warto wspomnieć o Klubie Paryskim. To nieformalna grupa urzędników z bogatych krajów wierzycielskich (głównie europejskich), która zajmuje się restrukturyzacją długów krajów rozwijających się, w tym wielu państw afrykańskich. To właśnie tam zapadają kluczowe decyzje o umarzaniu miliardów dolarów długu, co de facto jest formą ogromnego wsparcia finansowego, odbywającego się całkowicie poza ramami Unii Europejskiej.
Warto pamiętać, że największa część funduszy płynących z bogatej Europy do Afryki (poza UE) to tzw. pomoc bilateralna. Państwa takie jak Szwajcaria (poprzez SDC), Wielka Brytania (poprzez FCDO) czy Norwegia (poprzez NORAD) przekazują miliardy euro bezpośrednio rządom afrykańskim lub lokalnym organizacjom pozarządowym. Jest to pomoc "z rządu do rządu", która stanowi fundament europejskiej obecności w Afryce, niezależnie od wspólnej polityki unijnej.