Gość (37.30.*.*)
Rozproszona kontrola konstytucyjna to temat, który w ostatnich latach zdominował debaty o polskim wymiarze sprawiedliwości. Choć brzmi to jak skomplikowane pojęcie z podręcznika dla studentów prawa, w rzeczywistości dotyczy nas wszystkich. Chodzi o sytuację, w której sędzia sądu powszechnego (np. rejonowego czy okręgowego), orzekając w konkretnej sprawie, dochodzi do wniosku, że dany przepis jest sprzeczny z Konstytucją i decyduje się go pominąć. Czy jednak jest możliwe, by ten sam sędzia w poniedziałek uznał przepis za "bezużyteczny", a we wtorek oparł na nim swój wyrok?
W klasycznym modelu, który obowiązywał w Polsce przez lata, jedynym organem uprawnionym do "usuwania" przepisów z obiegu był Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie, widząc problem z ustawą, powinni byli wysłać zapytanie do TK. Jednak kryzys wokół tej instytucji sprawił, że sędziowie coraz częściej sięgają po tzw. kontrolę rozproszoną.
Opiera się ona na artykule 8 Konstytucji, który mówi, że jest ona najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej i stosuje się ją bezpośrednio. Sędziowie argumentują, że skoro ślubowali wierność Konstytucji, to w razie kolizji między ustawą a ustawą zasadniczą, muszą wybrać tę drugą. To podejście ma jednak swoje konsekwencje dla stabilności prawa.
Odpowiadając bezpośrednio na pytanie: tak, teoretycznie taka sytuacja jest możliwa, choć w praktyce byłaby uznana za rażący brak konsekwencji orzeczniczej. Mechanizm rozproszonej kontroli konstytucyjnej ma charakter incydentalny. Oznacza to, że sędzia nie uchyla przepisu – on jedynie odmawia jego zastosowania w tej jednej, konkretnej sprawie.
Dlaczego sędzia mógłby w jednej sprawie pominąć przepis, a w drugiej go zastosować?
Nie można jednoznacznie zweryfikować, czy konkretny sędzia (z imienia i nazwiska) w jednej sprawie uznał przepis za niekonstytucyjny, a w kolejnej się na niego powołał, bez dostępu do pełnej bazy wszystkich uzasadnień wyroków wydanych przez tysiące sędziów w Polsce. Moja baza wiedzy nie zawiera tak szczegółowych danych statystycznych dotyczących indywidualnych ścieżek orzeczniczych każdego sędziego.
Można jednak zaobserwować zjawisko "rozchwiania" orzecznictwa na poziomie różnych sądów. Zdarzało się, że w podobnych sprawach (np. dotyczących kar administracyjnych nakładanych w czasie pandemii na podstawie rozporządzeń) jeden sąd uznawał przepisy za niekonstytucyjne i uchylał kary, a inny sąd w tym samym mieście orzekał na ich podstawie, uznając je za wiążące. To właśnie jest główny argument przeciwników kontroli rozproszonej – prowadzi ona do sytuacji, w której prawo "znaczy co innego" w zależności od tego, na jakiego sędziego trafimy.
Choć dziś budzi to emocje, koncepcja ta nie jest nowa. Już w okresie międzywojennym toczyły się spory o to, czy sędziowie mogą badać konstytucyjność ustaw. Konstytucja Marcowa z 1921 roku wprost tego zakazywała (art. 81), co było pokłosiem lęku przed nadmierną władzą sędziów. Obecna Konstytucja z 1997 roku nie zawiera takiego zakazu, co daje prawnikom pole do interpretacji.
Głównym problemem wynikającym z potencjalnej niekonsekwencji sędziego (lub różnic między sędziami) jest naruszenie zasady zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa. Jeśli ten sam sędzia w identycznym stanie faktycznym zmieniłby zdanie bez solidnego uzasadnienia, byłoby to podstawą do zaskarżenia wyroku i postawienia zarzutu naruszenia przepisów postępowania oraz zasad współżycia społecznego.
W polskim systemie prawnym sędzia jest niezawisły, ale nie jest "wolnym elektronem". Jego wyroki podlegają kontroli instancyjnej. Jeśli sędzia niższej instancji pominie przepis, uznając go za niekonstytucyjny, sąd odwoławczy może mieć zupełnie inne zdanie i nakazać stosowanie tego przepisu. To sprawia, że "rozproszona kontrola" jest procesem dynamicznym i często nieprzewidywalnym dla przeciętnego Kowalskiego.
W dobie sporów o praworządność, rozproszona kontrola konstytucyjna pozostaje narzędziem "bezpieczeństwa", po które sędziowie sięgają, gdy uważają, że systemowa ochrona Konstytucji przez TK zawiodła. Jednak cena, jaką za to płacimy, to mniejsza przewidywalność wyroków.