Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie ewolucyjną aktualizację ludzkiego organizmu – taką wersję „Human 1.1”. Zmiany, o które pytasz, wydają się subtelne, ale w skali całego życia i populacji mogłyby wywołać prawdziwą rewolucję w tym, jak wyglądamy, jak jemy i jak radzimy sobie z wysiłkiem fizycznym. Choć dodatkowe 50 ml pojemności płuc czy nieco szersze żyły brzmią jak kosmetyka, to w połączeniu z wolniejszym mechanizmem sytości tworzą mieszankę, która mogłaby znacząco wpłynąć na naszą cywilizację.
Pierwszą i najbardziej odczuwalną zmianą byłaby nasza wydajność metaboliczna. Obecnie cukry (węglowodany) dostarczają nam około 4 kcal z 1 grama. Dodatkowe 0,1 kcal oznacza wzrost wydajności o 2,5%. To może wydawać się mało, ale spójrzmy na to matematycznie w skali roku.
Krótkie obliczenie:
Do tego dochodzi metabolizm aldehydu octowego. Obecnie jest on toksycznym produktem ubocznym rozkładu alkoholu, którego organizm chce się jak najszybciej pozbyć. Gdybyśmy potrafili odzyskać z niego 1,2 kcal z grama, picie alkoholu stałoby się jeszcze bardziej kaloryczne, a proces „trzeźwienia” dostarczałby nam dodatkowego paliwa. Mogłoby to paradoksalnie zmniejszyć negatywne odczucia energetyczne po spożyciu procentów, ale jednocześnie drastycznie zwiększyłoby ryzyko nadwagi u osób pijących okazjonalnie.
Najbardziej drastyczną zmianą w tym scenariuszu jest 1,2 raza wolniejszy mechanizm sytości. Oznacza to, że sygnał „jestem pełny” dociera do mózgu o 20% później niż obecnie. W praktyce, zamiast przestać jeść po 20 minutach, jedlibyśmy przez 24 minuty.
W połączeniu z większym o 50 ml żołądkiem, który pozwala fizycznie pomieścić więcej pokarmu, oraz wyższą kalorycznością cukrów, ludzkość stanęłaby przed ogromnym problemem otyłości. Nasz organizm byłby zaprogramowany na gromadzenie zapasów znacznie skuteczniej niż teraz, co w świecie nieograniczonego dostępu do żywności byłoby ewolucyjną pułapką. Prawdopodobnie standardem stałyby się mniejsze talerze i restrykcyjne liczenie kalorii, by zrównoważyć te „usprawnienia”.
Ciekawie prezentuje się kwestia zmian anatomicznych u co drugiej osoby. Powiększenie serca i śledziony o 0,5% oraz poszerzenie naczyń krwionośnych o 0,03 mm to zmiany, które dla przeciętnego kanapowca są nieodczuwalne, ale dla sportowców stanowią ogromną różnicę.
W sporcie zawodowym, gdzie o medalu decydują ułamki sekund, te 0,5% większe serce i 50 ml dodatkowego tlenu w płucach stworzyłoby naturalną elitę genetyczną. Co drugi człowiek rodziłby się z „wbudowanym” bonusem do wytrzymałości.
Z punktu widzenia przetrwania w trudnych warunkach (brak jedzenia, konieczność ucieczki przed drapieżnikiem) – zdecydowanie tak. Bylibyśmy maszynami do oszczędzania energii i wydajniejszego biegania. Jednak w dzisiejszym świecie, gdzie największym zagrożeniem są choroby cywilizacyjne, te zmiany mogłyby przynieść więcej szkód niż pożytku.
Ciekawostka:
Warto zauważyć, że ewolucja już raz „wyposażyła” nas w podobne mechanizmy. Ludzie żyjący na dużych wysokościach, np. w Tybecie czy Andach, mają naturalnie większą pojemność płuc i klatki piersiowej oraz inny metabolizm tlenowy. Twoja wizja to w pewnym sensie próba zaimplementowania takich cech u całej populacji, wzbogacona o większą wydajność kaloryczną.
Podsumowując, bylibyśmy gatunkiem o nieco większym potencjale sportowym, ale jednocześnie znacznie bardziej podatnym na tycie. Walka z pokusą zjedzenia „jeszcze jednego kęsa” stałoby się naszym głównym wyzwaniem biologicznym, ponieważ nasz żołądek byłby większy, a mózg informowałby o sytości zbyt późno.