Gość (83.4.*.*)
Temat powrotu Wielkiej Brytanii do struktur Unii Europejskiej, coraz częściej określany mianem „breturn”, staje się przedmiotem ożywionych dyskusji po obu stronach kanału La Manche. Choć obecnie jest to scenariusz czysto hipotetyczny, a oficjalna linia brytyjskiego rządu nie zakłada ponownego wstąpienia do Wspólnoty w najbliższym czasie, analiza potencjalnych korzyści pozwala zrozumieć, dlaczego ten wątek wciąż powraca w debacie publicznej.
Największą i najbardziej oczywistą korzyścią dla Zjednoczonego Królestwa byłby powrót do Jednolitego Rynku i Unii Celnej. Od czasu brexitu brytyjskie firmy zmagają się z ogromną ilością biurokracji, kontrolami granicznymi i barierami pozataryfowymi, które skutecznie hamują eksport. „Breturn” oznaczałby natychmiastową eliminację tych przeszkód.
Dla brytyjskiego sektora usług, a w szczególności dla londyńskiego City, powrót do UE oznaczałby odzyskanie tzw. paszportu finansowego. Pozwala on instytucjom finansowym na swobodne świadczenie usług w całej Unii bez konieczności otwierania oddzielnych biur w każdym kraju członkowskim. To z kolei mogłoby zatrzymać odpływ kapitału i specjalistów do Paryża czy Frankfurtu.
Wielka Brytania po brexicie dotkliwie odczuła brak rąk do pracy w kluczowych sektorach, takich jak hotelarstwo, rolnictwo, budownictwo czy opieka zdrowotna. Przywrócenie swobody przepływu osób pozwoliłoby na szybkie wypełnienie luk kadrowych pracownikami z UE, co bezpośrednio przełożyłoby się na obniżenie kosztów usług i zwiększenie wydajności gospodarki.
Korzyści z „breturnu” nie byłyby jednostronne. Unia Europejska odzyskałaby jedną z największych gospodarek świata, co znacząco wzmocniłoby jej pozycję w globalnej rywalizacji z USA i Chinami.
Przed brexitem Wielka Brytania posiadała tzw. „rabat brytyjski”, wynegocjowany jeszcze przez Margaret Thatcher w 1984 roku. Pozwalał on na zwrot części składek wpłacanych do unijnego budżetu. W przypadku powrotu, jest bardzo mało prawdopodobne, aby UE zgodziła się na przywrócenie tak uprzywilejowanych warunków.
Powrót do UE to także powrót do pełnego uczestnictwa w programach takich jak Horizon Europe (największy program finansowania badań naukowych na świecie) oraz Erasmus+. Choć Wielka Brytania niedawno dołączyła do Horizona jako kraj stowarzyszony, pełne członkostwo daje znacznie większe możliwości decyzyjne i łatwiejszy dostęp do grantów.
Dla młodych Brytyjczyków „breturn” oznaczałby odzyskanie możliwości swobodnego studiowania i podejmowania pracy w 27 krajach Europy bez konieczności ubiegania się o wizy. Z kolei europejscy studenci mogliby znów łatwiej wybierać renomowane brytyjskie uczelnie, co sprzyja wymianie myśli i innowacyjności.
Brexit wywołał lata politycznych turbulencji, nie tylko w Londynie, ale i w Brukseli. Ciągłe negocjacje dotyczące protokołu północnoirlandzkiego czy praw do połowu ryb angażują ogromne zasoby dyplomatyczne. „Breturn” zakończyłby te spory, pozwalając obu stronom skupić się na wspólnych wyzwaniach, takich jak zmiany klimatu, regulacja sztucznej inteligencji czy bezpieczeństwo energetyczne.
Warto jednak zaznaczyć, że powrót nie byłby prostym „wciśnięciem przycisku reset”. Wymagałby on zgody wszystkich państw członkowskich UE oraz przeprowadzenia skomplikowanego procesu akcesyjnego. Nie można też jednoznacznie stwierdzić, czy Wielka Brytania mogłaby zachować funta, czy też musiałaby zobowiązać się do przyjęcia euro – co dla wielu Brytyjczyków wciąż pozostaje barierą nie do zaakceptowania.
Mimo potencjalnych korzyści, droga do „breturnu” jest pełna przeszkód. Unia Europejska po brexicie zmieniła się – zacieśniła integrację i wprowadziła nowe mechanizmy, do których Wielka Brytania musiałaby się dostosować. Z kolei brytyjskie społeczeństwo pozostaje w tej kwestii podzielone, choć sondaże wskazują na rosnące poczucie, że wyjście z UE było błędem (zjawisko to nazywa się czasem „Bregret”).
Nie mogę zweryfikować, czy i kiedy dojdzie do formalnych rozmów o powrocie, ponieważ na ten moment żadna z głównych sił politycznych w Wielkiej Brytanii nie ma takiego punktu w swoim oficjalnym programie wyborczym. Moja baza wiedzy nie zawiera informacji o tajnych negocjacjach, jeśli takowe miałyby miejsce, gdyż opieram się na faktach dostępnych publicznie. Sytuacja ta jest dynamiczna i zależy od przyszłych wyników wyborów oraz kondycji gospodarczej obu stron.