Gość (5.172.*.*)
Stoisz przed półką w supermarkecie, w koszyku masz już wszystko, czego potrzebujesz, ale nagle Twoim oczom ukazuje się jaskrawy napis: „Trzeci produkt 50% taniej” albo „Kup 3, zapłać za 2”. W głowie zapala się lampka – to przecież czysty zysk! Z drugiej strony, w radiu i mediach społecznościowych co chwilę słyszysz o ruchu zero waste, ekologii i o tym, że statystyczny Polak wyrzuca rocznie kilkadziesiąt kilogramów jedzenia. Ten dysonans poznawczy to nie przypadek, a efekt starcia dwóch zupełnie różnych światów: etyki konsumenckiej i bezwzględnych mechanizmów rynkowych.
Sklepy doskonale wiedzą, jak działa nasz mózg. Promocje typu „wielosztuki” opierają się na prostym mechanizmie psychologicznym – lęku przed utratą okazji (FOMO – Fear Of Missing Out). Kiedy widzimy, że jednostkowa cena produktu spada przy zakupie większej ilości, nasz mózg przestaje analizować, czy faktycznie potrzebujemy trzech kostek masła lub czterech paczek parówek. Skupiamy się na „zysku”, który w rzeczywistości jest jedynie mniejszym wydatkiem w przeliczeniu na sztukę.
Dla sieci handlowych takie działanie to czysty zysk. Po pierwsze, zwiększają wolumen sprzedaży – sprzedają więcej towaru w krótszym czasie. Po drugie, „przywiązują” klienta do siebie. Jeśli kupisz zapas kawy na dwa miesiące w jednym sklepie, przez ten czas nie pójdziesz do konkurencji. Problem pojawia się wtedy, gdy ten zapas ląduje w koszu, bo nie zdążyliśmy go zużyć przed upływem terminu ważności.
Dlaczego nikt tego nie zakazuje, skoro marnowanie żywności jest tak dużym problemem? Odpowiedź jest prosta: cele sieci handlowych i organizacji proekologicznych są ze sobą sprzeczne.
Warto zauważyć, że wiele sieci handlowych prowadzi kampanie PR-owe dotyczące niemarnowania żywności, jednocześnie stosując agresywne promocje na wielosztuki. To zjawisko często ociera się o tzw. greenwashing – budowanie wizerunku firmy przyjaznej środowisku, podczas gdy główne mechanizmy sprzedażowe działają dokładnie odwrotnie.
Spójrzmy na to od strony matematycznej. Załóżmy, że jeden jogurt kosztuje 3 zł. W promocji „3 za 2” płacisz 6 zł za trzy sztuki, czyli 2 zł za sztukę. Wydaje się, że zaoszczędziłeś 3 zł. Jeśli jednak Twoja rodzina jest w stanie zjeść tylko dwa jogurty przed terminem ważności, a trzeci ląduje w koszu, to realnie nie zaoszczędziłeś nic – wydałeś 6 zł zamiast planowanych 3 zł (gdybyś kupił tylko jedną sztukę) lub 6 zł (gdybyś kupił dwie sztuki bez promocji). W efekcie wydałeś więcej pieniędzy, a dodatkowo przyczyniłeś się do marnotrawstwa.
Ciekawostką jest fakt, że w niektórych krajach, np. w Wielkiej Brytanii, wprowadzono regulacje ograniczające promocje typu „buy one get one free” (BOGO) na niezdrową żywność (bogatą w tłuszcz, cukier i sól). Celem nie było jednak tylko zapobieganie marnowaniu jedzenia, ale przede wszystkim walka z otyłością.
Nie każda promocja na wielosztuki jest zła. Kluczem jest świadome planowanie. Oto kilka zasad, które pomogą Ci pogodzić oszczędność z ekologią:
Marnowanie żywności to problem systemowy, ale jako konsumenci mamy realny wpływ na to, jak wyglądają półki sklepowe. Każda nasza decyzja przy kasie jest sygnałem dla handlowców. Wybierając tylko to, czego naprawdę potrzebujemy, dbamy nie tylko o planetę, ale przede wszystkim o higienę własnego portfela.