Gość (37.30.*.*)
Współczesny dyskurs na temat relacji często sprawia wrażenie, jakby pewne zachowania były oceniane surowiej, gdy dopuszczają się ich mężczyźni. Pytanie o to, dlaczego psycholodzy (lub szerzej – opinia publiczna czerpiąca z psychologii popularnej) krytykują „testowanie granic” i kierowanie się własnymi chęciami głównie u panów, dotyka bardzo złożonego problemu. Warto jednak na wstępie zaznaczyć ważną rzecz: profesjonalna psychologia akademicka i terapeutyczna rzadko stosuje podwójne standardy ze względu na płeć. To, co widzimy w mediach społecznościowych czy poradnikach, to często uproszczony obraz znacznie głębszych procesów.
W psychologii „testowanie granic” jest terminem, który często budzi negatywne skojarzenia, ponieważ bywa mylone z asertywnością. Kiedy mówimy o zdrowym stawianiu granic, mamy na myśli komunikowanie własnych potrzeb i wartości („To jest dla mnie ważne”, „Nie zgadzam się na takie traktowanie”). Problem pojawia się wtedy, gdy „testowanie” oznacza sprawdzanie, jak daleko można się posunąć w naruszaniu komfortu drugiej osoby.
Krytyka skierowana w stronę mężczyzn często wynika z historycznego i kulturowego kontekstu. Przez dekady model męskości opierał się na dominacji i zdobywaniu. W tym ujęciu „testowanie granic” partnerki mogło być postrzegane jako przejaw siły. Dzisiejsza psychologia kładzie ogromny nacisk na świadomą zgodę (consent) i partnerstwo. Jeśli mężczyzna „testuje granice”, by sprawdzić, czy uda mu się nagiąć wolę partnerki do swoich chęci, jest to interpretowane jako zachowanie przemocowe lub manipulacyjne, a nie jako dbanie o siebie.
Może się wydawać, że kobiety za podobne zachowania są chwalone (jako „silne i niezależne”), podczas gdy mężczyźni są ganieni. Istnieje kilka powodów, dla których ta dysproporcja w przekazie medialnym jest tak widoczna:
Warto zauważyć, że psychologia wcale nie omija krytyki kobiet w tym zakresie, choć używa innego języka. Zachowania kobiet polegające na testowaniu partnera (np. słynne „domyśl się”, sprawdzanie lojalności czy manipulacje emocjonalne) są w gabinetach terapeutycznych diagnozowane jako przejawy lękowego stylu przywiązania lub niedojrzałości emocjonalnej.
Różnica polega na tym, że w pop-psychologii zachowania kobiet częściej tłumaczy się lękiem przed odrzuceniem, podczas gdy zachowania mężczyzn – chęcią kontroli. Z perspektywy zdrowej relacji oba te podejścia są destrukcyjne. Każde „testowanie” zamiast szczerej rozmowy osłabia fundament zaufania.
Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej, obie płcie „testują” się nawzajem, ale robią to w innych celach. Mężczyźni historycznie mogli testować wierność, a kobiety zasoby i zaangażowanie partnera. Choć te mechanizmy są w nas głęboko zakorzenione, współczesna psychologia uczy, że możemy (i powinniśmy) nad nimi panować dzięki samoświadomości.
Kierowanie się własnymi pragnieniami jest zdrowe, dopóki nie odbywa się kosztem dobrostanu innej osoby. Psycholodzy krytykują to podejście u mężczyzn wtedy, gdy przybiera ono formę narcyzmu relacyjnego – czyli przekonania, że moje potrzeby są nadrzędne, a partnerka ma być jedynie ich realizatorką.
W zdrowym związku dążenie do własnych celów powinno być zrównoważone z tzw. responsywnością, czyli wrażliwością na sygnały wysyłane przez partnera. Jeśli mężczyzna komunikuje: „Chcę realizować swoją pasję i potrzebuję na to czasu”, jest to zdrowe. Jeśli jednak mówi: „Będę robił co chcę, a ty nie masz prawa głosu”, mamy do czynienia z brakiem szacunku, który psychologia słusznie piętnuje.
Zamiast testować granice, lepiej je wspólnie wyznaczać. Psychologia proponuje model radykalnej szczerości i komunikacji opartej na NVC (Nonviolent Communication – Porozumienie bez Przemocy).
Podsumowując, choć w przestrzeni publicznej krytyka może wydawać się jednostronna, fundamentem nowoczesnej psychologii jest szacunek do autonomii każdego człowieka – bez względu na płeć. Prawdziwa dojrzałość polega na tym, by realizować siebie, nie depcząc przy tym granic osób, które kochamy.