Gość (37.30.*.*)
Debata na temat kondycji europejskiej gospodarki i kierunku, w jakim zmierza Unia Europejska, od lat rozpala emocje. Jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów wobec partii lewicowych jest twierdzenie, że ich polityka – oparta na wysokich podatkach i restrykcyjnych regulacjach – doprowadzi do exodusu przedsiębiorców. Warto jednak przyjrzeć się temu zagadnieniu głębiej, aby zrozumieć, jaka logika stoi za programami gospodarczymi współczesnej lewicy i jak zamierza ona finansować swoje obietnice w zmieniającym się świecie.
Wizja ekonomiczna europejskiej lewicy nie opiera się na chęci zniszczenia przedsiębiorczości, lecz na przekonaniu, że owoce wzrostu gospodarczego powinny być dzielone bardziej sprawiedliwie. Według tej narracji, to nie sami przedsiębiorcy są celem, ale system, który pozwala na nadmierną akumulację kapitału w rękach nielicznych.
Główne źródła finansowania, na które wskazuje lewica, to:
Krytycy często podnoszą argument, że zbyt wysokie obciążenia zmuszą firmy do przeniesienia produkcji poza Unię Europejską, np. do Azji czy USA. Czy lewica bierze to pod uwagę? Tak, i ich odpowiedzią na to zjawisko nie jest obniżanie standardów w Europie, lecz próba narzucenia ich globalnie lub na poziomie całej Wspólnoty.
Przykładem takiego działania jest poparcie dla globalnego minimalnego podatku od korporacji (wypracowanego na forum OECD). Lewica uważa, że jeśli wszystkie kraje ustalą wspólny "parter" podatkowy, przedsiębiorcy przestaną uciekać za granicę, bo wszędzie zasady będą podobne. Dodatkowo, mechanizmy takie jak CBAM (graniczny podatek węglowy) mają chronić europejskich producentów przed nieuczciwą konkurencją z krajów, które nie dbają o ekologię.
W programach wielu europejskich partii lewicowych (szczególnie tych o profilu socjaldemokratycznym, jak niemieckie SPD czy skandynawskie partie pracy) przedsiębiorca nie jest postrzegany jako wróg. Model skandynawski, często stawiany za wzór, pokazuje, że wysokie podatki mogą współistnieć z bardzo wysoką innowacyjnością i wolnością gospodarczą.
Kluczem jest tutaj tzw. "bezpieczeństwo socjalne" (flexicurity). Lewica argumentuje, że państwo zapewniające darmową edukację, ochronę zdrowia i wysokie zasiłki, de facto pomaga przedsiębiorcom. Dlaczego? Ponieważ pracownicy są zdrowsi, lepiej wykształceni i mniej boją się ryzyka związanego ze zmianą pracy lub założeniem własnego biznesu, wiedząc, że w razie porażki nie zostaną z niczym.
Czy wiesz, że kraje o najwyższych obciążeniach podatkowych w Europie, takie jak Dania czy Szwecja, regularnie zajmują czołowe miejsca w rankingach "Ease of Doing Business" (łatwości prowadzenia biznesu)? To pokazuje, że dla przedsiębiorców często ważniejsza od niskich podatków jest stabilność prawa, brak korupcji i wysoka jakość infrastruktury, którą te podatki finansują.
Oczywiście, teoria lewicowa spotyka się z silną krytyką ekonomistów liberalnych. Główne obawy dotyczą tego, że:
Odpowiadając na pytanie: lewica nie zakłada upadku przedsiębiorców. Zakłada natomiast transformację modelu gospodarczego. W ich wizji środki na programy społeczne nie pochodzą z "zarzynania kury znoszącej złote jajka", ale z ograniczenia zysków najbogatszych podmiotów i eliminacji nieuczciwej konkurencji podatkowej. Czy ta strategia okaże się skuteczna w starciu z globalną konkurencją? To jedno z najważniejszych pytań, przed którymi stoi dzisiejsza Europa.
Warto pamiętać, że gospodarka to system naczyń połączonych. Lewica wierzy, że silna konsumpcja (dzięki transferom socjalnym) napędza popyt, co z kolei daje zarobić przedsiębiorcom. Jest to podejście popytowe, stojące w opozycji do klasycznej ekonomii podaży, która skupia się przede wszystkim na kosztach prowadzenia działalności.