Gość (37.30.*.*)
Szkolny korytarz to nie tylko miejsce nauki, ale prawdziwy poligon doświadczalny, na którym kształtuje się charakter, a język ewoluuje w fascynujący sposób. Każdy z nas słyszał o „kiblowaniu” czy „kozowaniu”, ale rzadko zastanawiamy się, skąd te określenia właściwie się wzięły. Choć brzmią jak współczesny slang, ich korzenie sięgają głębiej, niż mogłoby się wydawać, i często wiążą się z dawnymi metodami dyscyplinarnymi oraz... gwarą więzienną.
Słowo „kiblować” budzi jednoznaczne skojarzenia z powtarzaniem klasy, ale jego etymologia jest dość mroczna. Wywodzi się ono z gwary więziennej, gdzie „kibel” oznaczał celę. Osoba, która „kiblowała”, to ktoś, kto „siedział” w zamknięciu. Przeniesienie tego terminu na grunt szkolny miało podkreślić przymus pozostania w tej samej ławie przez kolejny rok – uczeń czuł się niemal jak więzień, który nie może ruszyć dalej ze swoimi rówieśnikami.
Z kolei „kozowanie” to termin, który powoli odchodzi do lamusa, choć wciąż bywa używany w kontekście karania uczniów. Dawniej w szkołach istniały tzw. „kozy” – były to wydzielone, często ciasne i ciemne pomieszczenia (czasem komórki pod schodami), w których zamykano niesfornych uczniów za karę po lekcjach. Nazwa prawdopodobnie nawiązywała do zagród dla zwierząt. Dziś „koza” to po prostu potoczne określenie na przymusowe zostanie w szkole po godzinach, aby nadrobić zaległości lub odpokutować za złe zachowanie.
Wiele osób używa tych nazw zamiennie, ale z punktu widzenia prawa oświatowego i organizacji, różnica jest zasadnicza. Wybór między jedną a drugą placówką może mieć spore znaczenie dla logistyki codziennego życia ucznia.
W Polsce dominują placówki publiczne, prowadzone przez jednostki samorządu terytorialnego (powiaty lub miasta). Są one częściowo finansowane z budżetu państwa, co sprawia, że opłaty za zakwaterowanie są stosunkowo niskie – rodzice zazwyczaj płacą jedynie za tzw. „wsad do kotła” (wyżywienie) oraz niewielką opłatę stałą.
Istnieją jednak również placówki niepubliczne (prywatne). Mogą być one prowadzone przez fundacje, stowarzyszenia lub związki wyznaniowe (np. bursy zakonne). W ich przypadku czesne bywa wyższe, ale często oferują one wyższy standard pokoi lub specyficzny profil wychowawczy. Warto wiedzieć, że każda bursa i internat, niezależnie od właściciela, muszą spełniać określone normy bezpieczeństwa i opieki pedagogicznej.
Stwierdzenie, że życie w bursie lub internacie to szkoła przetrwania i poligon doświadczalny, zawiera w sobie mnóstwo prawdy. Dla młodego człowieka przeprowadzka z domu rodzinnego do pokoju dzielonego z dwiema lub trzema obcymi osobami to prawdziwy szok kulturowy i społeczny.
To tutaj uczniowie po raz pierwszy uczą się:
W dawnej Polsce internaty nazywano często „konwiktami”. Najsłynniejszym z nich był warszawski Collegium Nobilium, założony przez Stanisława Konarskiego w XVIII wieku. Zasady tam panujące były niezwykle surowe, a plan dnia wypełniony od świtu do nocy, co miało kształtować przyszłe elity państwowe. Dzisiejsze bursy, mimo swoich regulaminów, są przy tym prawdziwą oazą wolności!