Gość (37.30.*.*)
Spór o praworządność w Polsce, który toczy się od kilku lat, doprowadził do sytuacji bez precedensu w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Często słyszymy o „starych” i „nowych” sędziach, o izbach Sądu Najwyższego, które nie uznają nawzajem swoich kompetencji, czy o wyrokach Trybunału Konstytucyjnego, które przez część prawników traktowane są tak, jakby w ogóle nie istniały. Aby zrozumieć, dlaczego sędziowie decydują się na tak radykalne kroki, musimy przyjrzeć się fundamentom prawnym, na które się powołują.
Kluczem do zrozumienia całego zamieszania jest sposób powoływania sędziów po 2017 roku. Zgodnie z Konstytucją RP, sędziów powołuje Prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). Problem polega na tym, że w 2017 roku zmieniono zasady wyboru sędziowskiej części KRS – od tego czasu są oni wybierani przez Sejm, a nie przez samych sędziów.
Część środowiska sędziowskiego, a także liczne instytucje międzynarodowe, stoją na stanowisku, że tak ukształtowana KRS straciła swoją niezależność od władzy ustawodawczej i wykonawczej. W związku z tym organ ten nie jest w stanie rzetelnie stać na straży niezależności sądów. To z kolei prowadzi do wniosku, że każda nominacja sędziowska dokonana na wniosek „nowej” KRS jest obarczona wadą prawną. Sędziowie kwestionujący status swoich kolegów opierają się tu na tezie, że sąd złożony z osób powołanych w ten sposób nie jest „sądem ustanowionym ustawą” w rozumieniu standardów europejskich.
Sędziowie Sądu Najwyższego (SN) oraz sądów powszechnych, odmawiając uznania statusu innych sędziów lub izb, rzadko opierają się wyłącznie na własnych przekonaniach. Ich głównym orężem są wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz).
To właśnie te międzynarodowe zobowiązania Polski dają sędziom podstawę do twierdzenia, że np. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN nie jest „sądem” w rozumieniu prawa międzynarodowego.
Niezwykle istotnym dokumentem w polskim porządku prawnym jest historyczna uchwała połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 roku. Sędziowie SN uznali w niej, że nienależyta obsada sądu występuje wtedy, gdy w składzie orzekającym znajduje się osoba powołana na wniosek nowej KRS (przy czym w przypadku sądów powszechnych wada ta musi prowadzić do naruszenia standardu niezawisłości w konkretnej sprawie, a w SN występuje „z automatu”).
Ta uchwała ma moc zasady prawnej i dla wielu sędziów jest bezpośrednim drogowskazem. To na jej podstawie składy sędziowskie uchylają wyroki wydane przez tzw. „neo-sędziów” lub odmawiają zasiadania z nimi w jednym składzie orzekającym.
Kwestia Trybunału Konstytucyjnego (TK) jest jeszcze bardziej skomplikowana. Podważanie jego wyroków opiera się na dwóch głównych filarach:
W efekcie sędziowie SN czy sądów powszechnych czasem stosują tzw. rozproszoną kontrolę konstytucyjną. Zamiast pytać TK o zdanie lub stosować się do jego wyroków, sami interpretują Konstytucję, uznając, że obecny Trybunał utracił zdolność do obiektywnego orzekania.
Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca i stanowi największe wyzwanie dla stabilności państwa. Obecnie mamy do czynienia z zjawiskiem nazywanym „dualizmem prawnym”.
Z jednej strony sędziowie powołujący się na standardy europejskie odrzucają wyroki TK lub decyzje „nowych” sędziów, twierdząc, że bronią w ten sposób praworządności i Konstytucji przed wadliwymi aktami prawnymi. Z drugiej strony, sędziowie powołani po 2017 roku oraz Trybunał Konstytucyjny uznają te działania za uzurpację władzy i łamanie polskiego porządku konstytucyjnego.
Dla przeciętnego obywatela oznacza to ogromną niepewność. Wyrok uzyskany w jednej izbie SN może być uznany za nieistniejący przez inną izbę. To, co jedna strona nazywa „zgodną z prawem interpretacją”, druga określa jako „anarchię”.
W języku prawniczym używa się czasem łacińskiego terminu sententia non existens. To sytuacja, w której orzeczenie zostało wydane w tak rażący sposób naruszający procedury (np. przez osobę niebędącą sędzią), że z punktu widzenia prawa ono po prostu nie powstało. To właśnie tą koncepcją posługują się sędziowie, którzy ignorują niektóre rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego.
Podsumowując, podstawą prawną dla takich działań sędziów są przede wszystkim ratyfikowane umowy międzynarodowe (Konwencja Praw Człowieka, Traktaty UE), orzecznictwo trybunałów w Strasburgu i Luksemburgu oraz uchwały samego Sądu Najwyższego. Choć sędziowie argumentują, że działają w celu przywrócenia praworządności, skutkiem ubocznym jest głęboki paraliż decyzyjny i chaos, w którym te same przepisy mogą być różnie interpretowane w zależności od tego, kto zasiada w składzie sędziowskim.