Gość (83.4.*.*)
Wielu pracowników przynajmniej raz w swojej karierze zawodowej poczuło frustrację wynikającą z polecenia, które wydawało się pozbawione sensu lub którego termin realizacji był fizycznie niemożliwy do dotrzymania. Choć Kodeks pracy nie zawiera dosłownego zapisu zakazującego „zlecania głupot”, sprawa jest znacznie bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Granica między prawem pracodawcy do zarządzania a naruszaniem praw pracowniczych jest cienka i warto wiedzieć, gdzie ona przebiega.
Zgodnie z art. 100 Kodeksu pracy, pracownik jest zobowiązany stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę. Oznacza to, że pracodawca ma dużą swobodę w decydowaniu o tym, co i kiedy mamy robić. Jeśli szef uzna, że przepisanie bazy danych z jednego arkusza do drugiego (mimo że istnieje na to automatyczny skrypt) jest konieczne, to z punktu widzenia prawa jest to polecenie służbowe.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy takie działania stają się systematyczne i mają na celu coś innego niż realny pożytek dla firmy. Pracodawca ma bowiem obowiązek organizować pracę w sposób zapewniający pełne wykorzystanie czasu pracy, jak również osiąganie przez pracowników wysokiej wydajności i należytej jakości pracy (art. 94 pkt 2 KP).
Zlecanie zadań z terminem „na wczoraj”, o których wiadomo, że nie da się ich wykonać w wyznaczonym czasie, uderza w podstawowe obowiązki pracodawcy dotyczące organizacji pracy. Jeśli szef regularnie wyznacza niemożliwe do zrealizowania deadliny, może to zostać uznane za naruszenie zasad współżycia społecznego lub, w skrajnych przypadkach, za formę mobbingu.
Warto pamiętać, że pracownik ma obowiązek wykonywać pracę sumiennie i starannie. Jeśli termin jest obiektywnie niemożliwy do dotrzymania, pracownik powinien niezwłocznie poinformować o tym przełożonego, wskazując na przyczyny (np. brak zasobów, zbyt duża objętość materiału). Taka komunikacja jest kluczowa – chroni pracownika przed zarzutem niewykonania polecenia służbowego.
To tutaj prawo pracy stawia najtwardszą barierę. Zgodnie z art. 94³ § 2 Kodeksu pracy, mobbing to działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko niemu, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu.
Zlecanie „bezsensownych” zadań (tzw. zadań poniżej kwalifikacji lub zadań jałowych) oraz wyznaczanie nierealnych terminów to klasyczne techniki mobbingowe. Jeśli ich celem jest:
mamy do czynienia z poważnym naruszeniem prawa. Jednorazowa sytuacja rzadko zostanie uznana za mobbing, ale systematyczne „zasypywanie” pracownika pracą niemożliwą do wykonania już tak.
Czy słyszałeś o „boreout”? To przeciwieństwo wypalenia zawodowego (burnout). Boreout wynika z chronicznego nudzenia się w pracy i poczucia, że wykonywane zadania są całkowicie bezużyteczne. Psycholodzy alarmują, że zmuszanie pracownika do wykonywania bezsensownych czynności przez 8 godzin dziennie może być dla zdrowia psychicznego równie niszczące, co ekstremalne przepracowanie.
Jeśli czujesz, że polecenia szefa wykraczają poza ramy zdrowego rozsądku i prawa, masz kilka ścieżek działania:
Prawo pracy nie zakazuje wprost „głupich zadań”, ale nakłada na pracodawcę obowiązek szanowania godności pracownika i właściwej organizacji pracy. Jeśli „bezsensowność” i „nierealność” stają się metodą zarządzania, przestaje to być kwestią złego humoru szefa, a staje się naruszeniem przepisów, za które pracodawca może ponieść odpowiedzialność przed sądem pracy. Pamiętaj, że Twoim obowiązkiem jest staranne działanie, a nie gwarantowanie cudów w niemożliwym czasie.