Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że wprowadzasz się do mieszkania obok torów kolejowych. Przez pierwsze kilka nocy każdy przejeżdżający pociąg budzi Cię z przerażeniem, a szklanki w szafkach dzwonią tak głośno, że nie możesz skupić się na rozmowie. Jednak po miesiącu łapiesz się na tym, że nawet nie zauważasz momentu, w którym skład towarowy mknie pod Twoim oknem. To, co kiedyś było ekstremalnym bodźcem, stało się tłem Twojej codzienności. Dokładnie tak samo działają mechanizmy psychologiczne w naszej sferze prywatnej – powoli, niemal niezauważalnie, przesuwają granice tego, co uznajemy za dopuszczalne, normalne czy bezpieczne.
Habituacja to jeden z najprostszych procesów uczenia się, polegający na stopniowym zanikaniu reakcji na bodziec, który powtarza się regularnie i nie niesie ze sobą żadnych istotnych konsekwencji. W życiu prywatnym habituacja jest odpowiedzialna za to, że przestajemy zauważać drobne zaniedbania – zarówno własne, jak i partnera.
Jeśli w relacji pojawia się drobny brak szacunku, na który nie reagujemy, z czasem przestaje on nas kłuć w oczy. Nasz układ nerwowy uznaje go za „stały element krajobrazu”. To niebezpieczne zjawisko, ponieważ habituacja sprawia, że tracimy czujność. To, co rok temu uznalibyśmy za skandaliczne zachowanie, dziś może wydawać się nam „po prostu trudnym charakterem” drugiej osoby. Granica akceptacji przesuwa się nie poprzez nagły skok, ale przez tysiące małych kroków, których nie rejestrujemy.
O ile habituacja dotyczy głównie uwagi i percepcji, o tyle desensytyzacja (odwrażliwianie) uderza prosto w nasze emocje. Pierwotnie termin ten odnosił się do terapii lęków, gdzie pacjenta powoli oswaja się z obiektem strachu. W sferze prywatnej desensytyzacja zachodzi często w sposób niekontrolowany.
Przykładem może być ekspozycja na konflikty lub agresję słowną. Osoba, która dorastała w domu pełnym krzyku lub przebywa w toksycznym związku, z czasem „twardnieje”. Emocjonalny ból, który początkowo był sygnałem alarmowym („uciekaj!”, „zmień to!”), staje się coraz słabszy. Desensytyzacja sprawia, że stajemy się gotowi na decyzje, których wcześniej byśmy nie podjęli – na przykład na trwanie w relacji pozbawionej bliskości lub godzenie się na naruszanie naszej prywatności. Stajemy się znieczuleni na sygnały ostrzegawcze, które wysyła nam organizm.
W psychologii często przywołuje się metaforę żaby. Jeśli wrzucisz ją do wrzątku, natychmiast wyskoczy. Jeśli jednak włożysz ją do zimnej wody i będziesz powoli podgrzewać palnik, żaba nie zauważy zmiany temperatury, aż będzie za późno. Habituacja i desensytyzacja to właśnie takie powolne podgrzewanie wody w naszym życiu prywatnym.
Albert Bandura, jeden z najwybitniejszych psychologów XX wieku, wprowadził teorię społecznego uczenia się. Według niego nie musimy wszystkiego doświadczać na własnej skórze, by zmienić swoje granice – wystarczy, że obserwujemy innych.
W sferze prywatnej ogromną rolę odgrywa modelowanie. Jeśli w naszym otoczeniu (wśród przyjaciół, rodziny czy nawet w mediach społecznościowych) pewne zachowania stają się powszechne, nasza gotowość do ich powielenia rośnie. Jeśli wszyscy Twoi znajomi żyją ponad stan, zaciągając kredyty na luksusowe wakacje, Twoja wewnętrzna granica dotycząca bezpieczeństwa finansowego zaczyna pękać. Uznajesz to za „naturalny” sposób funkcjonowania, bo widzisz, że inni tak robią i (pozornie) nie ponoszą kary.
To prawdopodobnie najciekawszy i najbardziej mroczny aspekt teorii Bandury w kontekście przesuwania granic. Bandura opisał, jak ludzie, którzy uważają się za dobrych i moralnych, potrafią angażować się w działania sprzeczne z ich wartościami, nie czując przy tym poczucia winy. Służą do tego konkretne mechanizmy:
Synergia tych trzech zjawisk tworzy potężny mechanizm zmiany osobowościowej. Habituacja sprawia, że przestajemy widzieć problem, desensytyzacja sprawia, że przestajemy go czuć, a mechanizmy Bandury dostarczają nam logicznych (choć błędnych) uzasadnień dla nowej rzeczywistości.
W sferze prywatnej objawia się to często w tzw. „pełzającej normalności”. Możemy obudzić się po kilku latach w życiu, którego nigdy nie chcieliśmy: w pracy, która nas niszczy, w związku, który jest pusty, lub z nawykami, które nam szkodzą. Każda z tych decyzji „po drodze” wydawała się logiczna lub przynajmniej mało istotna, bo granica przesuwała się o milimetry.
Dobra wiadomość jest taka, że świadomość istnienia tych mechanizmów jest pierwszym krokiem do odzyskania kontroli. Psychologia nazywa to uważnością (mindfulness) lub krytyczną autorefleksją. Aby zatrzymać przesuwanie się granic, warto regularnie zadawać sobie pytania:
Zrozumienie, że nasz mózg dąży do adaptacji za wszelką cenę – nawet za cenę naszego szczęścia czy integralności – pozwala nam na postawienie twardego „stop” tam, gdzie nasze granice powinny być nienaruszalne.