Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że wchodzisz do domu i nagle uderza Cię charakterystyczny, ostry zapach zgniłych jaj. Pierwsza myśl? Wyciek gazu albo zepsute jedzenie. Ten specyficzny odór to znak rozpoznawczy siarkowodoru ($H_2S$) – gazu, który w wysokich stężeniach jest dla nas śmiertelnie trujący. Co jednak ciekawe, w naszym otoczeniu istnieje wiele substancji, które pachną niemal identycznie jak siarkowodór, ale są dla nas całkowicie bezpieczne.
Jak to możliwe i co dokładnie kryje się za tym zjawiskiem? Aby to zrozumieć, musimy przyjrzeć się temu problemowi oczami fizyków, chemików oraz biologów.
Zanim przejdziemy do naukowych teorii, warto zidentyfikować "niewinnych podejrzanych", którzy potrafią zafundować nam zapachową podróż do wnętrza wulkanu, nie robiąc nam przy tym żadnej krzywdy.
Sam gaz ziemny (metan) oraz propan-butan są całkowicie bezwonne. Abyśmy mogli natychmiast wykryć ich ewentualny wyciek, gazownicy celowo dodają do nich substancje zapachowe (tzw. odoranty). Najpopularniejszym z nich jest tetrahydrotiofen (THT) lub tert-butylomerkaptan. Pachną one niesamowicie intensywnie i "siarkowo", ale w stężeniach, z jakimi mamy do czynienia podczas domowych nieszczelności, są dla ludzkiego organizmu całkowicie nieszkodliwe.
Jeśli kiedykolwiek byłeś w uzdrowisku (np. w Busku-Zdroju), na pewno kojarzysz ten specyficzny zapach. Kuracje w wodach siarczkowych (balneoterapia) polegają na kąpielach lub picu wód bogatych w rozpuszczony siarkowodór i inne związki siarki. Choć aromat bywa odrzucający, to w takich stężeniach woda ta ma zbawienny wpływ na stawy, skórę i układ krążenia.
Kiedy gotujesz jajka na twardo zbyt długo, wokół żółtka pojawia się szaro-zielona obwódka. To wynik reakcji żelaza z żółtka z siarką z białka, w wyniku której powstaje śladowa, całkowicie bezpieczna ilość siarczku żelaza i gazowego siarkowodoru. Podobnie sprawa wygląda z czosnkiem, cebulą, kapustą czy szparagami. Zawierają one organiczne związki siarki (np. siarczek dimetylu – DMS), które podczas trawienia uwalniają zapachy kojarzące się z siarkowodorem.
Dla chemika zapach to przede wszystkim kwestia struktury cząsteczkowej, wiązań i oddziaływań międzyatomowych. Wyjaśnienie chemiczne opiera się na trzech krokach:
Fizycy podchodzą do tematu od strony mechaniki kwantowej i drgań cząsteczkowych. Tradycyjna chemia mówi o dopasowaniu przestrzennym (cząsteczka pasuje do receptora jak klucz do zamka). Fizycy jednak proponują coś znacznie bardziej fascynującego: wibracyjną teorię węchu (rozpropagowaną m.in. przez fizyka Lucę Turina).
Wyjaśnienie fizyczne krok po kroku:
Najlepszym dowodem na teorię fizyków są borowodory (np. dekaboran). Związki te składają się wyłącznie z boru i wodoru – nie zawierają ani jednego atomu siarki. Mimo to pachną intensywnie siarkowodorem i zgniłymi jajami! Dlaczego? Ponieważ wiązanie bor-wodór (B-H) drga niemal dokładnie z tą samą częstotliwością co wiązanie S-H ($2500\text{ cm}^{-1}$). Nasz nos, działając jak fizyczny detektor wibracji, zostaje po prostu oszukany przez identyczne drgania kwantowe.
Biolodzy patrzą na ten zapach przez pryzmat ewolucji, fizjologii i ekologii. Dla nich kluczowe jest pytanie: Dlaczego ten zapach wywołuje u nas tak silną, natychmiastową reakcję?
Na koniec warto wspomnieć o zjawisku, które fizycy, chemicy i biolodzy badają wspólnie: adaptacji węchowej (zmęczeniu węchu).
Gdy przebywamy w pomieszczeniu, w którym unosi się zapach siarkowodoru (lub jego bezpiecznych zamienników), już po kilku minutach przestajemy go wyczuwać. Nasze receptory węchowe ulegają wysyceniu, a mózg "wycina" ten zapach jako tło, aby móc rejestrować nowe bodźce.
Choć przy bezpiecznych substancjach (jak nawaniacze gazu) jest to tylko drobna niedogodność, w przypadku prawdziwego, wysokiego stężenia toksycznego siarkowodoru zjawisko to jest śmiertelnie niebezpieczne. Człowiek wchodzący do strefy skażonej może pomyśleć, że zagrożenie minęło, ponieważ jego nos przestał reagować. Dlatego w przemyśle i ratownictwie nigdy nie polega się wyłącznie na własnym węchu, lecz na elektronicznych detektorach.