Gość (37.30.*.*)
Wielu rodziców i wychowawców zastanawia się, czy to, co wpoimy dziecku w pierwszych latach życia, rzeczywiście zostaje z nim na zawsze. Twierdzenie, że doświadczenia zebrane do około 7. lub 10. roku życia stanowią nienaruszalny fundament naszej osobowości, jest w dużej mierze uznawane przez psychologów za prawdę, choć z pewnymi istotnymi zastrzeżeniami. Nie jest to „wyrok”, od którego nie ma ucieczki, ale raczej „ustawienia fabryczne” organizmu, które determinują, co w dorosłym życiu uznamy za oczywiste, bezpieczne i naturalne.
Z punktu widzenia neuropsychologii, mózg dziecka w wieku do 7-10 lat jest niezwykle plastyczny, ale jednocześnie działa nieco inaczej niż mózg dorosłego. W tym okresie dominuje uczenie się przez modelowanie i emocje, a nie przez logiczną analizę. Dziecko nie podważa zasad narzuconych przez opiekunów, ponieważ jego przetrwanie zależy od dopasowania się do grupy (rodziny).
Psychologia rozwojowa wskazuje, że do około 7. roku życia dziecko znajduje się w fazie, którą Jean Piaget nazywał stadium przedoperacyjnym lub początkiem operacji konkretnych. W tym czasie kształtują się tzw. schematy poznawcze. Jeśli dziecko jest karane staniem w kącie za każdym razem, gdy wyrazi złość, jego mózg zapisuje prostą informację: „złość jest zła i prowadzi do izolacji”. Ta informacja nie jest przetwarzana logicznie – ona staje się częścią „oprogramowania” systemu nerwowego.
Mechanizm, o który pytasz, opiera się na kilku filarach psychologicznych. To one sprawiają, że dorosły człowiek często nie wie, dlaczego zachowuje się w określony sposób – po prostu czuje, że „tak się robi”.
Zgodnie z teorią przywiązania Johna Bowlby’ego, dziecko buduje tzw. wewnętrzne modele operacyjne siebie i świata. Jeśli opiekunowie dbają o higienę, są przewidywalni i szanują granice dziecka, ono uczy się, że świat jest bezpieczny, a dbanie o siebie to standard. Te modele działają podświadomie. W dorosłości taka osoba nie zastanawia się, czy warto myć zęby lub planować dzień – to jest jej „naturalny stan”.
Większość doświadczeń z wczesnego dzieciństwa zapisuje się w pamięci ukrytej. W przeciwieństwie do pamięci deklaratywnej (gdzie pamiętamy konkretne fakty), pamięć ukryta przechowuje nawyki i reakcje emocjonalne. Dlatego dorosły, który jako dziecko był uciszany („zakaz krzyczenia”), może odczuwać fizyczny ścisk w gardle lub lęk, gdy musi publicznie zabrać głos, nawet jeśli racjonalnie wie, że nic mu nie grozi.
Dziecko do około 7. roku życia nie posiada w pełni wykształconego krytycyzmu. Przyjmuje światopogląd rodziców jako jedyną istniejącą prawdę. Jeśli w domu panował rygor i „stanie w kącie” było normą, dziecko nie myśli: „moi rodzice mają przestarzałe metody wychowawcze”. Ono myśli: „tak wygląda świat”. To sprawia, że te wzorce są tak trudne do podważenia w przyszłości – są one fundamentem, na którym budowana jest cała reszta tożsamości.
Granica 10. roku życia jest często przywoływana, ponieważ zbiega się z początkiem dojrzewania i rozwojem myślenia abstrakcyjnego. To wtedy młody człowiek zaczyna kwestionować autorytety. Jednak psycholodzy zauważają, że nawet jeśli nastolatek buntuje się przeciwko rodzicom, to w sytuacjach stresowych lub w dorosłym życiu, gdy zakłada własną rodzinę, często „automatycznie” powiela schematy wyniesione z domu.
To zjawisko nazywamy transgeneracyjnym przekazem wzorców. Bez głębokiej autorefleksji lub terapii, mamy tendencję do traktowania naszych wczesnych doświadczeń jako „przezroczystych” – nie widzimy ich, bo są dla nas jak powietrze, którym oddychamy.
Choć wczesne doświadczenia są traktowane jako naturalne, współczesna psychologia podkreśla rolę neuroplastyczności. Możemy „nadpisać” stare schematy, ale wymaga to ogromnego wysiłku i zazwyczaj dzieje się to w procesie psychoterapii.
Warto wspomnieć o słynnym jezuickim powiedzeniu: „Dajcie mi dziecko przez pierwsze siedem lat, a ja wam dam człowieka”. Choć brzmi to radykalnie, współczesna nauka o rozwoju mózgu w dużej mierze potwierdza tę intuicję. Badania podłużne (trwające wiele lat, np. słynny brytyjski projekt „Up Series”) pokazują, że status społeczny, pewność siebie i podstawowe nawyki zdrowotne dorosłych są silnie skorelowane z ich sytuacją i wychowaniem właśnie do 7. roku życia.
W praktyce pedagogicznej oznacza to, że nauka skupienia, higieny czy regulacji emocji w tym wieku nie jest tylko „lekcją”, ale dosłownym rzeźbieniem fizycznej struktury mózgu dziecka, która będzie mu służyć (lub go ograniczać) przez resztę życia.