Gość (37.30.*.*)
Wokół kaszy manny narosło mnóstwo mitów, które sprawiają, że wielu z nas spogląda na nią z lekką nieufnością. Z jednej strony kojarzy się z beztroskim dzieciństwem i ciepłym śniadaniem, z drugiej – w dobie mody na produkty „superfoods” i pełnoziarniste zboża – bywa spychana na boczny tor jako produkt bezwartościowy. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z wielkim oszustwem producentów żywności, a sama kasza to tylko „puste kalorie”? Prawda jest znacznie bardziej złożona i ciekawsza, niż mogłoby się wydawać.
Zacznijmy od wyjaśnienia kwestii „prawdziwości” tej kaszy. Kasza manna nie jest produktem syntetycznym ani wymysłem speców od reklamy. To najprawdziwszy produkt zbożowy, który powstaje podczas przemiału pszenicy na mąkę. Można powiedzieć, że jest to produkt uboczny tego procesu, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu.
Podczas mielenia ziarna pszenicy otrzymuje się mąkę o różnej grubości. Kasza manna to po prostu drobne cząsteczki bielma (wnętrza ziarna), które nie zostały zmielone tak drobno jak mąka, ale są znacznie mniejsze niż np. kasza pęczak czy gryczana. Zatem technicznie rzecz biorąc, jest to najdrobniejsza z kasz pszennych. Twierdzenie, że jej nazwa to chwyt marketingowy, jest błędne – nazwa ta funkcjonuje w języku polskim od pokoleń i precyzyjnie określa konkretną frakcję przemiału pszenicy.
To pytanie, na które nie ma jednej, prostej odpowiedzi typu „tak” lub „nie”. Wszystko zależy od tego, czego szukamy w diecie i jaki jest nasz stan zdrowia. Kasza manna ma swoje wady, ale posiada też unikalne zalety, których próżno szukać w grubych kaszach.
Głównym zarzutem wobec kaszy manny jest jej wysoki stopień przetworzenia. Ponieważ powstaje z samego bielma, jest pozbawiona okrywy owocowo-nasiennej (otrębów), w której znajduje się najwięcej błonnika, witamin i minerałów. Ma też stosunkowo wysoki indeks glikemiczny (IG ok. 60-70 po ugotowaniu), co oznacza, że szybko podnosi poziom cukru we krwi. Dla osób z cukrzycą lub insulinoopornością rzeczywiście nie będzie to najlepszy wybór.
Z drugiej strony, to właśnie ta „lekkość” jest jej największym atutem. Kasza manna jest niezwykle lekkostrawna. Jest idealnym elementem diety dla osób z problemami układu pokarmowego, po operacjach, przy chorobach wrzodowych czy stanach zapalnych jelit. Nie obciąża żołądka, a jednocześnie dostarcza energii.
Mimo że ustępuje polom kaszy gryczanej pod względem błonnika, kasza manna zawiera:
Czy nazwa „kasza” dla manny to manipulacja? Absolutnie nie. W klasyfikacji towaroznawczej kasze dzieli się na grube, średnie i drobne. Manna po prostu zamyka tę skalę. Warto jednak wiedzieć, że na rynku istnieje produkt o nazwie „kuskus”, który często mylimy z kaszą, a który procesem produkcji przypomina bardziej makaron (jest wytwarzany z mąki pszennej i wody). Kasza manna jest natomiast czystym ziarnem (bielmem), bez żadnych dodatków.
Ciekawostką jest fakt, że kasza manna bywa wzbogacana. W wielu krajach producenci dodają do niej witaminy i minerały (np. żelazo czy kwas foliowy), aby zrekompensować straty powstałe podczas przemiału. W Polsce najczęściej spotykamy wersję naturalną lub błyskawiczną (preparowaną termicznie, by gotowała się szybciej).
Zamiast skreślać ją z jadłospisu, warto zastanowić się, kiedy może nam pomóc. Będzie doskonałym wyborem dla:
Podsumowując, kasza manna to pełnoprawny produkt zbożowy. Nie jest „superfoodem” w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, ale nie jest też trucizną. Jeśli nie masz problemów z gospodarką cukrową i nie cierpisz na celiakię (zawiera gluten), miseczka kaszy manny z owocami raz na jakiś czas na pewno Ci nie zaszkodzi, a może być miłą odmianą dla cięższych posiłków. Jak we wszystkim w dietetyce – kluczem jest umiar i różnorodność.