Gość (37.30.*.*)
Często wydaje nam się, że w zaciszu własnego domu, w relacjach z najbliższymi czy w codziennych wyborach, jesteśmy w pełni autonomiczni i kierujemy się wyłącznie własnym kompasem moralnym. Rzeczywistość psychologiczna jest jednak znacznie bardziej złożona. Mechanizmy, o które pytasz – modelowanie, wyłączanie moralne według Alberta Bandury oraz dążenie do spójności – to fundamenty, na których budujemy naszą prywatną rzeczywistość, często nie zdając sobie sprawy z ich siły.
Modelowanie to jeden z najważniejszych procesów uczenia się społecznego. Według Bandury nie potrzebujemy bezpośrednich nagród ani kar, aby przyswoić dany wzorzec zachowania – wystarczy nam obserwacja innych. W sferze prywatnej odgrywa to kluczową rolę już od najmłodszych lat. Dzieci nie słuchają tego, co rodzice mówią, ale patrzą na to, co robią.
Jeśli w domu rozwiązuje się konflikty krzykiem, dziecko modeluje takie zachowanie i przenosi je do swoich dorosłych relacji. Modelowanie dotyczy jednak nie tylko agresji, ale też empatii, dbania o zdrowie czy stosunku do pieniędzy. W sferze prywatnej modelami są dla nas partnerzy, przyjaciele czy rodzeństwo. Często przejmujemy ich nawyki i sposób myślenia podświadomie, co sprawia, że nasze „ja” w dużej mierze składa się z mozaiki zachowań zaobserwowanych u ważnych dla nas osób.
To fascynujące i jednocześnie niebezpieczne zjawisko. Bandura zauważył, że ludzie rzadko są „zli” w sposób cyniczny. Zamiast tego stosują mechanizmy, które pozwalają im zachować dobre mniemanie o sobie, mimo że postępują niewłaściwie. W sferze prywatnej objawia się to na kilka sposobów:
Te mechanizmy pozwalają nam spać spokojnie, nawet gdy nasze zachowania odbiegają od deklarowanych wartości. To właśnie tutaj rodzi się przestrzeń na to, co nazywamy „pełzającą normalnością”.
Warto pamiętać, że klasyczne badania Bandury nad modelowaniem (eksperyment z lalką Bobo) pokazały, że dzieci, które widziały dorosłego bijącego lalkę, nie tylko powtarzały te same ruchy, ale stawały się ogólnie bardziej kreatywne w wymyślaniu nowych sposobów na agresję. To pokazuje, że modelowanie nie jest tylko kopiowaniem, ale nauką pewnej „strategii życiowej”.
Termin „pełzająca normalność” (ang. creeping normality) odnosi się do procesu, w którym duże zmiany są akceptowane, jeśli zachodzą małymi krokami. W sferze prywatnej jest to mechanizm niezwykle silny, szczególnie w kontekście relacji toksycznych lub zaniedbań.
Jeśli partner od pierwszego dnia byłby agresywny, większość osób natychmiast by odeszła. Jeśli jednak agresja narasta latami – od drobnych uszczypliwości, przez kontrolę, aż po wybuchy gniewu – ofiara (i sprawca) adaptują się do każdego kolejnego etapu. To, co rok temu było nie do pomyślenia, dziś staje się „normą”. Mechanizmy wyłączania moralnego Bandury idealnie wspierają tę pełzającą normalność, dostarczając nam argumentów, by nie widzieć problemu tam, gdzie on faktycznie występuje.
Robert Cialdini, badacz wpływu społecznego, wskazuje na spójność i konsekwencję jako na potężne motory ludzkiego działania. Chcemy być postrzegani jako osoby stabilne w swoich poglądach i decyzjach. Jeśli raz zadeklarujemy, że dana relacja jest dla nas ważna, będziemy trwać w niej nawet wtedy, gdy staje się destrukcyjna – właśnie po to, by zachować spójność z własnym wcześniejszym wyborem.
W sferze prywatnej dążenie do spójności może prowadzić do zjawiska „eskalacji zaangażowania”. Inwestujemy czas, emocje i energię w coś, co nie działa, tylko dlatego, że już tyle z siebie daliśmy. Przyznanie się do błędu oznaczałoby brak konsekwencji, co dla naszej psychiki jest bolesne.
Wszystkie te elementy tworzą spójny system, który zarządza naszym życiem prywatnym:
Zrozumienie tych procesów jest pierwszym krokiem do odzyskania realnej kontroli nad sferą prywatną. Pozwala nam to zatrzymać się i zapytać: „Czy ja naprawdę tego chcę, czy po prostu stało się to moją nową, nieświadomie zaakceptowaną normą?”.