Gość (37.30.*.*)
Większość z nas przyzwyczaiła się do prostego schematu: idziemy do lokalu wyborczego, stawiamy krzyżyk przy nazwisku kandydata, a potem wygrywa ten, kto zebrał najwięcej głosów. Jednak historia i współczesna polityka pokazują, że ludzka kreatywność w wymyślaniu sposobów na wyłanianie liderów nie zna granic. Niektóre z tych systemów przypominają skomplikowane gry planszowe, inne opierają się na czystym losie, a ich uzasadnienia bywają równie fascynujące, co same zasady.
Jednym z najbardziej skomplikowanych systemów w historii był ten stosowany w Republice Weneckiej przy wyborze Doży. Proces ten, udoskonalany przez wieki, miał jeden główny cel: uniemożliwić jakiejkolwiek potężnej rodzinie przejęcie pełnej kontroli nad państwem poprzez korupcję lub zastraszanie.
Wybory składały się z aż dziesięciu etapów, które mieszały głosowanie z losowaniem (sortycją). Wyglądało to mniej więcej tak:
Ostatecznie grupa 41 elektorów wybierała Dożę większością co najmniej 25 głosów. Uzasadnienie? Matematyczne prawdopodobieństwo przekupienia tak wielu losowo wybranych osób w tak wielu etapach było bliskie zeru. System ten przetrwał ponad 500 lat, co czyni go jednym z najstabilniejszych w historii.
Dla współczesnego człowieka wybory to fundament demokracji. Jednak dla starożytnych Ateńczyków wybory były... arystokratyczne. Uważali oni, że głosowanie faworyzuje osoby bogate, elokwentne i znane. Prawdziwa demokracja opierała się dla nich na sortycji, czyli losowaniu urzędników.
Używano do tego specjalnego urządzenia zwanego kleroterionem. Była to kamienna płyta z nacięciami, do których wkładano tabliczki z imionami obywateli, a następnie za pomocą białych i czarnych kulek losowano, kto obejmie dany urząd. Uzasadnieniem była absolutna równość – każdy obywatel, niezależnie od majątku czy talentów oratorskich, miał taką samą szansę na służbę państwu. Zapobiegało to również tworzeniu się zawodowych elit politycznych.
San Marino, jedna z najstarszych republik świata, ma system, który może wydawać się nieefektywny, ale w ich kulturze sprawdza się znakomicie. Państwem rządzi nie jeden prezydent, a dwóch tzw. Kapitanów Regentów (Capitani Reggenti).
Co w tym dziwnego? Ich kadencja trwa zaledwie sześć miesięcy. Wybierani są przez parlament co pół roku (1 kwietnia i 1 października). Uzasadnienie tego systemu sięga czasów rzymskich i idei konsulatu – posiadanie dwóch liderów ma zapewniać wzajemną kontrolę (system "checks and balances"), a krótka kadencja zapobiega dyktaturze i nadużyciom władzy. W tak małym państwie pozwala to również dużej części obywateli na bezpośredni udział w sprawowaniu najwyższej władzy.
Współcześnie w Irlandii czy na Malcie stosuje się system Pojedynczego Głosu Przechodniego (STV – Single Transferable Vote). Dla postronnego obserwatora liczenie głosów w tym systemie wygląda jak wyższa matematyka.
Wyborca nie stawia jednego krzyżyka, ale szereguje kandydatów według preferencji (1, 2, 3...). Aby zdobyć mandat, kandydat musi osiągnąć tzw. kwotę (wynikającą z matematycznego wzoru Droopa). Jeśli kandydat ma więcej głosów, niż potrzebuje, nadwyżka jest przekazywana kandydatom wskazanym na drugich miejscach. Jeśli nikt nie osiąga kwoty, najsłabszy kandydat odpada, a jego głosy trafiają do kolejnych osób na liście.
Matematyczne wyjaśnienie kwoty Droopa:
Aby obliczyć, ile głosów potrzeba do zdobycia mandatu, stosuje się wzór:
$$Q = \left( \frac{V}{S + 1} \right) + 1$$
Gdzie:
Uzasadnienie? System ten ma minimalizować liczbę "głosów zmarnowanych" i sprawiać, by skład parlamentu jak najdokładniej odzwierciedlał rzeczywiste sympatie społeczeństwa, a nie tylko dominację największej partii.
W Hongkongu istnieje unikalny system tzw. okręgów funkcjonalnych (Functional Constituencies). Obok tradycyjnych okręgów geograficznych, gdzie głosują obywatele, istnieją mandaty przypisane do konkretnych sektorów gospodarki i grup zawodowych.
Swoich przedstawicieli wybierają m.in. sektor bankowy, turystyczny, edukacyjny czy rolniczy. Co ciekawe, w niektórych z tych okręgów głosują nie tylko ludzie, ale również... firmy i instytucje (osoby prawne). Uzasadnieniem tego systemu (promowanym głównie przez zwolenników obecnego status quo) jest zapewnienie, że kluczowe dla gospodarki sektory będą miały bezpośredni wpływ na prawo, co ma gwarantować stabilność ekonomiczną regionu.
W Watykanie podczas konklawe nie ma kampanii wyborczej, debat telewizyjnych ani sondaży. Kardynałowie są zamknięci w Kaplicy Sykstyńskiej (klauzura), a jedynym sygnałem dla świata o wyniku głosowania jest kolor dymu wydobywającego się z komina. Biały dym oznacza, że wybrano papieża, czarny – że głosowanie trzeba powtórzyć. To jeden z najstarszych i najbardziej tajnych systemów wyborczych, który przetrwał niemal w niezmienionej formie od wieków.
Patrząc na te przykłady, można dojść do wniosku, że "dziwność" systemu wyborczego zazwyczaj wynika z próby rozwiązania konkretnego problemu historycznego. W Wenecji była to korupcja, w San Marino strach przed tyranią, a w Irlandii chęć oddania głosu mniejszościom. Choć dla nas mogą wydawać się egzotyczne, dla społeczności, które ich używają, są fundamentem ich tożsamości politycznej i gwarantem stabilności.