Gość (37.30.*.*)
Model państwa opiekuńczego, oparty na szerokim systemie zabezpieczeń społecznych, bezpłatnej edukacji i opiece zdrowotnej, od dekad budzi emocje. Z jednej strony postrzegany jest jako szczyt cywilizacyjnego rozwoju, z drugiej – jako mechanizm, który przy zbyt dużym obciążeniu sektora prywatnego może doprowadzić do gospodarczej zadyszki. Pytanie o to, czy traktowanie pracodawców jak „dojnych krów” doprowadzi do kryzysu, nie jest bezzasadne. Ekonomia to system naczyń połączonych i każda radykalna nierównowaga w końcu daje o sobie znać.
Państwa opiekuńcze opierają się na wysokich podatkach i rygorystycznych regulacjach, które mają chronić słabszych uczestników rynku. Problem pojawia się w momencie, gdy koszty prowadzenia działalności gospodarczej oraz ryzyko związane z zatrudnianiem pracowników stają się tak wysokie, że przedsiębiorcom przestaje się to opłacać.
Kiedy pracodawca jest obciążany kolejnymi daninami, a przepisy stają się skrajnie jednostronne, dochodzi do zjawiska zwanego „drenażem kapitału”. Firmy, zwłaszcza te mobilne i technologiczne, mogą przenieść swoją działalność do krajów o bardziej przyjaznym klimacie inwestycyjnym. To z kolei prowadzi do spadku wpływów do budżetu, z którego finansowane są świadczenia socjalne. W ten sposób państwo, chcąc chronić pracowników, może paradoksalnie doprowadzić do likwidacji ich miejsc pracy.
Wprowadzanie coraz bardziej rygorystycznych przepisów faworyzujących wyłącznie pracowników i konsumentów ma swoje ukryte koszty. Choć intencje są zazwyczaj dobre – poprawa komfortu życia i bezpieczeństwa – skutki uboczne mogą być bolesne:
Często jako kontrargument podaje się kraje skandynawskie, które są modelowymi państwami opiekuńczymi i jednocześnie radzą sobie świetnie gospodarczo. Warto jednak zwrócić uwagę na jeden istotny szczegół: kraje te, mimo wysokich podatków, oferują ogromną „łatwość prowadzenia biznesu”.
W Danii czy Szwecji biurokracja jest ograniczona do minimum, korupcja niemal nie istnieje, a cyfryzacja usług publicznych stoi na najwyższym poziomie. Co więcej, tamtejszy model (często nazywany flexicurity) pozwala na stosunkowo łatwe zwalnianie pracowników, ale w zamian państwo oferuje im natychmiastowe i bardzo skuteczne wsparcie w przekwalifikowaniu się i znalezieniu nowej pracy. To balans, którego brakuje w wielu innych krajach próbujących kopiować tylko „opiekuńczą” część tego systemu.
W ekonomii istnieje pojęcie Krzywej Laffera, która ilustruje zależność między stawką podatkową a przychodami budżetu państwa. Wynika z niej, że po przekroczeniu pewnego punktu krytycznego, dalsze podnoszenie podatków skutkuje... spadkiem wpływów do budżetu. Ludzie i firmy zaczynają wtedy unikać opodatkowania, uciekać do szarej strefy lub po prostu ograniczać aktywność gospodarczą.
Nawet jeśli państwo opiekuńcze znajdzie idealny balans między interesem pracodawcy a pracownika, stoi przed nim jeszcze jedno, być może największe wyzwanie: demografia. Systemy socjalne były projektowane w czasach, gdy na jednego emeryta przypadało kilku lub kilkunastu pracujących. Dziś te proporcje gwałtownie się zmieniają.
Jeśli baza podatkowa (czyli pracodawcy i pracownicy) będzie się kurczyć, a liczba beneficjentów systemu rosnąć, państwo będzie zmuszone albo do drastycznych cięć, albo do jeszcze silniejszego „dojenia” tych, którzy na rynku zostali. To prosta droga do konfliktu pokoleń i destabilizacji gospodarczej.
Czy państwa opiekuńcze zaczną mieć kłopoty? Wiele wskazuje na to, że już je mają. Kluczem do przetrwania tego modelu nie jest jednak całkowita rezygnacja z ochrony socjalnej, ale jej głęboka reforma. Państwa muszą zrozumieć, że pracodawca nie jest przeciwnikiem, lecz fundamentem, na którym stoi cały system.
Bez zdrowego, konkurencyjnego sektora prywatnego, żadne państwo nie będzie miało środków na realizację szczytnych celów społecznych. Przyszłość prawdopodobnie będzie należeć do tych krajów, które potrafią połączyć empatię społeczną z pragmatyzmem gospodarczym, rezygnując z ideologicznego podejścia na rzecz efektywności. Jeśli jednak trend „dokręcania śruby” przedsiębiorcom utrzyma się bez oferowania im niczego w zamian (np. uproszczenia przepisów), model opiekuńczy może stać się zbyt ciężki, by utrzymać się na powierzchni globalnej gospodarki.